Posty

Wyświetlam posty z etykietą inwazja

Pomarańczowe szaleństwo

Donald Trump, lokator Białego Domu, czyli prezydent imperium zła, wymyślił nową instytucję. Nosić ma ona nazwę Rada Pokoju, a jej celem ma być zarządzanie Strefą Gazy (oczywiście ku zadowoleniu izraelskich faszystów), choć zadania mogą wykroczyć poza ten obszar i dotknąć innych światowych kwestii. Zaproszonych zostało ponad sześćdziesięciu przywódców, w tym: car (formalnie prezydent) Rosji Władimir Putin, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, dyktator Węgier Viktor Orban czy polski Alfons (serio!). Stałe członkostwo w owej Radzie Pokoju kosztować ma dane państwo miliard dolarów rocznie. Na razie nie wiadomo, czy Nawrocki przyjmie zaproszenie (zapłaciłby za to z naszych kieszeni, oczywiście); przeszkadza mu towarzystwo Putina. W każdym razie fakt, iż został zaproszony, świadczy o tym, że Trump uważa, nie bez racji, Polskę za swoją marionetkę, nieformalną kolonię USA. Którą (k)raj nad Wisłą rzeczywiście jest od 1989 roku. Rzecz jasna Rada Pokoju ma być pasem transmisyjnym interesó...

Protesty w Iranie

W Iranie od pewnego czasu trwają społeczne protesty (według niektórych źródeł słabną). Z tego, co na ich temat czytałem w wiarygodnych źródłach, ich tło jest przede wszystkim ekonomiczne. Otóż, gospodarka tego obłożonego sankcjami kraju radzić sobie musi z wieloma problemami – ostatnio doszedł kolejny, czyli amerykański atak na ważnego partnera gospodarczego w postaci Wenezueli – mocno też oberwała od potężnej suszy (skutek katastrofy klimatycznej). Irańczykom żyje się więc coraz trudniej. Nie ma się co dziwić, że upominają się u władz o poprawę kondycji bytowej. To naturalne, rzecz można, że tak powinno być; każde państwo ma zakichany obowiązek troszczyć się o własnych obywateli, Iranu też to dotyczy. Z tego, co się orientuję, sytuacja jest pod kontrolą. Ani ze strony protestujących Irańczyków, ani władz i aparatu represji nie doszło do jakichś poważniejszych aktów przemocy. Na pewno nie do gorszych niż na Zachodzie w podobnych sytuacjach. No, ale wiadomo – perskie państwo jest n...

Kolej na Grenlandię

Po zamachu na Wenezuelę i uprowadzeniu przez amerykańskich komandosów prezydenta Maduro z żoną, Donald Trump groził już to Meksykowi, już to Kubie, już to innym państwom w Ameryce Południowej. Ale też przypomniał swe żądania z początku kadencji odnośnie Grenlandii, którą USA miałyby przejąć od Danii, rzekomo po to, aby chronić swoje bezpieczeństwo. I wygląda właśnie na to, że właśnie Grenlandia jest obecnie pierwsza w kolejce do wpadnięcia w imperialistyczne łapska. Otóż amerykańskie media podają, iż Trump polecił swoim doradcom opracować strategię zajęcia tejże wyspy. Jedne źródła mówią, że najchętniej by ją kupił (o tym właśnie mówił na początku kadencji, gdy w ogóle zgłosił grenlandzki pomysł), inne jednak nie wykluczają interwencji zbrojnej (której chyba boją się także europejscy przywódcy, na plany Trumpa reagują bowiem nader ostro i krytycznie, również, o dziwo, Donald Tusk). Może być zatem bardzo różnie, zwłaszcza, że pomarańczowy szaleniec jest nieobliczalny. W jego szaleń...

Nowa wojna imperialistów

Wszystko wskazuje na to, że USA pod nieświatłym przewodnictwem Donalda Trumpa rozpętają już wkrótce nową wojnę. Tym razem z Wenezuelą. Groźby w kierunku tego państwa płyną z Waszyngtonu od dłuższego już czasu, w ostatnich dniach amerykańscy komandosi dokonali aktu piractwa morskiego, zajmując wenezuelski tankowiec, a ostatnio Stany Zjednoczone tworzyć zaczęły blokadę morską. Naiwnym sprzedawana jest bajeczka, że chodzi o obalenie jakoby niedemokratycznego „reżimu” prezydenta Maduro, który – śladem swojego poprzednika, Hugona Chaveza – mimo wywołanego przez USA kryzysu gospodarczego skutecznie (jak dotąd) opiera się amerykańskim wpływom politycznym i gospodarczym. Z drugiej strony, bajeczka owa wcale nie jest sprzedawana jakoś szczególnie intensywnie, Trump bowiem wprost wystosował żądania, aby Wenezuela ZWRÓCIŁA swoje złoża ropy i innych surowców USA. Wiadomo zatem, jaki jest cel szykowanej wojny. Trump jest znacznie bardziej szczery niż poprzedni lokatorzy Białego Domu, nie ukrywa z...

Faszysta, Iran i USA

Z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w USA wiąże się potężne zagrożenie dla całego świata, konkretnie dla pokoju i bezpieczeństwa. I to niezależnie od tego, czy wygra je szurnięty kapitalista, czy pozorna demokratka. Przy czym groźba kryje się nie tyle w samym jankeskim imperium, ile na Bliskim Wschodzie, dokładnie rzecz ujmując, w Izraelu. Ma polskie pochodzenie (jak wielu tamtejszych kolonistów, z których składa się izraelskie społeczeństwo), na imię Binjamin, na nazwisko Netanjahu, popełnia ludobójstwo w Gazie i szykuje się do przeniesienia tej zbrodni na Zachodni Brzeg Jordanu, a także do Libanu, co zaś najgorsze, od lat poważnie myśli (do spółki z saudyjskimi kolegami) o wojnie z Iranem. Zarówno Izraelowi, jak też Arabii Saudyjskiej perskie państwo tkwi ością w gardle. Co do Saudów, powodem jest oczywiście rywalizacja na rynku ropy naftowej, a także konflikt w dziedzinie wizji islamu (wahhabizm kontra szyizm). Z kolei Izrael rywalizuje z Iranem na polu zbrojeniowym, również...

Dwie dekady zbrodni

Mija właśnie dwadzieścia lat od początku jednej z największych tragedii, a zarazem masowej zbrodni w dotychczasowej historii XXI wieku, popełnionej przez wyjątkowo agresywne, terrorystyczne imperium wraz z jego sojusznikami tudzież marionetkami. Czyli od inwazji na Irak, zwanej też drugą wojną w Zatoce Perskiej. Zaczęła się ona 20 marca 2003 roku i trwała około osiemnastu lat (aczkolwiek tak naprawdę stanowiła sumę różnorodnych konfliktów, spowodowanych inwazją), jej zaś ponure skutki odczuwane są nadal, między innymi w Europie, dokąd próbują dostać się uchodźcy. Ale po kolei. Dwadzieścia lat temu imperialistyczne wojska USA, Wielkiej Brytanii, Australii i, niestety, Polski (zgadnijcie, kto był sojusznikiem tych pierwszych, a kto marionetką?) na rozkaz zbrodniczego amerykańskiego prezydenta, George’a W. Busha, zaatakowały Irak rządzony przez Saddama Husajna (tak, był on masowym mordercą, ale też niegdysiejszym sojusznikiem/agentem USA) pod pretekstem posiadania przez to państwo bron...

Wojny dwie

Supermocarstwo atomowe, rządzone przez oderwanego od rzeczywistości przygłupa, dokonuje, wespół z koalicjantami zanęconymi oszukańczą propagandą, inwazji na państwo uznane za wrogie. Trwają bombardowania – również przy użyciu zakazanych prawnie pocisków, np. ze zubożonym uranem – całe miasta obracane są w gruzy, giną tysiące ludzi, w tym kobiety i dzieci. Dochodzi do licznych zbrodni wojennych, okupacyjni żołnierze popisują się okrucieństwem wobec ludności cywilnej, a jednocześnie rabują, co tylko się da. Konflikt grozi militarną i polityczną destabilizacją całego regionu, w skrajnym zaś przypadku doprowadzić może wręcz do wybuchu III wojny światowej. Wszystko to jest oczywiście propagandowo uzasadnione szczytnymi celami, przekaz medialny krajów dokonujących inwazji od lat obrzydzał na całym świecie obraz ich ofiary. Tak naprawdę chodzi o położenie łapy na lokalnych surowcach i innych bogactwach, zwiększenie zysków koncernów zbrojeniowych, poprawę notowań polityków imperialistycznych t...

Uczeń i mistrzowie

Dla wielu ludzi z całego świata potępiających – jak najbardziej słusznie – zbrodniczy imperializm USA i ich sojuszników z NATO oraz spoza niego, putinowska Rosja wydawać się mogła atrakcyjna jako tama dla niego. Wynikać to mogło z kilku czynników. Jednym było kojarzenie obecnego rosyjskiego państwa z ZSRR – który faktycznie oferował alternatywną wobec amerykańskiej wizję gospodarki i społeczeństwa. Inny stanowiło zapewne przekonanie, iż Putin, jako były oficer KGB, ma w sobie cokolwiek z komunisty. No i Moskwa wykazywała o wiele mniej agresji niż Stanu Zjednoczone; poza Czeczenią, Gruzją, wsparciem dla Serbów, zaangażowaniem w Syrii i obecnie Ukrainą nie prowadziła wojen, podczas gdy amerykańskie imperium od lat rujnuje cały Bliski Wschód, a wcześniej przyczyniło się chociażby do krwawej wojny w Jugosławii. Podejście takie było i jest mylne. Dzisiejsza Rosja nie ma, niestety, nic wspólnego ze Związkiem Radzieckim, który często jest potępiany przez jej prominentów z Władimirem Putinem ...

Imperialiści na stokach Hindukuszu

Nowy imperialistyczny prezydent, Joe Biden, zapowiedział, że w tym roku 2,5 tys. żołnierzy USA wycofa się z Afganistanu, wraz z ponad 6 tys. wojaków z innych państw NATO. Proces wycofywania tychże wojsk ma się zakończyć do rocznicy zamachów z 11 września 2001 roku. Oficjalnym powodem jest zrealizowanie celów NATO-wskiej operacji (czytaj: inwazji) w tymże środkowoazjatyckim państwie. No cóż, bin Ladena faktycznie zamordowano, Al-Kaidzie dokopano, w Kabulu zainstalowano marionetkowy rząd… ale afgańskich talibów pokonać się imperialistom amerykańskim i ich sojusznikom nie udało; przeciwnie, są silniejsi niż dotychczas, kontrolują prawie całe terytorium rzeczonego kraju i okazali się realnymi zwycięzcami tej jakże długiej i krwawej wojny. No to czemu w takim razie Stany i NATO stoki Hindukuszu opuszczaj? Prawda jest taka, że Joe Biden zwyczajnie łże, bo USA wcale sobie Afganistanu nie odpuszczają, nie rezygnują też z próby utrzymywania kontroli nad tym państwem. Wprawdzie bowiem regularne...

Dym nad ambasadą

Dziś wyjdziemy poza Polskę i udamy się z wizytą na Bliski, a raczej Środkowy Wschód, konkretnie do Bagdadu, stolicy Iraku. Przez kilka ostatnich dni zlokalizowana w tymże mieście ambasada USA oblegana była przez demonstrantów, a na jej teren wdarli się, i to prawdopodobnie kilkukrotnie, bojownicy szyickiej milicji, którzy narobili sporo szkód, wzniecili też pożary. Amerykańscy żołnierze stacjonujący w placówce obronili ją przy użyciu (oficjalnie) gazu łzawiącego, milicjanci szyiccy i demonstranci odstąpili ponoć od oblężenia, niemniej jednak ambasada do odwołania wstrzymała swoją działalność. Oblężenie owo było formą protestu przeciwko amerykańskim nalotom na cele związane z ową szyicką milicją; przypomnę tylko, że w tego typu atakach giną w większości osoby cywilne, w tym kobiety i dzieci, toteż absolutnie nie dziwię się, iż ludzie przeciwko nim protestują. Prezydent Donald Trump o sprowokowania szyickiego ataku na ambasadę w Bagdadzie oskarżył Iran, który ma jakoby wspiera...