Posty

Wyświetlam posty z etykietą dziaders

Dziaders i prokreacja

Donald Tusk, aktualnie premier Polski, robi wszystko, aby jego formacja, Koalicja Obywatelska, sromotnie przegrała najbliższe wybory. Świadczą o tym jego wypowiedzi, które zniechęcają elektorat, a przynajmniej jego nowoczesną, postępową tudzież humanitarną część. Niedawno pouczał pan Tusk kobiety, że aborcja nie zalicza się do ich praw (jest, ma się rozumieć, dokładnie na odwrót). Potem udzielił wywiadu jednemu z brytyjskich mediów, twierdząc, że należałoby wypowiedzieć Europejską Konwencję Praw Człowieka, czym wywołał wielkie – i w pełni zrozumiałe – zaniepokojenie u ludzi świadomych. A teraz znów chlapnął brednie w podobnym wywiadzie. I ponownie uderzył w kobiety. Otóż, zapytany, dlaczego Polki mają mało dzieci, premier stwierdził, że powodem nie jest brak mieszkań (i polityki mieszkaniowej) czy inne kwestie społeczne, ale niechęć polskich kobiet do podejmowania odpowiedzialności. Dodał, że nie lubi „takiego stylu życia”. Oczywiście wywołał tym gniew organizacji pro-kobiecych or...

Rozsądek zakutego łba

Przyznam, że śmieszy mnie, kiedy medialne (często zaliczane również do intelektualnych) elity – zazwyczaj pragnące uchodzić za „liberalne”, „nowoczesne” (ostatnio partia o tej nazwie kojarzy mi się ze szmalcownictwem w Łodzi, ale to inna sprawa), „fajne”, a niekiedy wręcz „postępowe”, mówią o zdrowym rozsądku. Najczęściej dochodzi do tego wówczas, gdy temat wywiadu czy innej dyskusji bądź debaty schodzi na zmiany, jakie zachodzą w społeczeństwie, świadomości, a co za tym idzie, języku polskim. Wówczas to osoby przedstawicielskie (oho, już byłaby obraza z ich strony!) tychże elit, czy raczej elitek, lamentują nad „poprawnością polityczną” (najczęściej oczywiście „lewacką”), która zabrania im mówienia „nienormalny(a)” o osobie w spektrum autyzmu, „Murzyn” (słowo uznane za obraźliwe) o człowieku czarnoskórym, „zdechł” o śmierci psa lub innego zwierzęcia (czyli istoty ludzkiej też, wszak zwierzętami jesteśmy), itd. Elity apelują w takich sytuacjach o zdrowy rozsądek, „bo przecież kiedyś...

Dziennikarz i aktywistka

Znany dziennikarz, Rober Mazurek, przeprowadzał przedwczoraj wywiad dla RMF FM z Dominiką Lasotą, młodą aktywistką klimatyczną. Nawiązał do jakichś działaczy z Niemiec, którzy uznani zostali za przestępców i terrorystów. Na co Dominika Lasota odpowiedziała, że wielu ludzi w czasie, gdy prowadzili działalność społeczną i polityczną, nazywanych było terrorystami. Podała przykład Martina Luthera Kinga (trafny zresztą), na co Mazurek odrzekł z oburzeniem, że nigdy go tak nie określano. Kiedy Dominika Lasota sprostowała, gwiazdor medialny wkurzył się, że śmie go ona pouczać i zaczął kpić z jej wykształcenia (skończyła jak na razie liceum). Pan Mazurek zachował się w sposób wysoce niekulturalny, acz niestety typowy dla obecnego dziennikarstwa w mediach głównego nurtu. Rzecz jasna, wyszedł na dziadersa, czyli mentalnie uwstecznionego o ładnych kilkaset lat konserwatystę, przekonanego o własnej wybitności tudzież byciu autorytetem, a co najgorsze, pogardzającego ludźmi młodymi o postępowych...

Wsteczny niby-postęp

Premier Donald Tusk zapowiedział, że w najbliższych miesiącach zalegalizowane zostaną – to znaczy, uznawany będzie ich status prawny – związki partnerskie, również te zawierane przez osoby tej samej płci. Oczywiście, lider PO nie stał się z dnia na dzień otwartym, tolerancyjnym i postępowym politykiem. Legalizacja (zapowiadana, bo co z tego wyjdzie, i czy cokolwiek, czas dopiero pokaże) związków partnerskich w Polsce to efekt dwóch czynników. Jednym jest orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, wedle którego rozwiązanie to powinno zostać w (k)raju nad Wisłą jak najszybciej wprowadzone. A pan Tusk, odzyskując zablokowane na skutek PiS-owskich patologii środki unijne, nie zadrze ani z tymże organem, ani z Unią Europejską. I dobrze. Powodem numer dwa jest elektorat, jaki dal wyborcze zwycięstwo nie-PiS-owskim formacjom. Co ciekawe, wyborcy PO (podobnie zresztą rzecz ma się z PSL-em) są światopoglądowo o wiele bardziej postępowi niż ich polityczni reprezentanci. A premier, ki...

Dziadocen

Żyjemy w antropocenie – epoce geologicznej, w której kształt naszej planety generują działania człowieka. Z tragicznymi konsekwencjami, dodajmy, takimi jak rozpętana przez kapitalistów i ich prawicowych sługusów katastrofa klimatyczna, czy też masowe wymieranie gatunków (wkrótce również naszego). Tymczasem w Polsce radośnie trwa sobie dziadocen. Czyli okres (nie podejmuję się określać, kiedy się rozpoczął, acz mam wrażenie, że jest równie stary, jak nasz patriarchat, tyle że przybierał różne formy), w którym o losach społeczeństwa oraz państwa decydują dziadersi – mężczyźni o konserwatywnych, betonowych i wstecznych poglądach, przekonani, że wszystko wiedzą najlepiej i z góry spoglądający na ludzi młodych oraz na kobiety. Przy okazji warto przypomnieć, że określenie „dziaders” NIE odnosi się do wieku; Donald Tusk, Roman Giertych, Radosław Kaczyński, Krzysztof Bosak, Zbigniew Ziobro, Władysław Kosiniak-Kamysz i im podobni prawicowi (skrajnie bądź umiarkowanie) politykierzy do jednost...

Podziękujmy klerykalnym dziadersom

Dziś będzie krótko, bo i nie ma nad czym specjalnie się rozwodzić. Wczoraj Sejm przegłosował uchwałę w obronie dobrego imienia Karola Wojtyły/Jana Pawła II, rzekomo wściekle atakowanego po tym, jak okazało się, że będąc biskupem krakowskim, tuszował zbrodnie pedofilskie popełniane przez podległych sobie księży. Jako papież też zresztą odpowiadał za ów proceder, tyle że w skali światowej oczywiście. Kiedy już izba niższa parlamentu naszego „kochanego” rzeczoną uchwałą przyjęła, marszałka Witek z Bezprawia i Niesprawiedliwości wygłosiła telewizyjne orędzie, podkreślające rzekome zasługi Lolka dla Polski i Polaków, i uznające go za czynnik jednoczący, obok flagi, godła czy hymnu (absurd). Orędzie miało zapewne być płomienne, tymczasem wyszło płaczliwe raczej, no, ale guano się zdarza. A jak wyglądało samo głosowanie? Otóż, tylko sejmowa reprezentacja Lewicy była przeciwko uchwale, czterech posłów się wstrzymało, cała reszta zaś bubel ów poparła. Czyli zarówno większość nie-rządowa, ...

Zejście dziadersów

Dziaders to mężczyzna (najczęściej w wieku powyżej średniego, acz nie jest to regułą) o zaskorupiałych, konserwatywnych poglądach, nierozumiejący współczesnego świata – ze szczególnym uwzględnieniem społeczeństwa – oraz zachodzących w nim przemian, patrzący pogardliwie na młode pokolenie obywateli i – zwłaszcza – obywatelek. Przy tym wszystkim najczęściej jest stosunkowo zamożny, tzn. cieszy się bezpieczeństwem bytowym, w związku z czym nie kapuje, że są ludzie, który mimo przepracowania boją się, czy następnego dnia będą mieli co jeść i czym ogrzać mieszkanie. Dziaders gromi młodzież, że chce zmian, twierdząc, iż musi być tak, jak zawsze było. A twierdzi tak, bo jemu jest dobrze. Ot, taki burżujek, nadto częstokroć pseudo-inteligent z zabetonowanym mózgiem. Niestety, wielu jest takich w polityce chyba każdego państwa kapitalistycznego. W Polsce też, i między innymi dlatego od 1989 roku taplamy się w postsolidarnościowym szambie, czasami wystawiając głowy ponad powierzchnię jego zawa...

Dziadersi i Lewica

Donald Tusk wykluczył możliwość współpracy PO/KO z Lewicą; chodzi przede wszystkim o budowanie wspólnej koalicji wyborczej. I dobrze, bo to nie mogłoby się udać. Obie formacje dałyby radę utworzyć jeden blok w wyborach do Europarlamentu (jakiś nowy wariant Koalicji Europejskiej), ponieważ ich spojrzenie na Unię Europejską i miejsce Polski w jej strukturze jest w zasadzie tożsame, a w każdym razie bardzo podobne; jest to rzecz jasna euroentuzjazm. Taka kooperacja wyborcza możliwa też byłaby w niektórych przynajmniej jednostkach samorządu terytorialnego (inna bajka, że samorządy, moim skromnym zdaniem, powinny być upartyjnione w możliwie najmniejszym stopniu). Ale nie da się stworzyć wspólnych list Lewicy i PO w wyborach parlamentarnych; ugrupowania te musiałyby w tym celu wypracować wspólny program, a w tym zakresie zdecydowanie więcej je dzieli niż łączy. Nic dziwnego, albowiem... Główny powód jest banalnie prosty – Platforma Obywatelska to formacja prawicowa, konserwatywna. W przec...

Pusty dziaders

W aktualnym numerze tygodnika Polityka przeczytać można wywiad z Donaldem Tuskiem. Przyznam szczerze, że wahałem się, czy w ogóle warto zabierać się za lekturę, skoro były premier, odkąd przed kilkoma tygodniami wrócił na nadwiślańską scenę polityczną, albo nie mówi nic ciekawego, albo się kompromituje jako „obrońca demokracji”, okazując życzliwość neonazistowskiej Konfederacji oraz używają sformułowań typu „ruski ład”. Niemniej jednak, przemogłem się… i w zasadzie nic mnie w tymże wywiadzie nie zaskoczyło. Jest to bowiem jeden z najnudniejszych, a na pewno najbardziej miałkich, bezbarwnych oraz mdłych tekstów, jakie pojawiły się na łamach Polityki w ciągu ostatnich lat. Nie z winy redaktora naczelnego tegoż czasopisma, Jerzego Baczyńskiego, który stara się wydobyć od Tuska jak najwięcej konkretów. Były premier mówi jednak dużo, ale w większości są to potoki pustosłowia. Składają się na nie albo oczywistości, w rodzaju merytorycznej, lecz kompletnie wyzbytej z odkrywczości krytyki ...

Ofensywa dziadersów

Kilka dni temu, udzielając wywiadu dla jednej ze stacji telewizyjnych, pan Grzegorz Schetyna, były przewodniczący Platformy Obywatelskiej, stwierdził, że nie chce „aborcji na życzenie”. Internauci zareagowali na tę wypowiedź albo beką („Skoro tak, to porób będzie naturalny czy przez cesarkę?”), albo dość ostrą krytyką, w pełni oczywiście uzasadnioną. W sumie nic zaskakującego tu nie ma; pan Schetyna od dawna pozostaje zwolennikiem tzw. „kompromisu aborcyjnego”, czyli możliwości przerwania ciąży jedynie w trzech przypadkach: kiedy stanowi ona zagrożenie dla zdrowia i życia matki, gdy jest wynikiem czynu zabronionego oraz w wypadku ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Chciał nawet takie rozwiązanie… wpisywać do konstytucji (na szczęście, szybko przestał lansować idiotyczny ów pomysł). Teraz zalicza się do polityków protestujących przeciwko pseudo-wyrokowi nielegalnie funkcjonującej grupy kolesiów, delegalizującemu trzecią z wyżej wymienionych przesłanek, niemniej jednak nie da ...

Dziaders

Jako, że jutro spóźnione (powinno być 7 listopada – w rocznicę powstania Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej – lub 22 lipca, czyli oczywiście w rocznicę wydania Manifestu Lipcowego) Święto Niepodległości, warto przyjrzeć się językowi ojczystemu, a konkretnie neologizmowi, jaki w czasie trwających protestów w obronie praw kobiet i ogólnie praw człowieka zrobił karierę. Chodzi mianowicie o słowo „dziaders”, które, mam nadzieję, zakorzeni się w mowie potomków Polan, Wiślan, Wikingów, Tatarów, Turków, Żydów i innych plemion tudzież nacji, które dołożyły swoje genetyczne trzy grosze do ukształtowania genotypu współczesnych Polaków. Spotkałem się z – jak najbardziej, dodam, lewicowymi – komentarzami, by określenia „dziaders” nie używać, ponieważ ma ono być dyskryminujące ze względu na wiek. Cóż, autorami takich zaleceń z pewnością kierowały jak najszlachetniejsze intencje, a z dyskryminacją (jakąkolwiek!) zdecydowanie trzeba walczyć, lecz ten konkretny neologizm bynajmniej nie d...