Posty

Wyświetlam posty z etykietą klasy społeczne

Zbędna klasa

Bez niech podobno nie byłoby niczego. A tymczasem kapitaliści (nie mylić z przedsiębiorcami) jako klasa społeczna istnieją głównie, a wręcz tylko dlatego, że mają za sobą medialną propagandę oraz państwo, jego aparat represji i nadzoru, usłużnych rządzących tudzież pieniądze; tak, wiele gigantycznych biznesów, w tym największe światowe koncerny i korporacje, funkcjonuje dzięki transferom środków publicznych do prywatnych kieszeni. Oczywiście propaganda głosi, że kapitaliści są „kowalami własnego losu” (swoją drogą, stwierdzenie to jest wewnętrznie sprzeczne, ponieważ zespołu czynników od człowieka niezależnych, jakim jest los, nie da się wykuć ani w ogóle ukształtować), na których opiera się cała gospodarka. Bez ich rzekomej inwencji i pracy nie byłoby nic. Tymczasem to jedna wielka bzdura. Czasy, kiedy kapitaliści – tacy jak Henry Ford, bracia Renault, André Citroën , Tomasz Bata i im podobni – rzeczywiście wymyślali już to nowe, pionierskie technologie, już to metody produkcj...

Ważna praca

W pewnej sieci sklepów, znanej już to z mocno naciąganego pod względem legalności zwalniania pracowników, już to ze złych warunków pracy (zimno, marne posiłki), w miniony piątek odbył się strajk ostrzegawczy. Krótki, bo o ile dobrze pamiętam, dwugodzinny jeno, ale sam fakt się liczy. Był on, dodajmy, pierwszą w historii tejże sieci akcją protestacyjną o tak dużym, bo ogólnopolskim, zasięgu. Strajk był oczywiście elementem, a zarazem konsekwencją sporu między zarządem owej sieci, a pracownikami reprezentowanymi przez związki zawodowe. Postulaty tychże są głównie płacowe – wzrost wynagrodzeń, zwłaszcza dla pracowników fizycznych sklepów, czyli osób, które ponoszą największe koszta rosnącej presji operacyjnej w handlu detalicznym. Do tego dochodzi oczekiwanie pełnego przestrzegania Prawa Pracy (a polscy kapitaliści migają się od tego, jak mogą), w tym utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych; zdaniem związkowców, jego obecny brak pogłębia nierówności socjalne w przedsiębior...

Zanikająca warstwa

Jedno z polskich mediów lamentowało niedawno, że nadwiślańskiej klasy średniej nie stać na mieszkania. To oczywiście prawda, a nad rzeczą całą warto się nieco niżej pochylić. Zacznijmy od krótkiego wyjaśnienia, że określenia: „niższa”, „średnia” i „wyższa” dotyczą nie klas, lecz warstw społecznych, wyróżnianych na podstawie szeroko rozumianego statusu (stan posiadania, zarobki, miejsce zamieszkania, wykształcenie, itd.); dzielą się one na kilka pod-warstw. Z kolei pojęcie klas odnosi się do stosunku wobec własności środków produkcji, czyli, ujmując rzecz prosto, tego, z czego kto się utrzymuje. Do klas zaliczamy więc: proletariat – pracowników utrzymujących się ze świadczenia pracy najemnej, burżuazję – w tym zwłaszcza kapitalistów utrzymujących się z posiadania środków produkcji (np. udziałów w spółkach giełdowych), chłopów – utrzymujących się z pracy na WŁASNYCH gospodarstwach rolnych (nie każdy rolnik w naszych czasach może być zakwalifikowany jako chłop; wielu to typowi kapitaliś...

Senaccy wrogowie proletariatu

Był sobie projekt ustawy o sygnalistach. Miała ona na celu zapewnić ochronę, np. przed zwolnieniem tudzież innymi tego typu bezprawnymi konsekwencjami, pracownikom zgłaszającym nieprawidłowości w miejscu zatrudnienia. Nie tylko jawne przestępstwa, takie jak: mobbing, przemoc fizyczna, molestowanie seksualne, itd., ale też nieprzestrzeganie przepisów BHP, niezapewnienie odpowiednich (bezpiecznych, komfortowych) warunków wykonywania obowiązków, czy wreszcie oszukiwanie na wypłatach i ubezpieczeniach społecznych. Rzecz jest potrzebna, szczególnie w tzw. „januszexach”, czyli firemkach prowadzonych przez nieuczciwych – zarówno wobec klientów, jak i pracowników – pseudo-przedsiębiorców. A, niestety, wiele takich działania, nie tylko psując rynek (poprzez dumpingowe ceny uderzają w uczciwych, rzetelnych i solidnych konkurentów), ale też często stwarzając zagrożenie dla zdrowia tudzież życia ludzkiego. Ustawa o sygnalistach mogłaby częściowo przynajmniej ukrócić liczne patologie rynku pracy...

Dziennikarz i aktywistka

Znany dziennikarz, Rober Mazurek, przeprowadzał przedwczoraj wywiad dla RMF FM z Dominiką Lasotą, młodą aktywistką klimatyczną. Nawiązał do jakichś działaczy z Niemiec, którzy uznani zostali za przestępców i terrorystów. Na co Dominika Lasota odpowiedziała, że wielu ludzi w czasie, gdy prowadzili działalność społeczną i polityczną, nazywanych było terrorystami. Podała przykład Martina Luthera Kinga (trafny zresztą), na co Mazurek odrzekł z oburzeniem, że nigdy go tak nie określano. Kiedy Dominika Lasota sprostowała, gwiazdor medialny wkurzył się, że śmie go ona pouczać i zaczął kpić z jej wykształcenia (skończyła jak na razie liceum). Pan Mazurek zachował się w sposób wysoce niekulturalny, acz niestety typowy dla obecnego dziennikarstwa w mediach głównego nurtu. Rzecz jasna, wyszedł na dziadersa, czyli mentalnie uwstecznionego o ładnych kilkaset lat konserwatystę, przekonanego o własnej wybitności tudzież byciu autorytetem, a co najgorsze, pogardzającego ludźmi młodymi o postępowych...

Interes klasowy

Liczne są powody, dla których popieram Lewicę i zamierzam oddać na nią głos w nadchodzących wyborach do Sejmu. Sprowadzają się one w zasadzie do tego, że taki jest mój interes klasowy, związany oczywiście z bytem. A pamiętajmy, że „Byt określa świadomość”, jak napisał Karol Marks. Miał w stu procentach rację, zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i klasowym/społecznym. Lewica po prostu ma program, który odpowiada mojemu interesowi klasowemu tudzież ogólnie bytowemu. Przykładowo, wykonuję wolny zawód zaliczający się do twórczych i artystycznych. Dlatego chciałbym mieć ubezpieczenie społeczne dostosowane do uwarunkowań tego typu pracy, takie, które pozwoli mi się leczyć (oraz zgromadzić kapitał emerytalny, choć emerytury raczej nie dożyję), a przy tym nie zrujnuje mojej kieszeni. Lewica ma postulat wprowadzenia takiego. Fatalna PiS-owska polityka (o ile w ogóle słowo to można tu zastosować) energetyczna doprowadziła do horrendalnego wzrostu opłat za energię elektryczną (na niej na szc...

Noblistka i klasizm

Internet i media huczą na temat pewnej wypowiedzi Olgi Tokarczuk. Niechże więc i ja przedstawię swoje zdanie w tej kwestii, zwłaszcza, że wczoraj i przedwczoraj poruszyłem ciekawsze dla mnie tematy. Otóż, na Festiwalu Gór y Literatury nasza rodzima laureatka Literackiej Nagrody Nobla oznajmiła: Powiedzmy sobie szczerze – literatura nie jest dla idiotów. Ja nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów, żeby czytać książki, trzeba mieć jakieś kompetencje, wrażliwość pewną, rozeznanie w kulturze. Książki, które piszemy, są gdzieś zawieszone, zawsze się z czymś wiążą (…). Nie wierzę, że przyjdzie czytelnik, który kompletnie nic nie wie i nagle się zatopi w jakąś literaturę i przeżyje tam katharsis. Więc piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych, którzy myślą, którzy czują, którzy mają jakąś wrażliwość. Uważam, że moi czytelnicy są gdzieś do mnie podobni. Piszę do swoich ...

Epoka tasiemców

Elon Musk, kapitalista uznawany za najbogatszego człowieka świata, kupił Twittera za około 45 mld dolarów (6 mld przekazać miał, wedle własnej obietnicy, na walkę z nędzą i głodem… ale jakoś tego nie zrobił). Dzięki temu będzie mógł jeszcze pomnożyć gigantyczny swój majątek, kontrolować zamieszczane na tym portalu informacje tudzież opinie, a także wpuszczać na jego łamy swoich ulubionych faszystów. Nie jest to pierwsza tego typu transakcja. Niedawno Jeff Bezos – też kapitalista, którego Musk wyprzedził w rankingu nieprzyzwoitego bogactwa – nabył Washington Post . Od tamtej pory gazeta owa pisze, że podatki są złe, za to fanaberia w postaci lotów w kosmos jej właściciela – jak najlepsza dla ludzkości całej. No i przynosi Bezosowi zyski, jakby mało mu było tych generowanych przez Amazon. Oba te przypadki – zapewne niejedyne w skali globu, bo nawet jeśli kapitaliści nie kupują całych ośrodków medialnych, to są ich ważnymi udziałowcami – wpisują się w normę obecnego kapitalizmu. Infor...

Pracusie i pasożyty

Kilka lat temu w jednym z odcinków swojego programu telewizyjnego Robert Makłowicz pokazał (jeśli mnie pamięć nie myli) kambodżańską rodzinę prowadzącą obwoźny handel miejscowymi potrawami; wykorzystywała w tym celu skuter czy motocykl (nie pamiętam dokładnie), do którego przymocowano specjalną budkę, gdzie odgrzewano, gotowano i smażono owe przysmaki. Robert Makłowicz nazwał tę działalność „przykładem lokalnej przedsiębiorczości”. I miał w stu procentach rację, bo ci kucharze-handlarze stanowią wręcz model prawidłowo rozumianych przedsiębiorców. Kimże bowiem jest przedsiębiorca/biznesmen? Ano, po prostu człowiekiem PRACUJĄCYM na własny rachunek, czyli prowadzącym swoją działalność gospodarczą (firmę). Może ona być jednoosobowa lub zatrudniająca pracowników; w obu tych przypadkach przedsiębiorca PRACUJE (zazwyczaj bardzo ciężko). Założenie takiej działalności – zwłaszcza jednoosobowej – nie zawsze jest dobrowolne, gdyż wymuszać je mogą już to przepisy prawne (agent ubezpieczeniowy, b...

Śmierć biednych kobiet

To, że im bardziej restrykcyjne jest brawo antyaborcyjne, tym mocniej i boleśniej godzi w kobiety, stanowi oczywistość. Podobnie jak fakt, że kolejne legislacyjne ograniczenia możliwości przerwania ciąży – co istotne, w bezpiecznych, szpitalnych warunkach, przy zachowaniu odpowiednich procedur medycznych i przeprowadzonego przez wykwalifikowany personel – zwiększają ryzyko śmierci kolejnych przedstawicielek płci żeńskiej. Warto jednakże pamiętać, iż prawo kobiet do aborcji pozostaje również kwestią klasową. W kogo bowiem wali (ma się rozumieć, tym mocniej, im jest surowszy) zakaz terminacji ciąży? Ano (kolejna oczywistość, jednakże z gatunku tych, o jakich liberalne media rzadko wspominają), w osoby żyjące w ubóstwie, bynajmniej niekoniecznie skrajnym. Bo przecież kobietę relatywnie zamożną (nie chodzi tu o wypominanie czegokolwiek, zazdrość ani tym podobne sprawy) stać na wyjazd do chociażby Niemiec, Republiki Czeskiej czy Słowacji, gdzie w wyspecjalizowanej klinice, gwarantującej...

Niewesołe wnioski z klasyki

  Ta i następna notka nie będą poświęcone aktualnej sytuacji politycznej Polski, lecz dwóm powieściom, które podłożyły podwaliny pod fantastykę naukową i ogólnie współczesną kulturę. Otóż, w minionym tygodniu odświeżyłem sobie jedną z lektur mojego dzieciństwa, a raczej wczesnej młodości – Wehikuł czasu Herberta George’a Wellsa, jednego z tych pisarzy, którzy zbudowali fundamenty pod rozwój science-fiction. Czy dzieło literackie, przynależące do gatunku uznawanego za szybko się dezaktualizujący, powstałe w 1895 roku, może być interesujące również dziś, i skłaniać do wyciągania aktualnych jeszcze wnioski? Oczywiście, że tak. Sięgając bowiem do klasyki fantastyki naukowej (czy to literatury, czy to filmu), dojść można do wniosku, że fantazje pisarzy czy filmowców znacząco wyprzedziły realne osiągnięcia ludzkości. Nie udało się jeszcze poskładać z trupich fragmentów i ożywić potężnej istoty ( Frankenstein Mary Shelley, pierwsza powieść science-fiction, swoją drogą), Nautilus (oc...

Książka i PRL

Niedawno zrobiłem sobie większe porządki w domu, między innymi zabierając się za szafę, gdzie przez lata zgromadziły się stare książki. Część spośród nich to tytuły, które rodzice kupili kilkadziesiąt lat temu, przeczytali, a później leżały one zapomniane, inne z kolei to moje dawne lektury szkolne. W każdym razie, przejrzałem te zbiory i znalazłem pośród nich parę fajnych skarbów. A to Matkę Courage i jej dzieci Bertolda Brechta (niedawno zamieściłem notkę inspirowaną tym dramatem), a to Krzyżowców Zofii Kossak (naprawdę fajnie się czyta, jeśli przywykniemy do języka), a to Listy perskie Monteskiusza, a to dość liczne powieści napisane i wydane w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – taka beletrystyka dla rozrywki. Nie będę tutaj ich wszystkich omawiał, nie wszystkie zresztą odkryte przypadkowo dzieła dotąd przeczytałem, niemniej jednak, przeglądając je, zastanawiać się zacząłem (nie po raz pierwszy zresztą) nad pewną kwestią. Książki wydawane w czasach poprzed...

Obrazek z II RP

Wielkimi krokami zbliża się 11 listopada, w Polsce obchodzony jako Święto Niepodległości. Częściowo słusznie, ponieważ 11 listopada 1918 roku zakończyła się formalnie I wojna światowa, w wyniku której Polska mogła odrodzić się po ponad stu dwudziestu latach niebytu państwowego (choć gdyby nie Rewolucja Październikowa i anulowanie przez bolszewików traktatu rozbiorowego, droga do powstania suwerennego państwa polskiego najprawdopodobniej zostałaby zamknięta, a nawet jeśli nie, to byłaby o wiele bardziej wyboista), no i tego dnia władzę przejął Józef Piłsudski… niestety, obalając powstały 7 listopada Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej pod przewodnictwem Ignacego Daszyńskiego, czyli pierwszy niezależny od zaborców organ władzy wykonawczej. Świętowali zatem będziemy nie tyle odzyskanie niepodległości, lecz sto pierwszą rocznicę zamachu stanu przeprowadzonego przez Piłsudskiego… Poza tym, mowa tu o powstaniu II Rzeczypospolitej Polskiej, która przetrwała niecałe dwadzieścia jed...

Kooperacja i świadomość klasowa

Bardzo szanuję ludzi, którzy potrafią się zorganizować i grupowo walczyć o swoje. Wyznaję bowiem pogląd, że człowiek jako jednostka nie ma żadnego wpływu na kształtowanie swojego losu oraz świata, np. polityki; zbyt wiele bowiem czynników jest od pojedynczej istoty ludzkiej niezależnych. Co innego ludzie w zbiorowości, ludzie ze sobą kooperujący. Dlatego kibicuję strajkującym nauczycielom. Nie tylko popieram ich postulaty (oczywiście sądzę, iż są oni jedną z naprawdę licznych grup zawodowych, jakie powinny zarabiać o wiele więcej niż obecnie; wypłaty w Polsce są generalnie zbyt niskie), ale też wielce podziwiam ich za to, że potrafili się zorganizować, współdziałać i razem walczyć o swoje. W tym miejscu wyrazy szacunku składam członkom (tym, którzy rzucili legitymacjami, jak też tym, którzy nadal formalnie pozostają w owym związku) nauczycielskiej „Solidarności”, jacy mimo podpisanego z rządem przez PiS-owca Proksę, lipnego porozumienia, przystąpili do akcji protestacyjnej wraz ...

Zapomnij o awansie

„ Wszyscy rodzą się z równymi szansami”. „W kapitalizmie możesz być, kim chcesz”. „Do osiągnięcia sukcesu wystarczy zaradność”. „Kapitalizm nagradza pracowitych”. Te i inne, jakże mało mające wspólnego z rzeczywistością, hasła codziennie niemal serwuje nam załgana kapitalistyczna propaganda, promująca ów nieludzki system jako taki, w którym każdy, dzięki swej pracowitości i zaradności, może dostąpić awansu społecznego i poprawić swój status materialny, niczym w legendzie o pucybucie, co stał się milionerem. Tymczasem najnowszy raport OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), zatytułowany – nader zresztą trafnie – Popsuta winda społeczna , zadaje kłam tymże hasełkom. Okazuje się bowiem, iż w większości państw kapitalistycznych, jakie poddano analizie, przynależność klasowa jest dziedziczna, a drogi awansu społecznego są w większym bądź mniejszym stopniu zaklajstrowane. Oznacza to, że dziecko pochodzące z rodziny robotniczej w dorosłym życiu najprawdopodobniej samo będ...