Posty

Wyświetlam posty z etykietą epidemia

Choroby za horyzontem

Społeczeństwa zmagające się – za sprawą nieudolności rządzących, co należy zdecydowanie podkreślać – z koronawirusem mają nadzieję, że szczepionki pomogą w walce z pandemią. Najprawdopodobniej tak właśnie będzie, w tych oczywiście krajach, gdzie program szczepień przeprowadzony zostanie skutecznie… czyli Polska pod PiS-owskim nie-rządem raczej odpada. Generalnie, od samego początku pandemii COVID-19 twierdzę, że z jednej strony choroby owej nie można lekceważyć, z drugiej jednak panika, jaką wywołała WHO do spółki z USA prowadzącymi wojnę handlową z Chinami (dlatego właśnie koronawirusem najbardziej straszyły amerykańskie koncerny medialne; miało to walnąć w Państwo Środka i jego gospodarkę), była przesadzona i wciąż wywołuje więcej szkód niż sam ów paskudny drobnoustrój. Co nie zmienia faktu, że trzeba z nim walczyć, i szczepionki mogą tu wydanie pomóc. Niestety, to dopiero początek; czekają nas pewnie jeszcze poważniejsze zarazy… Od dawna naukowcy ostrzegają, że w topniejących sz...

Marne perspektywy

Kończy się nam rok 2020. I dobrze, że się kończy, bo trudno go uznać za udany. Niewiele brakowało, a zacząłby się on od wywołania III wojny światowej przez USA. Na szczęście do tego nie doszło, niemniej jednak konflikty zbrojne w wielu częściach świata trwały, a w innych wybuchały (Górski Karabach chociażby). Uchodźcy z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej nadal tonęli w Morzu Śródziemnym… i nic nie wskazuje, by miało się to skończyć; przeciwnie, katastrofa klimatyczna wywołać może migrację o skali, przy której ta obecna to Pikuś. Jeszcze gorzej, że pandemia koronawirusa rozprzestrzeniła się na cały świat, powodując znacznie gorszą zarazę – epidemię paniki i głupoty wśród europejskich (w tym polskich) oraz amerykańskich polityków; skutek jest taki, że większość państw unijnych i USA z COVID-19 kompletnie się nie radzą, a wręcz ich władze podejmują decyzje szkodliwe zarówno dla gospodarki, jak też dla zdrowia ludzkiego… Pamiętać też należy, że kolejne chorobotwórcze drobnoustroje o...

Absurd epidemiczny

W to, że nie-rząd Bezprawia i Niesprawiedliwości żadnej strategii walki z epidemią COVID-19 nie ma (za takową trudno uznać wykresy przedstawiane od czasu do czasu przez Morawieckiego), chyba nikt już nie wątpi. Zresztą widać to po kolejnych „działaniach” podejmowanych przez pomagierów Kaczyńskiego Jarosława, a ściślej rzecz ujmując, po poziomie tychże „działań” absurdalności. O ile pochwalić należy obowiązek noszenia maseczek w przestrzeni publicznej (jeśli liczba zakażeń koronawirusem faktycznie spada, to właśnie dzięki temu), wprowadzenie nauczania online (jakkolwiek powinno ono być wdrożone już we wrześniu, na podstawie decyzji dyrektorów szkół) czy zakaz organizowania licznych wesel (spóźniony), to całą resztę można o kant wiadomo czego potłuc. Czasami można wręcz odnieść wrażenie, jakoby PiS-owcom zależało, by koronawirus rozprzestrzeniał się po (k)raju nad Wisłą. Niektóre wszak ich decyzje sprzyjały rozwojowi epidemii. Wymienić tu należy chociażby zbyt szybkie odblokowanie ...

Zdanie eksperta

Nie będąc specjalistą w danej dziedzinie, specjalistów słucham, stosuję się do ich rad. I tak, nie jestem lekarzem, epidemiologiem ani biologiem, toteż swoje opinie na temat trwającej nam radośnie (w Polsce, Europie USA i kilku innych państwach, bo większość świata z problemem sobie już poradziła) pandemii koronawirusa wyrabiam po zapoznaniu się z tym, co na jej temat mówią eksperci z tychże dziedzin. Biorę oczywiście pod uwagę, że oni również nie wiedzą wszystkiego (jakkolwiek nasza wiedza na temat owego mikroba jest o wiele większa niźli jeszcze kilka miesięcy temu), jak również i to, że ich opinie różnią się między sobą; rzecz naturalna, w końcu każdy człowiek ma indywidualne spojrzenie na świat. Dwóch różnych ludzi zawodowo badających dane zjawisko (np. w tym wypadku pandemię), może mieć na jego temat diametralnie rozbieżne opinie, o czym trzeba po prostu pamiętać. W każdym razie, kiedy szukam informacji o COVID-19 i sposobach walki z tą zarazą, słowa lekarzy, biologów czy epide...

Zemsta na kulturze

Nie-rząd Bezprawia i Niesprawiedliwości zamyka kina, teatry, ośrodki kultury, itd., podobnie jak wcześniej zamknął kluby fitness. Na prawie cały listopad, a może i na dłużej. Rzekomo po to, by walczyć z koronawirusem; jak wciska nam PiS-owska propaganda, jeżeli pozostaniemy w domach (do czego skłonić nas ma właśnie zamykanie kolejnych instytucji), przerwany zostanie łańcuch zakażeń. Oczywiście jest to bujda na resorach – epidemiolodzy określili, że najwięcej zarażeń następuje nie gdzie indziej, a w domach, nadto niewyściubianie nosa poza cztery ściany może mieć, zdaniem lekarzy, fatalne skutki dla naszego zdrowia… czyli taki lockout rozprzestrzenieniu się koronawirusa SPRZYJA tym bardziej. Polityka nie-rządu w tym zakresie jest więc przeciwskuteczna i szkodliwa po prostu; zresztą, jedynie kilka jego działań uznać można za sensowne z punktu widzenia walki z epidemią, a poza tym, wyraźnie widać, iż nie ma on żadnej strategii, jak z COVID-19 sobie poradzić. Generalnie, wiadomo, że korona...

Oderwani od rzeczywistości

Kiedy rządziła koalicja PO-PSL, narzekałem, że jej politycy oderwani są od rzeczywistości społecznej, zwłaszcza trudów życia polskiego proletariatu oraz prekariatu. Wynikało to głównie z ich neoliberalnej (w kwestiach oczywiście społeczno-ekonomicznych) orientacji ideologicznej, nakazującej patrzeć na świat z perspektywy kapitalistycznych wyzyskiwaczy. Zdania na ten temat nie zmieniłem; zresztą wielu (bo nie wszystkich to dotyczy) działaczy PO nie zdołało się z owego oderwania wydobyć. Należy przy tym wyraźnie podkreślić, że wzmiankowane oderwanie polityków od rzeczywistości było cechą bynajmniej nie tylko poprzedniej koalicji rządowej. Bezprawie i Niesprawiedliwość, a raczej cała Zjednoczona Prawica, wypada pod tym względem jeszcze gorzej. Wyraźnie widać to od 2015 roku, czyli odkąd PiS-owcy dopełźli do władzy, ale w ostatnich miesiącach patologia ta jeszcze zyskała na wyrazistości. Ot, chociażby, mimo upływu kolejnych miesięcy, rząd Jarosława Kaczyńskiego, dla niepoznaki z Morawie...

Przeciw lockdownowi

Polskie media (co w pełni zrozumiałe) poświęcają uwagę trwającym od tygodnia protestom przeciwko zaostrzeniu i tak nazbyt restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego. Są one, rzecz jasna, stuprocentowo słuszne i koniecznie. Niemniej jednak, nie tylko kobiety i obrońcy praw człowieka protestują. Swoje demonstracje mieli również przedsiębiorcy i pracownicy branży gastronomicznej – sprzeciwiali się w ten sposób rządowemu lockdownowi, nakazującemu zamknąć większość lokali, a działalność innych ograniczając do serwowania dań na wynos. Jest to już drugi taki lockdown (pierwszy był wiosną), a dotknięci nim ludzie podkreślają, że ów sektor gospodarki może go nie przetrwać. W samym tylko Krakowie, wedle szacunków (moim zdaniem, naprawdę ostrożnych) upaść może 70 proc. restauracji, knajp i innych lokali; chodzi oczywiście o małe rodzinne interesy, bo wielkie międzynarodowe sieci kryzys ów przetrwają… a potem wejdą w miejsce zwolnione przez wymarłą konkurencję (czyżby o to chodziło?). Protesty restau...

Równi i równiejsi

Nie dziwię się, że niektórzy przedsiębiorcy – głównie ci z branży fitness oraz gastronomicznej – oburzeni są na rządowe obostrzenia, mające rzekomo służyć ograniczeniu epidemii COVID-19 (rzekomo, bo już wiosną było widać, w Polsce i w wielu innych państwach, że lockout – w przeciwieństwie do nakazu noszenia maseczek, dezynfekcji, zachowywania dystansu społecznego czy stosowania ograniczeń liczbowych osób przebywających w zamkniętych pomieszczeniach – bynajmniej nie zapobiega rozprzestrzenianiu się koronawirusa, za to wielu ludziom szkodzi bardziej niż ów mikrob). Nie dziwię się, że czują się oni poszkodowani, ponieważ jawnie widać nierówne traktowanie podmiotów gospodarczych. Zacznijmy jednak od tego, że PiS-owskie władze najbledszego pojęcia nie mają, mimo upływu miesięcy, jak radzić sobie z sytuacją epidemiczną… która podobno jeszcze kilka tygodni temu była na tyle dobra, że w przestrzeni publicznej nie trzeba było nosić maseczek. Zamiast ratować walącą się w gruzy służbę zdrowia i...

Lata zaniedbań

Nie ma dnia, żeby zarówno media (przynajmniej te nie rządowe) i politycy sejmowej opozycji, o pracownikach służby zdrowia oraz licznych ekspertach nie wspominając, nie wyrzucali rządowi, iż nie przygotował się na drugą falę epidemii COVID-19. Cóż, sytuacja faktycznie jest niewesoła, bo służba zdrowia wali się pod ciężarem tej choroby. Brakuje lekarzy, pielęgniarek, ratowników, sprzętu, miejsc w szpitalach… Słowem, powtarza się sytuacja z wiosny tego roku, tylko w jeszcze większej, znacznie bardziej bolesnej skali. Żadnej niespodzianki jednakowoż tu nie ma; specjaliści ostrzegali, że tak się może dziać. Marnym usprawiedliwieniem dla rządu Bezprawia i Niesprawiedliwości jest to, że politycy z innych państw europejskich, a także USA czy Brazylii, też nie wiedzą, jak poradzić sobie z epidemią, i tylko mnożą obostrzenia, które koronawirusa nie zatrzymują, bardzo za to szkodzą obywatelom. Wszyscy, którzy twierdzą, iż PiS zmarnowało ostatnie pół roku, nie przygotowując się do drugiej faz...

Nie wiadomo

Kolejny miesiąc epidemii COVID-19. I dalej niewiele wiadomo, co się faktycznie dzieje, przynajmniej w Polsce, bo trudno orzec, jak to jest w innych krajach. Przypuszczam, że w Chinach, Korei (przynajmniej Południowej), Japonii, Wietnamie i innych państwach Azji Wschodniej, ale też na Kubie czy Kostaryce, dane na temat realnej liczby zarażonych i zmarłych są w miarę rzetelne. Gdzie indziej… No właśnie, wracamy na polskie podwórko. Media, ze szczególnym uwzględnieniem stacji telewizyjnych, codziennie (mnie to już serio męczy) podają, zaczerpniętą od Ministerstwa wątpliwego Zdrowia, liczbę zakażonych i zmarłych. I już na tym etapie można mówić o fałszu. Po pierwsze, w (k)raju nad Wisłą wciąż przeprowadza się zbyt małą liczbę testów na koronawirusa, by określić faktyczną skalę tej epidemii. Zwłaszcza, że zdecydowana większość zarażonych przechodzi COVID-19 albo totalnie bezobjawowo, albo też objawy niczym nie różnią się od przeziębienia, tacy więc ludzie często nawet nie wiedzą, że pow...

Wizyta u lekarza

Bezprawie i Niesprawiedliwość radośnie podeptało jeden z fundamentów ustroju demokratycznego, jakim są wolne wybory. I tyle w temacie. A teraz do meritum. Otóż, na czerwiec tego roku miałem termin wizyty u lekarza-specjalisty. Wiem, że wtedy do niego nie pójdę (z powodu kryzysu , w jakim służbę zdrowia trwa od lat, a który pogłębiła nie tyle epidemia koronawirusa, ile rządowe, skrajnie durne metody „walki” z nią); kiedy to się stanie, nie mam najbledszego pojęcia, ale na ten rok się nie nastawiam. Dla mnie to jeszcze nie jest jakiś poważny problem; wizyta miała być tylko kontrolna, mój stan zdrowia jest dobry, a jeśli zabraknie mi leku przepisywanego przez tegoż specjalistę, receptę bez problemu dostanę od lekarza rodzinnego. Lecz mam pewną świadomość, że u wspomnianego pana doktora leczą się ludzie ciężko chorzy. Dla nich przełożenie wizyty nawet o tydzień, a co tu mówić o kilku miesiącach, stanowić może poważne zagrożenie. Dla ich życia! Kiedy rząd zaczynał wielce nie...

Zbukiem w lekarza

W ciągu kilku ostatnich tygodni doszło do licznych ataków na lekarzy, pielęgniarki oraz innych pracowników medycznych, walczących z COVID-19. A to nie chciano tych ludzi wpuścić do autobusu, a to oblano farbą podjazd do domu, a to obrzucono wyzwiskami (słownie lub na piśmie), a to zniszczono samochód lekarki… Medycy co chwilę otrzymują mniej lub bardziej agresywne sygnały, iż są niemile widziani wśród innych obywateli, rzekomo obawiających się zarażenia koronawirusem. Oczywiście, paskudne owe sytuacje jak najbardziej można, a nawet trzeba złożyć na karb ludzkiej zawiści, ciemnoty, zdziczenia, hipokryzji, itd. Jeszcze niedawno rządzący wespół ze społeczeństwem bili lekarzom i pielęgniarkom brawo (o podwyżki czy lepsze warunki pracy wszelako nie zadbali), teraz mamy do czynienia z nasileniem się skali pogardy, wrogości oraz ataków. Tylko czekać, aż ktoś zostanie pobity lub, nie daj Boże, zabity… Z drugiej strony, nie można dziwić się ludziom, że ulegają strachowi, w tym wypadku...

PiS i pustka w skarbcu

Na początek serdecznie przepraszam wszystkie Czytelniczki i wszystkich Czytelników mojego bloga za brak wczorajszej notki. Musiałem odbyć ważny (na szczęście, ogromnie udany) wyjazd, toteż nie siedziałem przy komputerze. A teraz przechodzimy do meritum. Nie milkną spory wokół wyborów, kandydaci i kandydatka jakoś próbują prowadzić kampanię w obecnych, wysoce, że tak powiem, niestandardowych warunkach. Padają pytania (jak najbardziej zresztą uzasadnione) o legalność tejże elekcji (jeśli przeprowadzone zostanie głosowanie tylko korespondencyjne, to w formie proponowanej przez PiS faktycznie będzie ono niezgodne z prawem), o to, czy wybory należy zbojkotować, a także, jaką legitymizację będzie miał wyłoniony przez nie prezydent. Owszem, są to pytania i analizy z ustrojowego punktu widzenia nader istotne. Niemniej jednak, wolałbym, żeby analitycy i publicyści, o politykach nie wspominając (acz na tych ostatnich, z wyjątkiem lewicowych, nieszczególnie w tym względzie liczę), s...

Zamknięta księgarnia

Wczoraj obchodziliśmy Światowy Dzień Książki. Z tej okazji TVN24 puściła reportaż o ciężkim losie polskich księgarzy w czasie pandemii i kwarantanny, czyli de facto rządowych obostrzeń tudzież zakazów. Księgarnie należą do sklepów, które rząd Bezprawia i Niesprawiedliwości nakazał zamknąć… jakkolwiek nie wszystkie, bo tylko te stacjonarne. Te bowiem, co (podobnie jak wydawnictwa) prowadzą sprzedaż wysyłkową, nadal funkcjonują (to akurat dobrze). Taka regulacja dowaliła w mniejszym stopniu wielkim sieciom księgarskim i dużym koncernom wydawniczym, które dzięki temu, że przesyłają zamówione książki (filmy, płyty z muzyką, gry, itd.) swoim klientom, przetrwają trudny ów okres. Ale małe księgarnie stacjonarne, jakich wielcy sieciowi konkurenci cudownym zaiste zbiegiem okoliczności nie wyparli dotąd z rynku, znalazły się w naprawdę tragicznej sytuacji. Przez przedłużający się czas zamknięcia i brak klientów grozi im bankructwo; zarówno właściciele, jak też pracownicy stracą środ...

Powrót do zrąbanego lasu

Rząd Bezprawia i Niesprawiedliwości kilka tygodni temu wprowadził wyjątkowo kretyński zakaz chodzenia po parkach i lasach. Formalnie miał on chronić nas przed zarażeniem się koronawirusem… no i tu właśnie tkwił kretynizm tego obostrzenia, bowiem (przy zachowaniu środków ostrożności) zakażenie się wiadomym mikrobem podczas spaceru jest mało prawdopodobne, za to samo przebywanie wśród roślin ma wspaniałe działanie prozdrowotne. Nadto, spacer działa pozytywnie na system odpornościowy naszego organizmu, poprawiając zdrowie i w razie zarażenia, UŁATWIAJĄC walkę z koronawirusem. Dalej, pozamykanie ludzi w domach i zakazanie im spacerowania, wydatnie osłabiło stan ich zdrowia, zarówno psychicznego, jak też fizycznego, tworząc idealne warunki do rozwoju COVID-19 (nie ma przypadku w tym, że epidemia w Europie czy USA rozprzestrzeniła się tak szybko już PO ogłoszeniu lockoutu). Paskudne z kolei było to, że rzeczony zakaz nie obejmował morderców zwierząt, czyli myśliwych. Ani drwali wy...

Sezon zgonów

Obawiam się (i nie jest to żadne szyderstwo, bo nie ma z czego szydzić), że już wkrótce, jesienią i zimą, dojdzie w Polsce (oraz wielu innych państwach kapitalistycznych) do masowych zgonów. Ale nie z powodu koronawirusa. Ludzie będą umierali od zwykłego przeziębienia oraz innych dobrze nam znanych chorób, z którymi jak dotychczas radziliśmy sobie bezproblemowo . One właśnie już niedługo staną się dosłownie śmiertlne. Taki wniosek wysnułem po wizycie w aptece kilka miesięcy temu, jeszcze przed ogłoszeniem w (k)raju nad Wisłą epidemii COVID-19, obecna zaś sytuacja sprawia, iż wydaje mi się on tym bardziej prawdopodobny. Otóż, wiemy dobrze, że gospodarka zaczyna się walić. Przymusowe (mniej lub bardziej uzasadnione pod względem walki z epidemią; na ile, o tym się nie wypowiadam, nie jestem lekarzem ani epidemiologiem) zamykanie licznych przedsiębiorstw, co gorsza przedłużane, JUŻ doprowadziło do bankructwa wielu spośród nich, a następne czekają w kolejce. Przybywa zakładów z...

Wina

Pojawienie się koronawirusa nie było niczyją winą; nastąpiło zjawisko w pełni naturalne. Podobno zresztą – czytałem o tym w jakimś artykule – epidemie pokrewnych mu mikrobów pojawiają się w Azji Wschodniej corocznie i każdego też roku przenoszą się na ludzi, za sprawą mięsożerności tychże. Niestety, ale choroby są nieodłączną częścią natury. To, że epidemia się rozprzestrzeniała, i to na świat cały, też nie jest niczym dziwnym, ani nie stanowi niczyjej winy. Ludzie migrują, zwłaszcza w obecnym zglobalizowanym świecie, toteż stało się po prostu to, co musiało się stać. Ale już wywołanie ogólnoświatowej paniki związanej z koronawirusem stanowi winę koncernów medialnych, szczególnie tych powiązanych z amerykańskim kapitałem, jak również Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Czym innym jest bowiem ostrzegać przed nową chorobą i informować, iż może być ona niebezpieczna, toteż należy zachować ostrożność (odstępy, maseczki, powstrzymanie się od niekoniecznego wychodzenia z domu, itd...