Posty

Wyświetlam posty z etykietą hodowla

Alfons i zwierzęta

Lokator Pałacu Prezydenckiego, niejaki Nawrocki Karol, czyli Alfons, Batyrem zwany, pokazał wczoraj, jaki ma stosunek do życia. Podpisał bowiem ustawę zakazującą hodowli zwierząt futerkowych, ale zawetował tę, co zakazywała trzymania psów na łańcuchach. To pierwsze jest dobrą wiadomością. Polska zalicza się do trzech największych światowych producentów futer naturalnych… czyli przemysłowego mordowania zwierząt – w okrutny sposób, np. poprzez podłączenie ich do wysokiego napięcia – trzymanych przez całe życie w warunkach jako żywo przypominających obozy koncentracyjne. Kapitaliści robią na tym krwawym biznesie ogromne pieniądze. Jest to równie nieetyczne, co handel bronią, żywym towarem czy narkotykami. Innymi słowy, mamy tu jeden z najohydniejszych wykwitów nieludzkiego systemu kapitalistycznego. Ustawa podpisana przez Alfonsa, nie oszukujmy się, ma swoje wady. Pierwszą z nich jest okres przejściowy, który wynieść ma, o ile dobrze pamiętam, aż osiem lat. Innymi słowy, odejście od m...

Pociągowe i nie tylko

Znów Polskę obiegły informacje o sytuacji koni na trasie do Morskiego Oka. Przypomnę, że turystom nie chce się cisnąć z buta (a przecież spacer to przyjemność), toteż bulą ciężkie pieniądze góralom, a ci, korzystając z okazji, zapewniając podaż. Czyli podwózki. Niestety, nie są to riksze ani pojazdy mechaniczne, lecz wielkie wozy, ciągnięte przez konie. Tragedia polega na tym, iż wozy owe są przeładowane (ludźmi oczywiście), a używane jako siła pociągowa zwierzęta częstokroć zapracowują się na śmierć, zaś ich… cóż, nie da się napisać: „opiekunowie”, bo z opieką nie me to NIC wspólnego… potrafią się nad nimi znęcać, byle wlokły się naprzód; może nie wszyscy tak czynią, ale podobnych przypadków i tak jest zdecydowanie zbyt wiele. Sytuacja nowa nie jest; patologia ta – czyli skrajna eksploatacja koni – trwa od lat. Obrońcy praw zwierząt i ogólnie ludzie humanitarni protestują lub przynajmniej mierżą się tym, reszta, jako i zwykle, ma to gdzieś. Moim zdaniem, główną winę ponoszą nie t...

Aby zwierzętom było lepiej

Zwierzęta nie są rzeczami, lecz istotami czującymi, wrażliwymi – wiele gatunków ma wysoko rozwiniętą psychikę – toteż nie powinniśmy ich eksploatować, wyzyskiwać, znęcać się nad nimi, ani mordować dla przyjemności. Jeść też nie, zwłaszcza, że mięso jest dla nas niezdrowe. Coraz więcej osób wykazuje rosnącą świadomość w kwestii zwierząt i ich praw. A co mądrzejsi politycy starają się za tymi – ogromnie, rzecz jasna, pozytywnymi – zmianami światopoglądowymi nadążać, toteż proponują różne rozwiązania programowe. Dziś sprawdzimy, co dla wspaniałych istot uczynić zamierza Lewica. Dla zwierząt trzymanych w domach i schroniskach proponuje ona: 1) określenie warunków bytowych, czyli po prostu standardów hodowli; 2) bezpłatną (o, bardzo ważne!) kastrację, sterylizację i chipowanie psów oraz kotów; 3) zakaz trzymania psów na łańcuchach (wielu degeneratów trzyma na nich nawet… yorki – serio!); 4) kontrole i wsparcie systemu schronisk. Niestety, obozy zagłady w postaci ferm przemysłowych...

Święta bez mięsa

Zbliża się Boże Narodzenie, czyli okres wzmożonej konsumpcji, do jakiej zachęcają nas już to media działające w interesie kapitalistów (im więcej kupimy, tym większe będą oni mieli zyski, i nieważne, że to, czego nie przeżremy, znajdzie się później na śmietniku), już to związki wyznaniowe (na czele oczywiście z Kościołem katolickim), już to źle pojęte tradycje, nakazujące obeżreć się, opić i na siłę włazić komuś (z reguły krewnym i powinowatym) na głowę. Przez to wszystko wielu z nas umyka prawdziwy sens świąt – tych oraz wszystkich innych – czyli odpoczynek, relaks, odstresowanie się, regeneracja sił. No, ale do rzeczy. Otóż, jedną z tradycji bożonarodzeniowych jest karp (ewentualnie inna ryba) na stole wigilijnym, i dowolny rodzaj mięcha na stole we właściwe Boże Narodzenie (25 i 25 grudnia oczywiście); mamy się tym obeżreć niemal aż do pęknięcia. W tym miejscu zaznaczyć warto, że opychanie się mięsem jest dziedzictwem sarmackim – to kuchnia szlachecka bazowała na potrawach przy...

Sklonowany dinozaur

Kapitalista Elon Musk kojarzony jest, trafnie zresztą, z wyjątkowo tandetnymi, do tego wyposażonymi w powodujące zagrożenie na drodze systemy „bezpieczeństwa” samochodami elektrycznymi marki Tesla, czy też z prywatnymi lotami w kosmos (firma SpaceX, bazująca na technologii ze złomowiska NASA; niedawno rozbiły jej się dwie rakiety), ale to niejedyne dziedziny, w jakie ładuje pieniądze. Jest też założycielem przedsiębiorstwa Neuralink, opracowującego interfejs mózg-komputer; ostatnio zaprezentowało ono film przedstawiający małpę podłączoną do gry wideo i grającą z pomogą własnego mózgu (cóż, gdyby Musk podłączył do tejże gry samego siebie, eksperyment chyba by się nie powiódł, bo miliarder nie miałby czym grać). Owo przedsiębiorstwo znów zabłysnęło. Otóż, współzałożyciel Neuralink, a zarazem bliski współpracownik Muska, Max Hodak, ogłosił, że chciałby… sklonować dinozaury i stworzyć autentyczny Park Jurajski, taki jak ten opisany w powieści Michaela Crichtona i pokazany w filmie Steven...

Seryjna produkcja zwierząt

Przeglądając portale społecznościowe, bez trudu natknąć się można na – bardzo słuszne, celowe i dobre – apele o niekupowanie psów, kotów czy innych zwierząt z pseudohodowli, oferujących pupile rzekomo rasowe, nawet z rodowodami (często fikcyjnymi). Niestety, tego typu przedsiębiorstwa stanowią jedną z licznych plag kapitalistycznej Polski. I wynikają wprost z jednej z nieludzkich zasad kapitalizmu, głoszącej, iż absolutnie wszystko nie tyle nawet może, ile powinno stanowić źródło zysku. Tu mała uwaga. Określenie „pseudohodowla” ma charakter potoczny i umowny; powstało w środowisku miłośników psów, i często jest nadużywane. Chodzi o to, że według ustawy z 2012 roku zakazana została sprzedaż zwierząt przez hodowle, które nie są zarejestrowane w ogólnopolskim stowarzyszeniu, mającym w swoim statusie pewne określone przepisy. Ten sam akt prawny zakazuje też sprzedaży zwierząt poza hodowlą (np. na targu czy parkingu). Unormowania owe miały jak najbardziej słuszny cel, czyli zako...

Hodowla parobków

Niedawno jeden z politykierów (politykami tej niezbyt szacownej zbieraniny nazwać się nie da) Bezprawia i Niesprawiedliwości stwierdził, że należałoby wprowadzić „bykowe”, czyli specjalny podatek, który płaciliby nieżonaci, bezdzietni mężczyźni. Rozwiązanie takie, swoją drogą, funkcjonowało przez jakiś czas w okresie PRL-u. Kawalerowie (albo single, jak się dziś mówi) płacili nieco wyższe podatki niż żonaci obywatele; wówczas daniny publiczne były jednak na tyle niskie, że „bykowe” nie było szczególnie odczuwalne, co wiem od człowieka, który je odprowadzał, dopóki się nie ożenił. Rozwiązanie takie miało na celu zachęcać (przymuszać?) do zakładania rodzin; no, ale system gospodarki centralnie planowanej, opartej na pełnym zatrudnieniu oferował Polakom „małą stabilizację” (w porównaniu z dzisiejszymi warunkami bytowymi była to wszelako bardzo duża stabilizacja) oraz spore szanse na awans społeczny, co faktycznie umożliwiało wchodzenie w związek małżeński i posiadanie dzieci. Dziś tej ...