Posty

Wyświetlam posty z etykietą pomnik

Zbędna inwestycja zbędnej klasy

Pewien polski miliarder (ciekawe, ile osób przez niego głoduje…?) wywalił miliony złotych na najwyższy bodaj na świecie pomnik (statuę, jak określa owo dzieło zatrudniony do jego zaprojektowania rzeźbiarz) Miriam z Nazaretu, w Polsce zwanej Maryją lub, mylnie, Matką Boską/Bożą. Uroczyste odsłonięcie odbyło się 15 sierpnia, który oprócz tego, że jest rocznicą Bitwy Warszawskiej, pozostaje również świętem maryjnym. Rzeczony obiekt liczy sobie pięćdziesiąt pięć metrów wysokości. Maryja stoi na cokole przypominający grill, wedle w każdym razie złośliwych komentarzy, w których jest sporo racji. Na żywo statui nie widziałem, ale na zdjęciach dostępnych w mediach prezentuje się ona niezbyt ładnie, jakkolwiek są i brzydsze. Oczywiście negatywnych, najczęściej prześmiewczych komentarzy nie brakuje. Wielu internautów pisze o pomniku ludzkiej głupoty, o tym, że to wstyd dla Polski, że w XXI wieku czci się pomniki, padają oczywiście porównania (trafne zresztą) do Misia z filmu Stanisława Barei...

Pomnik ofiar

Niedawno odsłonięto w Warszawie pomnik NSZZ „Solidarności”, przy czym oczywiście nie obecnej formy tego związku, lecz tej z lat 80. ubiegłego stulecia, która rzekomo „przyniosła nam wolność”, co w propagandowym przekazie oznacza zaprowadzenie kapitalistycznego zniewolenia. W sumie, nie chce mi się tego komentować. Jeśli ktoś zamierza czcić opozycję z czasów PRL-u, proszę bardzo, ale niech pamięta, że z tejże opozycji wywodzi się taka na przykład faszystowska, a zatem wybitnie antydemokratyczna partia jak Bezprawie i Niesprawiedliwość. Stawiając pomnik „Solidarności”, oddaje się więc hołd również braciom Kaczyńskim, w tym niemiłościwie nam panującemu Jarosławowi. Czy naprawdę o to chodziło inicjatorom? No i pomników ci u nas dostatek; każdy kolejny (nieważne, kogo lub co przedstawiający), to już przesyt. Mowa tu o marmurowych, betonowych czy metalowych monumentach, bo nie mam nic przeciwko powstawaniu pomników żywych, czyli instytucji prospołecznych, noszących imię zasłużonej osoby bą...

Tęczowa profanacja

Aktywiści broniący praw mniejszości seksualnych umieścili tęczową flagę na jednym z warszawskich pomników żydowskiego robotnika najemnego, żyjącego w Galilei w I wieku n. e., i będącego jednym z najwybitniejszych rewolucjonistów w dziejach ludzkości, prekursorem komunizmu oraz wszelkich innych ideologii lewicowych, a także feminizmu (tak, tak). Ów robotnik wędrował po Galilei, Judei, Syrii i innych bliskowschodnich terenach, głosząc przesłanie streszczające się w słowach: „Miłujcie się wzajemnie”. A że tęcza – w judaizmie i chrześcijaństwie stanowiąca przecież symbol pojednania Boga z człowiekiem i obietnicy, że ten pierwszy nie ześle na tego drugiego zagłady (po co zresztą miałby się męczyć, skoro ludzie ściągają ją na siebie sami, poprzez chociażby niszczenie przyrody) – jest znakiem tolerancji oraz miłości, wydawałoby się, że umieszczenie flagi w jej barwach na pomniku galilejskiego robotnika – zwłaszcza, że nie został on w żaden sposób uszkodzony ani zniszczony – należałoby ...

Przetopić pomnik

Na początek – mała i miła dygresja. Mamy dziś dwie rocznice związane z Marią Skłodowską-Curie. Dokładnie sto piętnaście lat temu, 10 grudnia 1903 r., jako pierwsza kobieta w historii otrzymała ona Nagrodę Nobla z fizyki. Osiem lat później, 10 grudnia 1911 r., otrzymała – również po raz pierwszy w dziejach tegoż odznaczenia – drugą w swojej karierze Nagrodę Nobla, za pionierskie badania w dziedzinie radiochemii i odkrycie radu. A teraz do meritum… czyli tematu znacznie mniej przyjemnego. Jak doskonale wiemy, do pewnego czasu wychodzą na jaw naprawdę paskudne (że popiszę się delikatnością) fakty z życia niejakiego Henryka Jankowskiego (1936-2010), prałata, kapelana „Solidarności” w latach 80. ubiegłego stulecia (co, w moich przynajmniej oczach, nijaką zasługą nie było) oraz wieloletniego proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku. Tego, co żalił się, że za zasługi nie zrobiono go biskupem, choć często publicznie paradował w stroju biskupim, a niekiedy nosił się wręcz jak… papież...