Posty

Wyświetlam posty z etykietą rynek

Słowiańskie odrodzenie

Wczoraj była Noc Kupały, czyli prasłowiańskie święto początku lata. Nasi przodkowie w najkrótszą noc w roku palili ognie i składali bóstwom ofiary, puszczali wianki na wodzie (a raczej puszczały, gdyż robiły to dziewczęta) gwoli wróżb odnośnie związku, szukali kwiatu paproci… Po przyjęciu chrześcijaństwa Kościół katolicki wprowadził w to miejsce Noc Świętojańską; nie zdołał wykorzenić dawnych zwyczajów, toteż je zawłaszczył i przerobił. Teraz jednak Noc Kupały wraca w oryginalnej dacie, z oryginalnym przesłaniem, podobnie jak Dziady oraz inne słowiańskie święta czy tradycje. Powrót ów ma swój oddźwięk także w polskim kapitalizmie – vide przeceny z okazji Nocy Kupały w ofercie licznych księgarni tudzież wydawnictw. Moda na słowiańskość ma wszak swój element komercyjny. Ale oprócz tego były różne imprezy i wydarzenia kulturalne, mniej lub bardziej nawiązujące do religii przodków. Swoje obrzędy oprawili też rodzimowiercy, których w Polsce jest coraz więcej, zrzeszeni są w różnych zwią...

Racjonalny wybór cenowy

Kiedy jedenaście lat temu pracowałem jako agent ubezpieczeniowy, wmawiano mi, że „ludzie nie kupują tanich rzeczy” (dlatego polisa, która więcej kosztowała, miała jakoby być atrakcyjniejsza dla klientów niż tańsza opcja). Być może reguła ta działa w przypadku burżujów, którzy często faktycznie wydają forsę, żeby mieć coś kosztownego i się tym chwalić, ale większość społeczeństwa wcale tak nie myśli. Prawda jest taka, że ludzie, robiąc zakupy, owszem, kierują się ceną, ale najczęściej chcą zapłacić jak najmniej. Może nie zawsze chodzi o kupowanie taniochy i tandety, lecz o to, żeby stosunek jakości towaru do jego ceny był korzystny. To znaczy, aby nabyć coś, co będzie dobrze służyło, a nie spustoszy portfela czy konta. To najzupełniej normalne, logiczne i racjonalne. Nikt zdrowo myślący nie chce przepłacać. Mogąc coś kupić taniej, zrobi to. Sam tak postępuję. Zwłaszcza, że tańsze wcale nie musi być gorsze; w kapitalizmie wyższe ceny mają często charakter spekulacyjny, są sztucznie ...

Czynniki zniechęcenia

Jeden z najwybitniejszych żyjących polskich pisarzy – o ile nie najwybitniejszy – czyli Andrzej Sapkowski, zdiagnozował problem niskiego czytelnictwa w (k)raju nad Wisłą. Bo rzeczywiście, ponad połowa mieszkańców Polski w ciągu roku nie czyta ani jednej książki, co w niewielkim jeno stopniu nadrabiają ci, którzy czytają bardzo dużo (sporo z nich to ludzie młodzi, bywa, że określani cokolwiek pogardliwym mianem nerdów). Nic więc dziwnego, że funkcjonalny analfabetyzm się szerzy – pod tym zresztą względem nie jesteśmy tacy znowu wyjątkowi wśród państw kapitalistycznych, co jest oczywiście na rękę zarówno wyzyskiwaczom, jak i politycznej prawicy – jakość polszczyzny w mowie i piśmie marnieje, a durnie rządzą krajem. Wracając do Andrzeja Sapkowskiego, jego zdaniem winę za ponury ów stan rzeczy ponoszą ceny książek. Wybity autor twierdzi, iż nie powinny one być wyższe niż cena butelki wódki, bowiem „jest to kwestia wyboru” (taką zresztą opinię wygłasza nie tylko w wywiadach, ale też zami...

Zachód i jego wzorce

Na szeroko pojętym Zachodzie, a nawet całej globalnej Północy, mówi się o różnych wzorcach i standardach: demokracji, praworządności, prawach człowieka, liberalizmie, otwartości, tolerancji… Wszystko to brzmi pięknie, kiedy jednak bliżej się przyjrzeć polityce państw zachodnich oraz organizacji międzynarodowych, okaże się, że to tylko takie gadanie, służące politycznej, gospodarczej tudzież militarnej ekspansji, czyli imperializmowi po prostu. Demokracja jest tutaj świetnym przykładem. Mowa oczywiście o typie owego ustroju, jaki upowszechnił się w Europie, USA, Kanadzie czy Australii, bo inne jej rodzaje… ano właśnie. Wszystko, co nie mieści się we wzorcach ustrojowych globalnej Północy, a konkretnie Zachodu, jest z góry potępiane i deprecjonowane, zazwyczaj jako dyktatura czy autorytaryzm. Czasami trafnie, niemniej trudno nie zauważyć, iż demokracja może przyjmować i w dziejach minionych faktycznie przyjmowała różne formy, takie jak demokracja radziecka pod rządami Lenina (Stalin w...

Samochody z Wietnamu

Europejskie rynki – w tym polski – zdobyła nie tylko chińska elektronika, ale i motoryzacja. Samochody made in China cieszą się ogromnym powodzeniem, zwłaszcza, że oferują atrakcyjne ceny w porównaniu z europejską (poza ewentualnie Dacią), japońską czy koreańską konkurencją. Sieci sprzedaży i serwisu szybko się rozrastają. Na nic zdała się polityka celna Unii Europejskiej. Ile jest chińskich marek samochodowych w Polsce, w sumie przestałem już liczyć. A teraz bój o nasz kraj rozpoczynają… Wietnamczycy. Na polskim rynku pojawiła się bowiem marka VinFast, która na razie oferowała będzie dwa SUV-y/crossovery z napędem elektrycznym (szkoda, że nie ma hybrydowego i klasycznego spalinowego). Rozmiary duże, silniki – zwłaszcza w przypadku jednego modelu – bardzo mocne, wręcz potężne, wyposażenie nowoczesne i bogate, a ceny, w porównaniu z konkurentami, atrakcyjne (acz tanich samochodów już nie ma). Wietnamskie auta mogą się więc sprzedawać. Czy okażą się hitami, czas pokaże; ewentualności...

Chiński szturm motoryzacyjny

Targi Motoryzacyjne w Poznaniu to bodaj największe wydarzenie tego typu w Polsce i, z tego, co się orientuję, jedno z najważniejszych w Europie. Można na nich podziwiać modele samochodów, jakie wchodzą na polski rynek. W tym roku targi zdominowane zostały przez producentów… Tak, słusznie się domyślacie – z Chin. Kolejne chińskie koncerny motoryzacyjne szturmują Europę, Polskę wliczając. W Poznaniu zaprezentowało się kilka marek, jakie zamierzają w naszym kraju sprzedawać swoje samochody, rozbudowując sieć salonów i serwisów; w tym zakresie plany mają naprawdę ambitne, chcą bowiem swoje punkty otwierać nie tylko w metropoliach, ale nawet w miastach poniżej 60 tys. mieszkańców – i bardzo dobrze! Unia Europejska chciała – w niezbyt uczciwy, dodajmy, sposób – zastopować napływ chińskich samochodów na swój rynek, stosując w założeniu zaporowe cła… ale jakoś to nie idzie, skoro producenci z Państwa Środka rozkręcają ekspansję, a dla niektórych spośród nich Polska jest bardzo ważnym rynk...

Strach przed moto-smokiem

Na europejskim rynku motoryzacyjnym nasila się panika, ekspansja marek chińskich bowiem nie ustaje. Nie pomagają nawet takie rozwiązania jak cła nakładane (pytanie, na ile zgodnie z prawem) przez Komisję Europejską. Samochody rodem z Państwa Środka nadal są tańsze niż konkurencja z Europy, Japonii, Korei Południowej czy USA (Tesla na przykład), a wcale nie wydają się gorsze; spełniają też wszelkie nasze normy bezpieczeństwa oraz emisji spalin. Cieszą się więc coraz większym powodzeniem wśród kierowców w poszczególnych państwach, Polskę wliczając. Warto zauważyć, że niektóre marki wcale nie mają chińskiego rodowodu. Przykładowo, MG to producent brytyjski, przed lat wykupiony i uratowany przez Chińczyków; w Wielkiej Brytanii nadal ma zresztą centrum rozwojowe. Inne, czysto chińskie koncerny, rozglądają się za miejscami pod budowę fabryk w Europie, co pomoże im ominąć cła… oraz pozyskać tanią siłę roboczą. Rzecz jasna, auta nie są pierwszym rodzajem towarów z Chin, jakie wchodzą na e...

Kapitalizm molochów

Czego (poza oczywiście wolnością, dostatkiem, stabilnością bytową i godnością) ubywa w USA? Otóż, małych i średnich przedsiębiorstw. W większości miast oraz miasteczek już ich w zasadzie nie ma, a jeśli jakieś ocalały, to funkcjonują, należąc do sieci wielkich koncernów i korporacji (na podobnej zasadzie, jak nasze osiedlowe sklepiki-sieciówki). Niezależne stanowią coraz rzadziej spotykane wyjątki. W Unii Europejskiej małe i średnie firmy działają – aczkolwiek w jej największych państwach, takich jak Niemcy czy Francja, wytwarzają poniżej 10 proc. PKB – co jest zasługą głównie chroniących je regulacji unijnych. Polska stanowi pewien wyjątek, jako że u nas zakładanie jednoosobowych przedsiębiorstw nader często wymuszane jest przez kapitalistów, celem oczywiście przerzucenia na pracowników kosztów pracy i odzierania ich z praw. Wracając na teren całej UE, to i jej gospodarka wyglądałaby identycznie jak w Stanach, czyli byłaby zdominowana przez wielkich graczy i prawie całkowicie wyzbyt...

Paskudny fach

Co by się stało, gdybym, dajmy na to, kupował bilety w kinie, teatrze czy galerii sztuki, po czym odsprzedawał je w internecie, na ulicy bądź w innym miejscu po zawyżonej cenie? Albo robił to samo z książkami, filmami czy muzyką na nośniku fizycznym? Zostałbym ukarany na podstawie Kodeksu Wykroczeń. Słusznie zresztą, bo działalność taka, nawet, gdyby przynosiła niewielki jeno dochód, byłaby zarówno nielegalna, jak też nieetyczna; mówiąc krótko, stanowiłaby zwyczajne oszustwo. Inaczej rzecz się ma, gdy proceder ów odbywa się na rynku nieruchomości. Wówczas nie tylko nie jest karany, ale jeszcze wszelkie media – od odnawianych publicznych po komercyjne – przedstawiają go jako wspaniały przykład „przedsiębiorczości”, wychwalając pod niebiosa parających się nim osobników, jak gdyby byli oni wcieleniami jakiegoś bóstwa. Tak, chodzi o flipping (przerzucanie) nieruchomości, czyli nową formą dojenia kasy przez kapitalistów. Polega to na kupowaniu domu lub mieszkania, ewentualnie lekkim od...

Kapitaliści kontra kapitaliści

Od pewnego czasu trwają w (k)raju nad Wisłą protesty, które polegają na blokowaniu dróg traktorami i innymi maszynami rolniczymi, a skierowane są przeciwko zalewowi polskiego oraz ogólnie europejskiego rynku zbożami, owocami oraz wszelkimi innymi płodami rolnymi z Ukrainy. Nie pierwszy to już raz kwestia owa jest poruszana, problem trwa bowiem od miesięcy i stanowi oczywiście jeden ze skutków wojny rosyjsko-ukraińskiej. Śledząc komentarze w internecie, łatwo można spostrzec, że część osób obywatelskich popiera protestujących, wiele jednak żywi wobec nich wściekłość. Tej trudno się dziwić, zwłaszcza, jeśli ktoś przejeżdżać musiał zablokowaną drogą, a nie zapominajmy też, iż doszło już do sytuacji takich jak blokowanie karetek – tego żaden protest nie powinien tłumaczyć. Niestety, przy okazji narastają bardzo groźne nastroje anty-ukraińskie, a po stronie ukraińskiej – antypolskie. Cóż, cała sprawa nie jest czarno-biała. Protest jest o tyle uzasadniony, że zalew naszego rynku płoda...

Strach przed chińskim autem

W Unii Europejskiej zapanował strach, władze z Brukseli nawet nad cłami zaporowymi myślą. A wszystko dlatego, że chińskie koncerny motoryzacyjne rozpoczynają szturm (gospodarczy, rzecz jasna) na rynki poszczególnych państw członkowskich, polski również. Nad Wisłą, przykładowo, można już kupić nowe auta marki MG – brytyjskiej, acz przed laty kupionej wraz z Roverem prze Chińczyków, i teraz przywracanej na rynek – oraz Beijing (co oznacza „Pekin”)… a to dopiero początek, bo kolejne stoją już w kolejce. Jasne, pojazdy te może nie są aż tak wypasione jak europejska, japońska czy (jeszcze do niedawna pogardzana) koreańska konkurencja, niemniej jakościowo i technologicznie specjalnie od niej nie odstają, normy spełniają, zaś cenowo są bardziej niż atrakcyjne (samochody zaliczają się do towarów, które straszliwie drożeją w ostatnich latach). I właśnie ten ostatni czynnik budzi postrach wśród rynkowych potentatów na Starym Kontynencie oraz w działającej na ich rzecz Brukseli. Poza tym, Ch...

Chińskie zwycięstwo?

Jak wiemy, Europa (i nie tylko, bo w wielu innych państwach i regionach trend ów też postępuje) stawia na elektryfikację motoryzacji. Od 2035 roku nowe samochody z silnikami spalinowymi mają już w UE nie być sprzedawane. Nawet jednak bez unijnych regulacji wszystkie już w zasadzie marki obecne na naszym kontynencie oferują co najmniej jeden model z napędem elektrycznym, a niektóre (Audi i Volvo dla przykładu) zaprzestały rozwijania technologii spalinowej i teraz tylko wykańczają części do obecnej bazy modelowej. Jasne, auta na prąd mają od czorta i jeszcze trochę poważnych wad. Łatwo ulegają pożarom, czas ładowania jest wciąż stosunkowo długi, a zasięgi (w zależności od modelu) dość krótkie, nie radzą sobie z mrozami, są też niezbyt ekologiczne z uwagi na zanieczyszczenia generowane przy produkcji baterii, zaś wydobycie potrzebnych surowców to praca w gorszych warunkach niż w łagrze (ale to już wina kapitalizmu, nie samochodów). Niemniej, mają one też sporo zalet, taką zwłaszcza, że ...

Protest księgarzy

Majówkowo będzie w przyszłym tygodniu, a dziś o proteście, którym polskie media, jak sądzę, średnio się zainteresują (jeżeli w ogóle), bo i po co? Rzecz dotyczy wszak nie gigantycznych korporacji, lecz małych i średnich przedsiębiorstw, do tego działających w dziedzinie – o zgrozo! (nie kpię!) – coraz bardziej niszowej. Ani nie grup zawodowych, na które prokapitalistyczne ośrodki propagandowe mogłyby pomstować, nastawiając przeciwko nim resztę proletariatu, takie jak: górnicy, stoczniowcy, lekarze, nauczyciele, itd. Kto zatem rozpoczął działa protestacyjne? Stowarzyszenie Księgarzy Polskich. Przeciwko czemu? Ano, przeciwko pogarszającej się sytuacji niezależnych, autorskich księgarń w (k)raju nad Wisłą. Bo faktycznie jest z nimi niewesoło, i to nie od wczoraj, lecz od lat. Księgarze sygnalizują (nie po raz pierwszy zresztą, bo w poprzednich latach też podnosili byli tę kwestię), że brak w naszym prawodawstwie – czyli zbiorze w większości badziewnych ustaw napisanych i uchwalonych pr...

Zboże, pieczywo, ceny

Wedle propagandy, jaką różnorakie ośrodki, od szkoły po media, wciskają nam na każdym kroku, gospodarka kapitalistyczna, zwana rynkową bądź wolnorynkową, jest „racjonalna”. A to dlatego, że ceny kreowane są „w naturalny sposób” poprzez wzajemną relację popytu i podaży, inaczej, niż to było w gospodarce centralnie planowanej (technokracji biurokratycznej, mylnie nazywanej socjalizmem lub komunizmem), w której ceny ustalały ośrodki planistyczne. Tylko, czy aby propagandyści kapitalizmu nie rozmijają się z prawdą? Oto na polskim rynku jest obecnie nadmiar pszenicy i innych zbóż. Głównie z zagranicy, co stanowi, zauważmy, jeden ze skutków wojny rosyjsko-ukraińskiej. Ów zbożowy import bardzo boleśnie uderzył w polskich rolników, toteż organizują oni jak najbardziej słuszne z ekonomicznego punktu widzenia protesty. Albowiem nadmiar spowodował spadek cen w skupach (deflację), która z kolei poskutkowała znaczącym zmniejszeniem dochodów rodzimych producentów, czyli rolników. Tu akurat kapita...

Kiedy koniec wojny?

Równo rok temu rosyjskie wojska wkroczyły do Ukrainy, rozpoczynając kolejną fazę wojny trwającej od aneksji Krymu. Przez lata miała ona charakter konfliktu domowego, pomiędzy władzami w Kijowie a separatystycznymi (nie bez racji, biorąc pod uwagę, że po Majdanie ukraińska polityka wewnętrzna przybierała coraz bardziej nacjonalistyczny, banderowski charakter) Doniecką i Ługańską Republiką Ludową, które Rosja wspierała, również militarnie. Rozpoczęte 24 lutego 2022 roku działania wojenne miały oficjalnie na celu denazyfikację Ukrainy (później podawano inne uzasadnienia), choć car Putin żywił oczywiście plany jej podboju i uczynienia z niej państewka satelickiego. Był to efekt coraz mocniejszego rozpychania się nad Dnieprem imperialistów amerykańskich, którzy nie tylko chcieli skolonizować tamtejszy rynek, ale i rozmieścić uzbrojenie bezpośrednio zagrażające terytorium rosyjskiemu. Z kolei Rosjanie uważają Ukrainę za swoją strefę wpływów, a nawet część terytorium od połowy XVII wieku (U...

Pozorna obfitość

Jednym z filarów kapitalistycznego totalitaryzmu jest konsumpcjonizm, czyli rozbudzana u ludzi, za pomocą już to reklam, już to mniej niż one jawnego przekazu propagandowego, żądza konsumowania, a ściślej rzecz ujmując, posiadania i kupowania. Jesteśmy tak sterowani (czy temu ulegamy, to inna sprawa), że dążymy do tego, by mieć jak najwięcej wszystkiego, bez względu na to, czy dany towar jest nam potrzebny czy nie. Jak doskonale wiemy, owa sztucznie wykreowana żądza służy maksymalizacji zysków przez kapitalistów; jest jednym z głównych filarów ich bogactwa, obok oczywiście wyzysku. Im więcej wszak sprzedadzą, tym więcej zarobią, a skoro produkują rzeczy, którym walor niezbędności do życia najczęściej nie może zostać przypisany, to aby je wcisnąć konsumentom, muszą u nich wytworzyć sztuczną potrzebę posiadania tychże przedmiotów. A jak się rzecz ma z naszej, czyli klientów/konsumentów, perspektywy? Wystarczy pójść do sklepu lub odwiedzić jakiś internetowy, by stwierdzić, że mamy w czym...

Kiedy czegoś nie potrzebujemy

Na początek przepraszam za trzydniową nieobecność w tym tygodniu. Musiałem pozałatwiać ważne sprawy, związane ze sprzedażą nieruchomości odziedziczonej po rodzicach, a że znajdowała się ona dość daleko od mojego miejsca zamieszkania, to i jeden dzień był mi potrzebny na powrót do domu, odpoczynek po podróży, itd. A dlaczego w ogóle ją sprzedawałem? Powodów było kilka, począwszy od ekonomicznego, a na osobistych (których tu rzecz jasna nie mam zamiaru poruszać) skończywszy. Tak naprawdę sprowadzały się one do tego, że jej utrzymywanie – zwłaszcza, biorąc pod uwagę odległość, którą musiałem pokonać, by się do niej dostać, ceny benzyny, itd. – było dla mnie zbyt ciężkie oraz nieopłacalne. Wolałem więc sprzedać tę nieruchomość ludziom, którzy chcą z niej korzystać i się nią cieszą. Nie tylko z nią zresztą tak zrobiłem. Po zmarłych rodzicach zostało mi trochę przedmiotów, z których po prostu nie korzystam. Niektóre oddałem życzliwym osobom (na przykład palmę, jaka rozrosła się na tyle, ...

Polak w gracie

Kiedy rozejrzymy się wokół, ujrzymy mnóstwo samochodów. Korki w dużych, a często i średnich miastach to codzienność, zaś nawet w małych miasteczkach często trudno o wolne miejsce na parkingu. Cóż, nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że komunikacja publiczna – zwłaszcza w rejonach wiejskich oraz tych, co najmocniej ucierpiały na skutek transformacji gospodarczej – mocno szwankuje. Skoro aż około 20 proc. z nas jest od niej całkowicie lub prawie całkowicie odcięte, posiadanie własnych czterech kółek staje się wręcz koniecznością, jeśli musimy dojechać do pracy. Toteż samochodów przybywa z roku na rok. Gdy jednak przypatrzymy się im bliżej, okaże się, że w większości są to stare, a często wręcz bardzo stare pojazdy. Średnia wieku samochodu osobowego użytkowanego na polskich drogach to kilkanaście lat (w żadnym razie nie rzucam tu kamieniem, bo mój też zbliża się do pełnoletniości). Nowe fury kupują lub biorą w leasing głównie firmy; odbiorcy indywidualni najczęściej muszą zadowolić się...