Posty

Wyświetlam posty z etykietą wyborcy

Nareszcie koniec

Jeśli cokolwiek cieszy mnie w tej kampanii wyborczej, to chyba jedynie to, że dobiega ona wreszcie końca. Już w niedzielę przekonamy się, jak złego prezydenta będziemy mieli przez najbliższe minimum pięć lat. Bo dobrego wyboru nie ma; zarówno Magdalena Biejat, jak też Adrian Zandberg odpadli w pierwszej turze. Rafał Trzaskowski i Karol Nawrocki są reprezentantami polskich i światowych koncernów i korporacji, marionetkami USA, a w przypadku Nawrockiego (choć jego konkurent jedynie pozornie jest pod tym względem lepszy) także Kościoła katolickiego. Czy wygra ten, czy tamten, korzystając z prezydenckich uprawnień, utrzymywali będą obecne polskie patologie: wszechobecny wyzysk, zaszczuwanie obywateli (zwłaszcza gorzej sytuowanych materialnie czy śmiertelnie chorych), prawną dyskryminację mniejszości (w szczególności seksualnych), zbrodnicze działania wobec uchodźców, nazistowskie zalegalizowane bezprawie antyaborcyjne i wiele innych. Trzaskowski ma nad Nawrockim tę jedną przewagę, iż lepi...

Szantaż niedemokratyczny

Wśród elektoratu Rafała Trzaskowskiego coraz częściej pojawiają się (wystarczy zajrzeć chociażby na Facebooka) apele do osób wyborczych innych kandydatów, zwłaszcza Magdaleny Biejat i Adriana Zandberga, o oddawanie głosów na prezydenta Warszawy już w pierwszej turze wyborów, tak, aby uzyskał pięćdziesiąt jeden procent poparcia. Jest to głupie, szkodliwe (w tym dla samego Trzaskowskiego) i antydemokratyczne. Zacznijmy od tego, że pan Trzaskowski w zasadzie nic nie robi, aby przekonać do siebie lewicowy elektorat. Przeciwnie. Jest zwolennikiem dzikiego kapitalizmu, czyli gospodarczo z szeroką pojętą lewicą absulutnie mu nie po drodze. Wspomagał poprzednią prezydentkę stolicy w dzikiej reprywatyzacji mieszkań, co stanowiło tragedię dla wielu ludzi i było po prostu zbrodnią, na której pasły się mafie. Obecnie prywatyzuje lokale komunalne, a na działaczy lokatorskich nasyła straż miejską. Jego ochroniarze na wiecach wyborczych brutalnie traktują ludzi, którzy chcą zadać panu Trzaskowsk...

Do miasteczek i wsi

Kampania prezydencka się rozkręca, toteż poszczególne osoby kandydujące albo już wyruszyły w trasy, albo się do tego szykują. Na celowniku mają duże miasta, ale wybiorą się też do średnich, czyli powiatowych. Innymi słowy, norma. Podczas każdej kampanii wyborczej tak jest. Może tylko samorządowa się różni się cokolwiek pod tym względem, gdyż w jej trakcie osoby kandydujące skupiają się, co oczywiste, na swoim terenie. A co do ogólnokrajowych… Polska nie kończy się na województwach i powiatach tudzież ich stolicach czy co większych miastach. Są przecież jeszcze gminy, miejskie oraz wiejskie. Przez osoby i partie startujące w wyborach jakże często zapomniane (ignorowane?), omijane na szlakach kampanijnych. Okej, rozumiem, że nie da się pojechać wszędzie, nie ma możliwości, by odwiedzić każdą gminę i spotkać się z (potencjalnymi) wyborcami. To jasne, możliwości techniczne, na czele z czasowymi, zawsze są ograniczone. Niemniej, chciałoby się, aby podczas kampanii wyborczej politycy ...

Rozliczeń nie będzie

Już w najbliższą niedzielę wybory parlamentarne. Jeśli zatem wszystko pójdzie tak, jak powinno (a pewne to nie jest, bo w kapitalistycznej Polsce pod nie-rządem klerofaszystów z Bezprawia i Niesprawiedliwości może być naprawdę różnie), rozstrzygnie się, która formacja klerykalnej prawicy postsolidarnościowej uzyska większość w Sejmie (i Senacie, choć to już zależało będzie od wyników w JOW-ach), a wraz z nią możliwość utworzenia rządu – PiS czy Koalicja Obywatelska. Tak czy owak, po politycznym (nie)ładzie, jaki się wyłoni po wyborach, nie spodziewam się niczego dobrego. Obie prawicowe formacje pokazały, że ich władza jest szkodliwa, choć w odmiennych – ale tylko trochę – zakresach. Jedyne, co dobrego może zrobić KO, jeśli wygra, to odblokować fundusze unijne; poza tym, będzie kontynuowała rozpoczętą w 1989 roku przemianę Polski w klerykalny, zacofany zaścianek Europy i świata, zarazem rezerwuar taniej siły roboczej dla wielkich koncernów, tak, jak to teraz robi PiS. Im więcej man...

Kiełbasa wyborcza

Kampania wyborcza radośnie trwa, teraz już oficjalnie, albowiem nieoficjalną mieliśmy od miesięcy (w formie mniej intensywnej trwa ona de facto przez całą kadencję parlamentu). Kandydaci zatem poszczególnych ugrupowań zasypują nas, osoby obywatelskie, obietnicami, czego to nie dokonają, gdy tylko zasiądą w sejmowych lub senackich ławach, zależnie, o miejsce w jakiej izbie się starają. Niektóre spośród tychże obietnic mają charakter merytoryczny i pozostają, w jakiejś przynajmniej mierze, realistyczne. Większość wszelako to wierutne bzdury i kłamstwa, mające za zadanie przekupić osoby wyborcze celem pozyskania ich głosów. W tenże sposób wygląda przede wszystkim kampania wyborcza szeroko pojętej prawicy, zwłaszcza skrajnej: PiS-u, Konfederacji, itd. Tego typu łgarstwa określa się mianem kiełbasy wyborczej. Jego rodowód jest całkiem ciekawy. Otóż, kiełbasiane owo pojęcie wywodzi się z przełomu XIX i XX wieku z Galicji, czyli ówczesnego zaboru austriackiego. Był to okres, kiedy większ...

Oni rozmawiają, on mlaszcze

Lewica rozpoczęła kolejny objazd Polski. Jej politycy spotykają się z wyborcami – na ulicach, targowiskach i w tym podobnych miejscach, nie tylko na wynajętych salach – zbierają ich opinie i przedstawiają swój program Bezpieczna Rodzina. Oprócz tego od czasu do czasu prowadzą internetowe czaty na żywo (niedawno – Robert Biedroń). Może to nic wielkiego, ale takie właśnie wychodzenie do osób wyborczych naprawdę mi się podoba. Poza tym, lewicowi politycy pojawiają się na demonstracjach, strajkach, wspierają osoby walczące o swoje prawa… Tak powinno być. Lewica wypada pod tym względem o wiele lepiej niż inne formacje nie-PiS-owskie, których reprezentanci są nieco mniej (co nie oznacza, że wcale!) chętni do bezpośrednich spotkań z obywatelami, a w miejscach, gdzie ludzie walczą o godny byt, np. na strajkach czy manifestacjach poszkodowanych systemowo grupo społecznych, jakoś ich nie widać. A już na pewno nie da się porównać kampanii Lewicy z tym, co odstawia Kaczyński Jarosław, prezes B...

Więzienie PiS-owskiego umysłu

Wielokrotnie pisałem na tych łamach (a na Facebooku pewnie jeszcze częściej), że wyznawcy PiS-u żyją w Matriksie (alternatywnej pseudo-rzeczywistości) kłamstw i głupoty, skutkiem czego nie widzą, ani też nie wiedzą, co dzieje się wokół nich. Nie chodzi tu o zwyczajną manipulację, jakiej poddawani są chociażby wyznawcy PO zwani lemingami, lecz właśnie o narzucanie zbudowanego od podstaw, całkowicie załganego obrazu świata, jak to się dzieje w totalitaryzmach (nic dziwnego; PiS-owcy to przecież klerofaszyści, zatem logiczne, że stosują metody totalitarne). Chodzi rzecz jasna o to, że wyznawca Bezprawia i Niesprawiedliwości ma nie tylko oddawać boską w zasadzie cześć prezesowi Kaczyńskiemu Jarosławowi i jego marionetkom (Duda Andrzej, Morawiecki Mateusz, Szydło Beata i reszta tej hałastry), ale przede wszystkim widzieć, słyszeć i czuć tylko to, co nakazuje prezes oraz „myśleć” (cudzysłów nieprzypadkowy oczywiście) zgodnie z prezesowymi wytycznymi. Innymi słowy, wyznawcy PiS-u – dokładnie...

Wyborcy i wyznawcy

Może się mylę (chciałbym, aby tak było), lecz czytając wpisy na różnego rodzaju forach oraz portalach społecznościowych, dochodzę do wniosku, że politycy mają coraz mniej wyborców, a coraz więcej wyznawców, w każdym razie wśród osób piszących komentarze. Kiedyś dotyczyło to głównie liderów ugrupowań skrajnie prawicowych, czyli PiS-u i partii neonazistowskich, ewentualnie showmanów pchających się do polityki, ostatnio jednak zjawisko to nasila się również wobec polityków bardziej umiarkowanych, nawet tych, co dawniej kojarzyli się raczej z rozsądkiem. Czym się różni wyborca od wyznawcy? Ano tym, że ten pierwszy, popierając danego polityka lub formację, dostrzega jego/jej wady. Owszem, w oczach wyborcy zalety przeważają (poparcie skądś się przecież bierze), ale nie przysłaniają wszelkiego rodzaju niedociągnięć. Taki obywatel potrafi trzeźwo ocenić osobę czy partię, na jaką głosuje. Dokonując tejże oceny, myśli, nie przyjmuje też bezrefleksyjnie partyjnej propagandy, wie zatem, kiedy jes...

Pomyje powyborcze

Po wyborach prezydenckich, zarówno pierwszej, jak też drugiej turze, polało się tysiące hektolitrów pomyj. Wylewali je, jak zwykle, wyznawcy Bezprawia i Niesprawiedliwości oraz Konfederacji. Z drugiej wszelako strony liczni zwolennicy Rafała Trzaskowskiego, w tym publicyści z Tomaszem Lisem na czele, szczuli na wyborców innych kandydatów, jacy wahali się, czy głosować na prezydenta warszawy, czy oddać głos nieważny, czy może zbojkotować wybory. Po drugiej turze zaatakowali oni rzecz jasna tych, co nie poszli głosować – zwłaszcza osoby, które miały racjonalne wytłumaczenie tej decyzji – a także wyznawców PiS-u. W tejże dziedzinie względzie popisał się redaktor Kuba Wątły, nazywając osoby, jakie głosowały na Dudę Andrzeja, „biomasą”. Jasne, o tymże elektoracie można, a nawet należy mieć złe zdanie, niemniej jednak stosowanie tego typu odczłowieczających określeń to cios poniżej pasa, działanie stricte hitlerowskie, a zatem nie do przyjęcia. Nastąpiła jednakowoż pozytywna reakcja...

Wnioski z obserwacji PiS-owców

Jak zwykle po wyborach – niestety, znów wygranych przez PiS, a ściślej rzecz ujmując, jego kandydata na prezydenta, czyli Dudę – pojawiły się analizy elektoratu poszczególnych kandydatów. Wynika z nich, że ludzie głosujący na Dudę Andrzeja, a zatem i jego partię macierzystą, Bezprawie i Niesprawiedliwość, przeważnie mieszkają na wschodzie Polski, są słabiej wykształceni i ubożsi niż elektorat takiego na przykład Rafała Trzaskowskiego. W niektórych artykułach przedstawia się ich jako ofiary kapitalizmu, osoby poszkodowane przez nader bolesną transformację ekonomiczną z początku lat 90., do których Kaczyński wyciągnął rękę, zasypując ich jednocześnie fałszywymi obietnicami. Nie kwestionuję słuszności owych wniosków, aczkolwiek uważam, że więcej prawdy w nich było dziesięć do piętnastu lat temu, kiedy to PiS faktycznie uderzało do wyborców mniej zamożnych, głównie z mniejszych miejscowości. Moje obserwacje autentycznych wyborców Bezprawia i Niesprawiedliwości, których znam z re...

Naiwność wyborcza

Oczywiście każda obywatelka i każdy obywatel ma prawo popierać, kogo chce. Nie mam zamiaru wnikać tu w czyjekolwiek poglądy i wybory… no, chyba, że ktoś zamierza głosować na jawnego faszystę, bo wówczas stwarza ogromne zagrożenie dla ogółu społeczeństwa i ludzkiej cywilizacji. Bywa jednakowoż, że niektórzy wyborcy popisują się większą lub mniejszą naiwnością. O ile bowiem głosowanie na takiego chociażby Roberta Biedronia czy Władysława Kosiniaka-Kamysza w większości przypadków jest wynikiem świadomego namysłu oraz wynika ze zgodności światopoglądowej z oboma kandydatami, o tyle w wyborach prezydenckich startują też ludzie, oddanie głosu na których trudno logicznie wytłumaczyć. Częściowo można to powiedzieć o Rafale Trzaskowskim. Jasne, jeśli ktoś popiera Platformę Obywatelską lub którąkolwiek inną formację wchodzącą w skład Koalicji Obywatelskiej, to 28 czerwca poprze też obecnego prezydenta Warszawy. Nic w tym dziwnego ani złego. Trochę się jednak dziwię ludziom, którzy...

Ułudy mandatu imperatywnego

Coraz więcej osób głosi ideę wprowadzenia mandatu imperatywnego, czyli możliwości odwołania przez wyborców posła lub senatora w trakcie kadencji (obecnie parlamentarzyści piastują mandat wolny, czyli bez możliwości odwoływania ich przez wyborców przed upływem kadencji). Pomysł taki poddają zarówno jednostki bezmyślne (typu Kukiz, startujący z list Polskiego Stronnictwa niezbyt Ludowego, bo własne ugrupowanie mu się rozsypało), jak też osoby, którym braku inteligencji zarzucić zdecydowanie nie można (np. Jarek Ważny czy Piotr Jastrzębski). Jak głoszą jego zwolennicy, mandat imperatywny miałby być swoistym batem na polityków, którzy poszli do parlamentu dla kasy i ani myślą wywiązywać się ze zobowiązań wobec wyborców. Nie spełniasz, pośle czy senatorze, naszych oczekiwań, to nie będziemy czekać do końca kadencji i następnych wyborów, lecz cię odwołamy. Pozornie jest to fajne rozwiązanie, wymuszające na politykach wywiązywanie się ze złożonych obywatelom obietnic, usprawniające...

Daj głos!

Wkrótce po wyborach do Europarlamentu internet od prawa do lewa obiegła fala krytyki, a nawet hate’u . Powodem ku temu był satyryczny rysunek, przedstawiający kobietę w stroju ludowym (a raczej na takowy stylizowanym), klęczącą przed politykiem, w domyśle oczywiście PiS-owskim, który macha jej przed oczyma pięćsetzłotowym banknotem, mówiąc: „Daj głos!”. Co ciekawe, hate wylał się nie tylko na autorów owego dzieła sztuki graficznej, ale też na Krystynę Jandę, która udostępniła je na swoim profilu (to już zupełna aberracja; wszak każda i każdy ma prawo udostępniać to, co chce, poza oczywiście treściami gloryfikującymi nienawiść i przemoc). Pośród owej wrogiej fali pojawiły się też merytoryczne zarzuty, że rysunek ów obraża ludzi ze wsi, których poziom bytowy, wcześniej bardzo niski, dzięki programowi 500 Plus znacząco się podniósł; ponadto ma on też sugerować, że są oni głupi i podatni na manipulację (uwaga – jedno nie wynika z drugiego, bo manipulować można, i to przy zastosowaniu...

Rady pana Tuska

Donald Tusk, były premier i obecny przewodniczący Rady Europejskiej, z okazji obchodów trzydziestej rocznicy Wyborów Czerwcowych wygłosił w Gdańsku przemówienie, skierowane do działaczy, sympatyków i wyborców opozycji demokratycznej. Zawarł w nim kilka rad. Warto przyjrzeć się im bliżej. Mówił przykładowo o konieczności dalszego integrowania się opozycjonistów, czyli o powiększaniu anty-PiS-owskiej opozycji o nowe ugrupowania. Tak, to rzeczywiście nader istotne, i zaiste warto by było, aby wszyscy, którym drogi jest los Polski, wzięli sobie te słowa byłego premiera do serca. Niestety, dzieląc się, środowiska demokratyczne, od prawicowych (a są takie), poprzez centrowe, po szeroko pojętą lewicę, tylko pomagają Bezprawiu i Niesprawiedliwości w utrzymaniu władzy, dalszym niszczeniu ustroju (k)raju nad Wisłą i upodlaniu społeczeństwa. Dalej, wspomniał pan Tusk, że przecież opozycja, w odróżnieniu od PiS-u, nie jest „anty”, nie jest „przeciwko”, lecz jest „pozytywna”. Oczywiście k...

Co musi zrobić SLD?

Na początek mała dygresja. Za sprawą metody d’Hondta, służącej oczywiście do przeliczania głosów na mandaty, skład większości sejmików wojewódzkich w nowej kadencji będzie nader niereprezentatywny, tzn. w niewielkim tylko stopniu odzwierciedlający autentyczne preferencje wyborcze. Metoda ta sprzyja dużym partiom, toteż Bezprawie i Niesprawiedliwość będzie miało WIĘCEJ mandatów, niż wynikałoby to z uzyskanego wyniku, KO – nieco mniej, a PSL i SLD – znacznie mniej. Natomiast Kukiz’15, który to komitet również przekroczył próg wyborczy, w sejmikach najpewniej nie będzie miał ani jednego radnego. Dlatego jestem za wycofaniem metody d’Hondta (stosowanej, niestety, także w wyborach do Sejmu) i zastąpieniem ją metodą Sainte-Lague, która lepiej odzwierciedla preferencje wyborcze, a zatem jest bardziej demokratyczna. Dobrze, a teraz do meritum. Bez względu na to, jaka metoda przeliczania głosów na mandaty jest w użyciu, w większości państw kapitalistycznych, jak pisałem wczoraj, demokrac...