Niech żyje różnorodność
Kilka dni temu, kiedy wracałem ze spaceru z czworonożnym przyjacielem, minęły nas dwie panie jadące na rowerach. Prowadziły rozmowę w języku ukraińskim. Tak, mała miejscowość, w której mieszkam, też przyciągnęła imigrantów zza Sanu, jacy przyjechali do Polski za chlebem, Często spotykam ich czy to w sklepie, czy na spacerach, czy w przychodni. Co w tym złego? Zupełnie nic; przeciwnie, miło jest żyć obok nich. Ludzie ci nikomu krzywdy nie robią, nie słychać, by sprawiali jakiekolwiek problemy typu wandalizm, z tego, co się orientuję, ciszą się opinią pracowitych i solidnych. Słowem – nie mam absolutnie nic przeciwko Ukraińcom w Polsce. Wręcz cieszą się, kiedy słyszę ich piękną, śpiewną mowę, bo dzięki temu świat jest bardziej różnorodny i po prostu ciekawszy. Identycznie rzecz się ma z przedstawicielami wszystkich innych narodowości, kolorów skóry, wyznań… Im więcej będzie ich nad Wisłą, tym lepiej rozwinie się nasze społeczeństwo, i to pod każdym względem: kulturowym, ekonomicznym,...