Posty

Wyświetlam posty z etykietą sport

Wsparcia brak

W ostatnich dniach Polacy – ci w każdym razie, którzy interesują się sportem – żyją sukcesami Mai Chwalińskiej, tenisistki. Mnie sport nie interesuję, ale pani Mai gratuluję i życzę dalszych sukcesów. Warto wszakże zauważyć, że zaraz po tym, jak doszła do finału w nader ważnym turnieju tenisowym, w internecie pojawiły się informacje, iż kilka lat temu, gdy dopiero rozkręcała swą karierę, bodajże trzykrotnie (jeśli coś pokiełbasiłem, to przepraszam) zwracała się do, wówczas PiS-owskiego, Ministerstwa Sportu o wsparcie finansowe. Nieodmiennie jej odmawiano, ponieważ jakoby „nie rokowała”. Cóż, najprawdopodobniej PiS-owcy, jako typowi prawicowcy i solidaruchy, woleli paść się osobiście na publicznych pieniądzach, niż przeznaczać je na rozwój, w tym przypadku, tenisa ziemnego. Jak sądzę, przypadek Mai Chwalińskiej nie jest odosobniony. Politycy – prawicowych dotyczy to szczególnie, wszak dosłownie ociekają obłudą tudzież fałszem – uwielbiają grzać się w blasku sportowców (i, w mniejsz...

Kontrowersyjne igrzyska

Kilka dni temu, 4 lutego 2026 roku, rozpoczęły się zimowe igrzyska olimpijskie. Odbywają się one we Włoszech, gospodarzami są Mediolan oraz Cortina d'Ampezzo; potrwają do 22 lutego. Udział w nich biorą również polscy sportowcy, którym życzę oczywiście jak najwięcej medali. Podobnie jak wszystkie tego typu wydarzenia, także i te igrzyska cieszą polityków (mogą się lansować w blasku najbardziej utalentowanych gwiazd sportów), a zwłaszcza kapitalistów. Ci oczywiście zyskują doskonałą okazję do sprzedaży, po zbójeckich najczęściej cenach, swoich produktów, a także do reklam i promocji. Radują się też kibice poszczególnych dyscyplin. Jako, że sportem nie interesuję się bardziej niż zeszłorocznym śniegiem, na owe igrzyska raczej nie zwróciłbym większej uwagi. Jednakże związane są z nimi ważne sprawy, nie wszystkie pozytywne. Otóż, są tacy, którym impreza owa się nie podoba. To naprawdę spora grupa Włochów, którzy urządzają anty-olimpijskie protesty, liczne, głośne, aktywne… i brut...

Czy nie za późno?

Wielka Brytania, Kanada i Australia uznały państwo palestyńskie (Polska, dla porównania, uznaje je od 1988 roku, czego wszelako ani minister, ani – zwłaszcza – wiceminister spraw zagranicznych zadają się nie wiedzieć lub przynajmniej nie dostrzegać). To samo zrobiła Portugalia, szykuje się do tego też Francja. Coraz więcej europosłów (z Polski np. Robert Biedroń) podpisuje się pod społecznymi apelami o wykluczenie Izraela z Eurowizji. Są kraje europejskie, które wprost deklarują, że zbojkotują ów festiwal, jeśli wystąpią na nim muzycy z bliskowschodniego faszystowskiego państwa, ostatniego wypustu europejskiego kolonializmu. Powodem jest oczywiście popełniane w Gazie ludobójstwo; aczkolwiek zastanowić się należy, dlaczego organizm polityczny leżący w AZJI miałby brać udział w EUROPEJSKIM wydarzeniu kulturalnym…? Ze strony polskiej oficjalna deklaracja jeszcze nie padła, lecz w jednym z wywiadów ministra kultury stwierdziła, że jej zdaniem Izrael w Eurowizji udziału brać nie powinie...

Męczenie dla zysku

Jedno z polskich miast, na Śląsku tak konkretnie, zamierza we wrześniu zorganizować wydarzenie o wszystko mówiącej nazwie American Rodeo. Organizacje społeczne, zwłaszcza oczywiście pro-zwierzęce, biją na alarm i upubliczniają petycje o odwołanie owej imprezy. Słusznie. Rodeo, jak wiemy, jest sportem wywodzącym się z kowbojskiej tradycji zachodnich USA (tzw. Dzikiego Zachodu). Teoretycznie sprowadza się do umiejętności pracy z końmi i bydłem rogatym; kowboj wszak to nikt inny, a amerykański pasterz. Dzieli się na kilka dyscyplin: jazda na nieujarzmionym koniu (broncobusting), łapanie byka na lasso i jazda na byku. Jak łatwo się domyślić, kto dłużej utrzyma się na końskim lub byczym grzebiecie, bądź szybciej złapie rogacza na lasso, ten wygrywa. Wielkim fanem rodeo jest podobno niejaki Kaczyński Jarosław, znany skądinąd. Przeciwnicy wydarzenia, jakie ma się odbyć w Polsce, podają liczne argumenty przeciwko niemu. Wszystkie są słuszne. Otóż, rodeo reklamowane jest jako „tradycja”...

Norweski bojkot

Norwegia sprzeciwia się udziałowi Izraela w eliminacjach do najbliższych piłkarskich mistrzostw świata. Z kolei norweska drużyna odmawia gry w meczach z reprezentacją owego bliskowschodniego organizmu politycznego. Powodem, jak łatwo się domyślić, są zbrodnie przeciwko ludzkości popełniane w Gazie, coraz częściej również na Zachodnim Brzegu (okupowane ziemie palestyńskie), od niedawna też w Libanie i w ostatnich dniach w Syrii. Norwegia chce zatem podjęcia wobec Izraelczyków identycznych działań, jakie podjęto wobec rosyjskich sportowców, których wykluczano z udziału w różnych mistrzostwach, turniejach i tym podobnych wydarzeniach po Putinowskim ataku na Ukrainę. Oczywiście można, a wręcz należy dyskutować, czy tego typu zakazy i bojkoty powinny obejmować sportowców, artystów, naukowców, itd. z danego kraju dlatego, że rządzi nim dyktator, zbrodniarz, szaleniec. Zwłaszcza, że liczni spośród wyżej wymienionych często się takim rządom sprzeciwiają, zwykle pod groźbą poważnych repres...

Stadiony na grobach

Piłką nożną się nie interesuję; sport ten (podobnie jak wszystkie inne zresztą) uważam za nudny, a oglądanie transmisji meczów jest dla mnie stratą czasu. Jest to jeden z powodów – ale nie najważniejszy! – dla których nie obejrzę mistrzostw świata (mundialu) w Katarze, które rozpoczynają się już wkrótce, bo 20 listopada. Łajno mnie obchodzi, kto zwycięży, za pozbawione znaczenia uznaję, które miejsce zajmie reprezentacja Polski. Znacznie istotniejszą sprawą w moich oczach pozostają straszliwe patologie, jakie kryją się za owymi rozgrywkami – i to one stanowią główną przyczynę, dla których nie zamierzam oglądać transmisji z mundialu. Problemem jest tu gospodarz, czyli Katar. Jedno z najszybciej rozwijających się – przynajmniej, jeśli chodzi o rozmach stawiania imponujących wieżowców i tym podobnych inwestycji infrastrukturalnych – państwo Bliskiego Wschodu, a pewnie też świata. Niestety, od lat wiadomo, iż rozwój ów bazuje na straszliwym wyzysku siły roboczej, który akurat w Katarze p...

System zabijania talentów

Wprawdzie nie interesuję się sportem, ale wieść o sukcesie Igi Świątek oczywiście do mnie dotarła. Tenisistce gratuluję i składam wyrazy szacunku. Jednakowoż, w medialnych informacjach o wyczynie jej oraz innych wybitnych zawodników pojawiały się też znacząco smutniejsze, a jednocześnie zaiste wiele mówiące wątki. Otóż, pani Iga swoich sponsorów miała, ale nawet pomimo tego trening, dzięki któremu osiągnęła mistrzostwo, stanowił gigantyczne obciążenie finansowe dla jej rodziny. Jakiś czas wcześniej dziadek słynnych sióstr tenisistek musiał sprzedać kolekcję obrazów, żeby zdobyć dla nich środki na trenowanie. Inny znany tenisista nie miałby za co uprawiać owego sportu, gdyby jego rodzice nie sprzedali sklepu. Jeszcze inny finansowo wyszedł na swoje po… PIĘTNASTU LATACH odnoszenia ogromnych sukcesów (oznaczających pokaźne nagrody pieniężne) na korcie. I tak dalej. Żeby osiągnąć dobre wyniki w tenisie – czy jakimkolwiek innym sporcie – trzeba zacząć poświęcać się w młodości, a wręcz d...

Promocja Polski

Telewizja TVN24 zainteresowała się tematem pieniędzy, jakie idą na Polską Fundację Narodową, powołaną po to, by promować (k)raj nad Wisłą na świecie. Wydatki te były niewspółmiernie ogromne do osiągniętych celów. Później temat ów wyparł, ze zrozumiałych przyczyn, Iran, no, ale do samej promocji Polski warto wrócić. Ostatnimi czasy kraj nasz nasz najlepiej promuje Olga Tokarczuk i jej twórczość literacka. Która zdobywała popularność jeszcze przed otrzymaniem Nagrody Nobla. Prawicowcy (niektórzy przynajmniej) gnoją tę pisarkę, tymczasem jest ona jedną z osób, której personalia kojarzone są z Polską w coraz większej liczbie miejsc na naszym coraz mocniej zniszczonym globie. Co ważne, są to skojarzenia pozytywne. Świetnym promotorem (k)raju nad Wisłą jest też postać literacka, od początku do końca fikcyjna, żyjąca w wymyślonym świecie, czyli wiedźmin Geralt z Rivii – no i oczywiście Andrzej Sapkowski, twórca tego bohatera. Skoro bowiem już Amerykanie kręcą seriale i rysują komik...

Nacisk dobry i zły

W kapitalizmie generalnie NIE MA etycznej konsumpcji; za wszystkimi bowiem dobrami i usługami, które nabywamy, stoi wyzysk, czy to w procesie produkcji, czy to w procesie dystrybucji. W przypadku niektórych branż dochodzi jeszcze do tego cierpienie zwierząt lub destrukcja przyrody. Niemniej jednak, świadomość społeczna rośnie, a nacisk społeczeństwa na kapitał – również dzięki rozwojowi środków komunikacji – się wzmaga (nacisk na polityków zresztą też; wielu więźniów politycznych uwolniono, i to w państwach, gdzie o demokracji nie ma mowy, pod wpływem zorganizowanych akcji internautów; za pośrednictwem internetu organizowano też gromadzące setki tysięcy osób akcje protestacyjne, niektóre skuteczne). Jest to oczywiście zjawisko jak najbardziej pozytywne. Pod wpływem opinii społecznej coraz więcej firm, np. sieci handlowych, wycofuje ze swojej oferty futra, żywe karpie, kosmetyki czy leki testowane na zwierzętach, itd.; inne pod wpływem społecznego nacisku nieco luzują swoim praco...

Sport i społeczeństwo

Przyznam szczerze, że nie oglądam mundialu w Rosji. Nie interesuję się piłką nożną, patrzenie na facetów biegających po trawie za nadmuchanym skórzanym balonem i usiłujących wkopać go w siatkę rozpiętą na ramie zwyczajnie mnie nudzi. Jest mi obojętnie, kto w tym roku zostanie mistrzem świata (chyba, że miałaby to być Polska; czy ma na to szanse, nie wiem, bo się nie znam). Przez wiele lat nie odróżniałem faulu od outu, dopiero przez Euro 2016 zacząłem kojarzyć, kto to taki Robert Lewandowski. W ogóle w sporcie jako takim nie widzę nic ciekawego, poza skokami narciarskimi, bo te nawet lubię oglądać. Nie mogę jednak nie docenić społecznej roli sportu – niezależnie od dyscypliny – bo ta jest duża, a w wielu miejscach świata wręcz ogromna. I nie chodzi mi tutaj o to, że jego uprawianie jest podobno zdrowe (podejrzewam zresztą, że zależy to od organizmu – jednemu człowiekowi aktywność fizyczna posłuży, drugiemu nie). Znacznie ważniejsze jest to, iż odciąga on od różnych patologicznyc...