Posty

Wyświetlam posty z etykietą majątek

Zakłamana wspólnota

Jednym z najbardziej załganych sformułowań jest majątek kościelny – w odniesieniu do Kościoła katolickiego i, jak przypuszczam, prawosławnego, bo w Kościołach protestanckich, tych lepiej funkcjonujących w każdym razie, rzecz wygląda nieco bardziej demokratycznie. Gdzie tu kłamstwo? Nie chodzi oczywiście o to, że Kościół katolicki majątku nie posiada; posiada, i to gigantyczny. W samej tylko Polsce to liczne nieruchomości, składające się na około połowę terytorium kraju (sic!), przekazane, oczywiście za bezcen, przez solidaruchów, do czego dochodzi największy skarbiec w państwie (Jasna Góra), liczne dzieła sztuki, zabytki, zyski z działalności gospodarczej, itd. No i oczywiście pieniądze publiczne, czyli nasze, przelewane przez władze państwowe i samorządowe. Krótko mówiąc, związek ów wyznaniowy jest bardzo bogaty. Oczywiście, z poszczególnymi księżmi bywa różnie – trafiają się tacy, co żyją w ubóstwie, choć nie brakuje kapitalistycznych burżujów w rodzaju Rydzyka – niemniej jako i...

Koszta upadku

Upada sieć restauracji North Fish ( North Food Polska ). Niby nic zaskakującego; firmy powstają, przez pewien okres (dłuższy l ub krótszy) prosperują, po czym ich czas się kończy. Tym razem jednak sprawa wygląda dość paskudnie. Za upadającą siecią bowiem stoi nie zwyczajny biznesmen, którego pomysł nie wypalił, lecz Michał S., będący oficjalnie najbogatszym człowiekiem w Polsce. Czyli miliarder, oligarcha. Kapitalista pełną gębą, uważany za geniusza biznesu. Kres North Fish dobrze pokazał, skąd brał się jego majątek. Sieć otóż jest mocno zadłużona, aż na blisko 20 milionów złotych. Sąd odrzucił jej wniosek o upadłość, ponieważ firmowy majątek okazał się do tego stopnia ogołocony, że nawet kosztów procesu by nie pokrył. Oczywiście oligarcha za to nie odpowiada, formalnie bowiem w maju tego roku zmieniono właściciela sieci na… obywatela Turcji. Cóż, myk typowy dla kapitalizmu, nie tylko, jak sądzę, polskiego. Ruszyła więc likwidacja, koszta której spadły, jak łatwo się domyślić, n...

Co komu odebrać?

Nie przeszkadza mi, że ukraińskie dzieci mieszkające w Polsce pobierają 800 Plus (tzn. pieniądze otrzymują rzecz jasna ich rodzice/opiekunowie, ale z przeznaczeniem na potrzeby małoletnich). Owszem, świadczenie owo – podobnie zresztą jak cała polska polityka… hm, społeczna – wymaga modyfikacji, jednakże nie na tle narodowościowym. Ponadto, Ukraińcy w Polsce są aktywni zawodowo, ponad 90 proc. spośród nich pracuje i płaci u nas podatki (o polskich kapitalistach niekoniecznie można to powiedzieć). Dlaczego więc im nie pomagać? Patriotyzm gospodarczy polega na kupowaniu powstałych w kraju produktów, a nie na obcinaniu pomocy obcokrajowcom. Jak już kiedyś pisałem, postulat odebrania ukraińskim dzieciom szczątkowego świadczenia, jakim jest 800 Plus, to czysta ksenofobia, a zarazem kreowanie nienawiści w społeczeństwie. Szczucie Polaków na Ukraińców, innymi słowy. Należy też pamiętać, że próba pozyskania przez rzekomo demokratycznego kandydata faszystowskiego elektoratu przy pomocy faszyst...

Brunatny spęd w klasztorze

W minioną niedzielę na Jasnej Górze (klasztor paulinów w Częstochowie, gdyby koś nie wiedział) zgromadzili się naziole i kibole, czyli – mówiąc nieco ładniej, aczkolwiek osobnicy owi na ładne określenia zdecydowanie NIE zasługują – skrajni prawicowcy. Przemawiał do nich, rzecz jasna z ambony, niejaki Nawrocki, czyli kandydat (jakoby „obywatelski”) na prezydenta z ramienia Bezprawia i Niesprawiedliwości. Facet ten, dodać trzeba, miał i pewnie nadal ma silne związki ze środowiskami skrajnie prawicowymi, a także, wedle niektórych mediów, z sutenerstwem. Paulini dziękowali mu za wizytę. Na terenie zaś klasztoru „pielgrzymi” wywiesili transparenty wzywające do mordowania ludzi, konkretnie komunistów. Cytując biblijnego Koheleta, „nic nowego pod Słońcem”. Jasna Góra od dawna zasługuje raczej na miano Brunatnej, od lat bowiem przyciąga skrajnych prawicowców, od kiboli po jawnych neonazistów, którzy robią tam sobie spędy pod postacią niby-pielgrzymek. Są, rzecz jasna, witani z otwartymi ram...

Marzenia ściętej głowy

Chyba wszyscy, poza oczywiście najbogatszymi burżujami, czujemy, że jest bardzo źle i robi się coraz gorzej. Inflacja przeżera nasze oszczędności (o ile mieliśmy jakiekolwiek, bo znaczny odsetek osób obywatelskich Polski zarabia zbyt mało, by móc odłożyć pieniądze na czarną godzinę – podziękujmy Balcerowiczowi i innym solidaruchom!), opłaty rosną w zastraszającym tempie, nad krajem wisi widmo kryzysu energetycznego (pytanie, azali jest to TYLKO widmo) i braku ogrzewania zimą… Do tego dochodzą długofalowe, jakże bolesne skutki gospodarcze lockdownów, a ci, co mają kredyty (ze szczególnym uwzględnieniem hipotecznych), mierzyć się muszą z koszmarem sukcesywnie podnoszonych stóp procentowych. Mówiąc krótko, nie-rządy Bezprawia i Niesprawiedliwości, wraz z typowymi dla barbarzyńskiego kapitalizmu w wydaniu neoliberalnym patologiami (umowy śmieciowe, wymuszona jednoosobowa działalność gospodarcza, niskie płace – nie zawsze na czas, itd.), doprowadzając coraz więcej z nas do nędzy. A nawet,...

Kościół, przyroda i klechistan

Ot, i mamy kolejny – ponury, jak łatwo się domyślić – przykład funkcjonowania państwa wyznaniowego (a ściślej rzecz ujmując, klechistanu), jakim stała się Rzeczpospolita Polska po 1989 roku, na skutek zdradzieckich działań prawicy postsolidarnościowej. Tym razem sprawa jest o tyle przykra, że dotyczy ochrony przyrody, i tak nad wyraz w (k)raju nad Wisłą zniszczonej. Ale po kolei. Łysiec (Łysa Góra) to teren dotychczas przynależący do Świętokrzyskiego Parku Narodowego; w zasadzie serce, centrum, główny punkt tegoż. A zarazem obszar szczególnie cenny, bowiem łączą się tam aż trzy porządki: przyrodniczy, historyczny (zabytki archeologiczne związane ze Słowianami) oraz religijny (klasztor i sanktuarium Święty Krzyż). Przez kilkadziesiąt lat funkcjonowania parku wszystko to się kleiło, tzn. przyroda była prawnie chroniona, podobnie jak zabytki świeckie i kościelne. No, ale przyszła III RP, stopniowo się klerykalizująca, odkąd pan premier Mazowiecki Tadeusz wprowadził katechezę do szkół pub...

Biedny nie może

Kiedy przez Polskę przetaczały się dyskusje (często, niestety, bardziej zasługujące na nazwę wylewania pomyj) o uchodźcach, ze strony jednostek -delikatnie rzecz ujmując – niechętnych ich przyjmowaniu padał taki oto „argument” (cudzysłów nieprzypadkowy): „Co to za uchodźcy, skoro mają smartfony?”. W ostatnich tygodniach jakieś kanalie przyuważyły, że ludzie próbujący przedostać się przez polską granicę wschodnią celem ratowania własnego życia, nosili dobre ubrania, byli w miarę czyści (przynajmniej tak to pokazywano na zdjęciach; ile w tym prawdy, trudni mi orzec, skoro nie jestem na miejscu), a co najgorsze, dziewczynka miała kota, który składał się z czegoś więcej niż skóra i kości – a zatem też „nie mogli być uchodźcami”. Pokutuje bowiem przekonanie, że uchodźca musi być wygłodzony, tonąć w brudzie i wszach, nosić łachmany oraz nie posiadać przy sobie niczego, co miałoby jakąkolwiek wartość materialną, o zwierzętach nie wspominając (to, że ktoś może cenić życie psa czy kota na równi...

Arcybiskup w obronie majątku

Pan Jędraszewski Marek chyba zaczął seryjną produkcję kłamstw, bzdur i bredni – na domiar złego, zaczerpniętych od Hitlera i Himmlera, pełnych nienawiści oraz stanowiących zachętę do stosowania przemocy – na temat osób LGBT (nazwanych przez niego z maniackim uporem „ideologią”, choć to przecież ludzie są), lewicy i w ogóle politycznej opozycji wobec PiS-u, walczących o swoje prawa kobiet (które pan Jędraszewski pewnie chciałby widzieć w roli żywych inkubatorów), tudzież mitycznych zagrożeń dla Polski. W czym, dodać należy, dzielnie sekunduje mu polityczny jego wspólnik, czyli Kaczyński Jarosław, prezes Bezprawia i Niesprawiedliwości. Oczywiście, PiS-owi chodzi o kreowanie u swoich wyznawców poczucia zagrożenia i wskazanie im wroga – w tym wypadku za takowego uznano osoby LGBT – oraz poinformowanie, że ochronić ich może jedynie prezes wraz z akolitami, toteż trzeba na niego i jego mafię/sektę głosować. Mówiąc krótko, ów sztucznie wykreowany strach przez urojonym, odgórnie wskazan...

Dorobić się w kapitalizmie

Dziś odejdziemy chwilowo od bieżących wydarzeń politycznych i skupimy się na kwestii społecznej, a ściślej rzecz ujmując, społeczno-ekonomicznej. Otóż, zewsząd słyszymy, że aby czegoś się dorobić, trzeba pracować, najlepiej ciężko. Dalej, kapitalistyczna propaganda wmawia nam, iż w systemie owym możemy być, kim chcemy, osiągnąć jesteśmy w stanie dosłownie wszystko, Bóg wie, jakie majątki, pod warunkiem, że ciężko na to pracujemy i jesteśmy odpowiednio zaradni. No to popatrzmy, jak to z tym dorabianiem się faktycznie jest. Obiektywnie, aby coś w życiu osiągnąć, zrealizować jakiś cel, rzeczywiście trzeba włożyć w to swoją aktywność, czyli pracę. Oczywiście, rzecz cała zależy również od talentów, umiejętności; jeżeli ktoś nie ma uzdolnień w jakiejś dziedzinie, to choćby zaharował się na śmierć, nie osiągnie w niej nic szczególnego. Z drugiej strony, nawet największy talent bez pracy się nie rozwinie (identycznie, jak w ewangelicznej przypowieści). Wszyscy też możemy wskazać...