Posty

Wyświetlam posty z etykietą Lech Wałęsa

Rola prezydenta

Wczoraj swoją konwencję miała Magdalena Biejat, kandydująca z ramienia Lewicy na prezydenta, a raczej prezydentkę. Mówiła dużo o tym, że chce reprezentować „zwykłych ludzi”, skupiła się też na polityce zagranicznej, podkreślając – jak najbardziej słusznie – konieczność silniejszego jednoczenia się Unii Europejskiej, wynikającą z tego, że na USA pod władzą Donalda Trumpa próżno polegać, jeśli chodzi o takie na przykład bezpieczeństwo. Kandydatka zaprezentowała również hasło swojej kampanii: „Łączy nas więcej”, precyzując, że walcząc o głosy, zamierza skupić się na tym, co polskie społeczeństwo łączy, a nie na tym, co dzieli. Cóż, średnio to chwytające za serce i poruszające emocje – przynajmniej w moim odczuciu – niemniej trudno nie zauważyć kryjącej się za owym hasłem i podejściem strategii. Mianowicie, stanowią one pozytywną odpowiedź na kampanię szczucia (m.in. na obcokrajowców z Ukraińcami oraz uchodźcami na czele), jaką rozkręcają prawicowi kandydaci, Rafała Trzaskowskiego wli...

Czerwony dywan

Bezprawie i Niesprawiedliwość radośnie nam niszczy Polskę i, co budzi zgrozę, ma spore szanse wygrać tegoroczne wybory (inna bajka, że nawet, gdyby zwycięstwo odniosła KO, to z Donaldem Tuskiem na czele niewiele zmieni się na lepsze, sporo może być za to zmian na jeszcze gorsze). Warto się zastanowić, kto otworzył PiS-owi drogę do władzy. I nie chodzi mi tu o zmanipulowanych wyznawców tej mafii/sekty, lecz o polityków, którzy rozścielili przed PiS-owcami czerwony dywan. A zatem trochę historii. Bliźniacy Lech i Jarosław Kaczyńscy – ten drugi był założycielem Porozumienia Centrum, a później Bezprawia i Niesprawiedliwości – politycznie wyrośli przy Lechu Wałęsie. Kiedy ten został prezydentem, szybko się z nim pokłócili, pan Wałęsa bowiem nie chciał być ich marionetką. Obrazili się na niego, trzaskali mu drzwiami, z tego, co się orientuję, palili nawet jego kukły; próby zawarcia porozumienia nie udawały się, a Lech Wałęsa i Jarosław Kaczyński do dziś skaczą sobie do oczu. Na początku la...

Joe i Jan Paweł II

Pozostaniemy jeszcze dziś przy weekendowym przemówieniu, jakie Joe Biden wygłosił podczas swojej wizyty w Polsce. Wzbudziło ono wielką radość wśród zwolenników Platformy Obywatelskiej oraz wielu innych przeciwników PiS-u, ponieważ wspomniał, pochwalnie rzecz jasna, amerykański prezydent o Lechu Wałęsie, czym rzekomo miał mafii/sekcie Kaczyńskiego Jarosława „utrzeć nosa”. Niestety, sprawa nie wygląda tak wesoło, a szerzenie takiej właśnie interpretacji słów Bidena świadczy o naiwności. Bo fakt, Kaczyński Jarosław Lecha Wałęsy nienawidzi i gardzi nim. Chciałby bowiem przeprowadzić rewizję mitu dawnej „Solidarności”, w miejsce gdańskiego elektryka umieszczając swojego nieżyjącego bliźniaka, Lecha, jako jej przywódcę (swoją drogą, czy nie szkoda walczyć o status lidera ruchu, jaki doprowadził do setek tysięcy, a może i kilku milionów zgonów oraz zrujnowania polskiego przemysłu po 1989 roku?). Bracia Kaczyńscy politycznie wyrośli przy Lechu Wałęsie, gdyby nie on, zupełnie by się nie liczy...