Posty

Wyświetlam posty z etykietą rodzina

Meblowanie cudzego życia

Prawicowy politycy – od liberałów po nacjonalistów/faszystów/nazistów – jak również osoby obywatelskie o co bardziej konserwatywnym światopoglądzie, uwielbiają meblować ludziom życie. Czyli układać je tak, jak ONI chcieliby, żeby wyglądało, zarówno całościowo, jak też w poszczególnych jego aspektach. Ci na szczytach władzy narzucają chociażby system ekonomiczny, który pozbawia czasu wolnego, odpoczynku i pieniędzy. Określają, z kim i na jakich zasadach możemy zawierać związki. Czy mamy w miejscach publicznych patrzeć na symbole konkretnej religii. Czy kobieta ma prawo decydować o swoim organizmie. I tak dalej. Ich decyzje zwykle mają charakter restrykcyjny, czyli wiążą się z takimi bądź innymi ograniczeniami wolności; niekiedy mogą one przybierać formę wręcz okrutną, czego przykładem jest polskie hitlerowskie ustawodawstwo antyaborcyjne. Z kolei prawicowcy skrajni chcieliby cudze życie meblować tak dalece, że przyznają sobie wyłączne uprawnienie do decydowania, komu powinna przy...

Wsteczny niby-postęp

Premier Donald Tusk zapowiedział, że w najbliższych miesiącach zalegalizowane zostaną – to znaczy, uznawany będzie ich status prawny – związki partnerskie, również te zawierane przez osoby tej samej płci. Oczywiście, lider PO nie stał się z dnia na dzień otwartym, tolerancyjnym i postępowym politykiem. Legalizacja (zapowiadana, bo co z tego wyjdzie, i czy cokolwiek, czas dopiero pokaże) związków partnerskich w Polsce to efekt dwóch czynników. Jednym jest orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, wedle którego rozwiązanie to powinno zostać w (k)raju nad Wisłą jak najszybciej wprowadzone. A pan Tusk, odzyskując zablokowane na skutek PiS-owskich patologii środki unijne, nie zadrze ani z tymże organem, ani z Unią Europejską. I dobrze. Powodem numer dwa jest elektorat, jaki dal wyborcze zwycięstwo nie-PiS-owskim formacjom. Co ciekawe, wyborcy PO (podobnie zresztą rzecz ma się z PSL-em) są światopoglądowo o wiele bardziej postępowi niż ich polityczni reprezentanci. A premier, ki...

Program realnie prorodzinny

W miniony weekend Lewica zorganizowała kolejną konwencję programową (cóż, kampania, a raczej pre-kapania wyborcza trwa na całego, nie zwalnia, lecz się rozkręca), tym razem poświęconą postulatom adresowanym dla mam i w ogóle rodzin. Innymi słowy, udzieliła odpowiedzi na przelicytowywanie się załganego Kaczora i fałszywego Donalda obietnicami pseudo-socjalnymi, dotyczącymi szczątkowych świadczeń w rodzaju 800 Plus. Co zatem proponuje Lewica w zakresie polityki pro-kobiecej i prorodzinnej? Oto, co: 1) Sto tysięcy nowych miejsc w żłobkach i żłobek w każdej gminie. 2) 100 proc. wynagrodzenia na chorobowym, również podczas opieki nad chorym dzieckiem. 3) Nowoczesne świetlice w szkołach, czynne w godzinach pracy rodziców. 4) Zwiększenie wysokości świadczenia udzielanego ojcu do poziomu zasiłku macierzyńskiego. Urlop rodzicielki obowiązkowy, dzielony po równo przez obojga rodziców. 5) Równe płace dla kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach, obowiązek informowania o luce płacowej ...

Prawo nie dla dzieci

W Polsce nie ma ANI JEDNEGO aktu prawnego, który regulowałby sytuację dzieci, m. in. zapewniał im ochronę przed przemocą w domu, szkole czy gdziekolwiek indziej. Jasne, są ustawy i rozporządzenia dotyczącego rodziny i rodziców, władzy rodzicielskiej, opieki nad dzieckiem (ale chodzi w nich o opiekunów, nie podopiecznych!), szkolnictwa, opieki zdrowotnej, Rzecznika Praw Dziecka… lecz same dzieci jako konkretne podmioty dla polskiej legislacji nie istnieją. Jako przedmioty, owszem – ale oznacza to, iż są one postrzegane w przepisach co najwyżej jako elementy składowe rodziny, i to podrzędne, stanowiące niejako własność rodziców czy opiekunów prawnych. Skoro zaś nie ma aktu prawnego o dzieciach i dla dzieci, to i nic dziwnego, że nie istnieją żadne całościowe procedury, które określałyby, co poszczególne organa państwa czy samorządu miałyby robić chociażby w sytuacji, gdy małoletnia osoba jest katowana we własnym domu. Powstaje więc chaos kompetencyjny. Jeśli dziecko ucieknie i zostanie...

Żywy prezent

Jak zwykle przed Bożym Narodzeniem/Solstycjami/Jule pojawiają się w internecie, a pewnie i innych mediach, liczne memy, posty tudzież odmienne formy kampanii społecznej informującej, że zwierzę to nie prezent. Pies, kot bądź jakiekolwiek żywe stworzenie nie jest zabawką, a jego przygarnięcie zawsze wiąże się z odpowiedzialnością. Niestety, wciąż zbyt wielu ludzi tego nie rozumie, skutkiem czego, kiedy tylko pupil znudzi się dorosłym lub – częściej – dzieciom, ląduje w schronisku, lesie, na ulicy, a bywa, że i na śmietniku. Jest to, ni mniej, ni więcej, prawdziwa tragedia. Wynika ona w znacznej mierze z rozkręcanego przez kapitalistyczną propagandę konsumpcjonizmu. System ów nieludzki wszystko sprowadza do kwestii ekonomicznych, czyli podporządkowuje zyskowi. Oznacza to utowarowienie praktycznie każdego aspektu egzystencji na naszej nieszczęsnej planecie, w tym i życia. Życia ludzkiego – wszak siła robocza pracownika w kapitalizmie jest towarem – jak też zwierzęcego. W tym drugim wy...

Zagrożenie dla podstawowej komórki społecznej

Od kiedy nie-rząd Bezprawia i Niesprawiedliwości ogłosił obostrzenia, pozwalające zaprosić na zebrania, zgromadzenia i spotkania maksymalnie pięć osób, w mediach, nawet tych rzekomo anty-PiS-owskich, trwa jojczenie. A to dlatego, iż ograniczenie owo dotyczy również spotkań rodzinnych, w tym świątecznych. Jojczenie jest w tym wypadku o tyle nie na miejscu, że to akurat rozwiązanie wydaje się całkiem sensowne, jeśli chodzi o walkę z epidemią COVID-19 (w domach, inaczej niż np. w sklepach, nikt nie będzie siedział w maseczkach, a zatem ryzyko zarażenia od zaproszonych gości, lub zakażenia właśnie ich, wydatnie wzrasta, toteż im mniej będzie osób, tym lepiej), stanowiąc pozytywny wyjątek na tle w większości szkodliwych – również z czysto zdrowotnego punktu widzenia – działań PiS-owców w tym zakresie. Cóż, medialna burżuazja obawia się, że tegoroczne bożonarodzeniowe imprezy rodzinne nie będą aż tak wystawne jak w latach świątecznych (będą, będą, bo jak znam życie, większość rodaków obost...

Legalna przemoc w dzikim kraju

Na początek taka mała dygresja, a zarazem wiadomość – wypłata funduszy unijnych dla poszczególnych państw powiązana będzie z przestrzeganiem przez nie praworządności. Oczywiście, jest to wymierzone w Węgry Orbana oraz imitację Polski rządzoną przez Kaczyńskiego za pośrednictwem Morawickiego i Dudy. Z jednej strony to dobrze, gdyż takie rozwiązanie, tzn. zewnętrzna presja finansowa, może ograniczyć dyktatorskie zapędy Bezprawia i Niesprawiedliwości, z drugiej… no cóż, jeżeli PiS nie ugnie się przed tą presją i pieniążków z UE nie będzie, to nie ucierpią na tym politykierzy, lecz my, obywatele. Jednakże (przechodzimy do meritum) jest w Polsce grupa osób, które cierpią tak czy owak, bez względu na fundusze unijne. Chodzi oczywiście o kobiety, a także o (niektóre przynajmniej) dzieci. Prawa przedstawicielek płci żeńskiej są podważane praktycznie od początku lat 90., kiedy to zaostrzono ustawodawstwo antyaborcyjne, a potem wprowadzano inne rozwiązania, np. chorą „klauzulę sumieni...

Zamknięte dziecko

Jednym z nowych obostrzeń wprowadzonych przez rząd jest zakaz wychodzenia z domu dzieci i młodzieży, czyli osób w wieku poniżej lat osiemnastu. To znaczy, mogą one lokum swoje opuszczać, ale wraz z osobą towarzyszącą. Niezbyt się to koreluje z pozwoleniem na spacer tylko pojedynczo (tzn. maksymalnie jedna osoba plus pies), no, ale po działaniach PiS-owców logiki nie należy się spodziewać. Celem, przynajmniej oficjalnym, jest zminimalizowane ryzyka, że młode pokolenie przywlecze do domu koronawirusa i zarazi rodziców czy dziadków. Dokładnie z tego samego powodu zamknięto żłobki, przedszkola i szkoły, galerie handlowe oraz im podobne instytucje. Jako laik nie zamierzam oceniać, jak ten nowy pomysł PiS-u wpłynie na walkę z epidemią, niemniej jednak widzę tu kilka problemów. Przykładowo, weźmy dziewczynę w wieku piętnastu lat. Jej matką jest pielęgniarka, ojcem lekarz, oboje zasuwają w szpitalu, walcząc z koronawirusem, ona siedzi w domu, korzystając z e-learningu, ale nie k...

Podręcznik bicia dziecka

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze studiowałem politologię, jeden z moich kolegów wszedł w posiadanie Mein Kampf autorstwa Adolfa Hitlera i pożyczał tę książkę każdemu, kto chciał ją przeczytać. Spróbowałem i ja – z czystej ciekawości, czyli w stuprocentowo poznawczych celach; wielbicielem Hitlera i nazizmu nie byłem nigdy; przeciwnie, do tego malarza i jego chorej ideologii żywiłem i żywię jeno pogardę – lecz nie byłem w stanie dokończyć lektury. Z jednej strony ładunek nienawiści zawarty na stronach tejże pozycji okazał się dla mnie nazbyt duży, z drugiej natomiast jakość wydania była potwornie kieska; błędy edytorskie uznać należało za powszechne, co też skutecznie zniechęciło mnie do przyswojenia całości tekstu. Oddałem więc książkę koledze, nie doczytawszy jej. Tak czy owak, chyba każdy przytomny człowiek, nawet średnio oblatany w historii tudzież ideologiach i doktrynach politycznych, przyzna, że Mein Kampf , te wypociny Hitlera, to jedna z najbardziej przerażających książek...

Żłobek i prawicowiec

Jan Szyszko, prominentny PiS-owiec, były już (na szczęście) minister niszczenia środowiska – odpowiedzialny za trwającą nadal rzeź lasów, z Puszczą Białowieską na czele – wypowiedział się na temat polityki prorodzinnej. Stwierdził chociażby, że „nie trzeba pomagać w sposób sztuczny w budowie żłobków, przedszkoli i tych innych rzeczy. To są sprawy chwilowe, jako spuścizna po poprzednim systemie i po PO” (źródło cytatu: https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/jan-szyszko-o-zlobkach-spuscizna-po-systemie-komunistycznym-i-po,975426.html ). Zdaniem tegoż politykiera (politykiem nazwać się go nie da), wychowaniem dzieci zajmować się powinny rodziny – konkretnie matki, bo przecież nie ojcowie – a nie żadne zewnętrzne instytucje. Apeluje on też, by ludzie się mnożyli, a każda rodzina miała co najmniej czworo dzieci. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, iż wypowiedź Szyszki jest na tyle durna, że szkoda jej w ogóle komentować. Niestety, jej treść jest w istocie nader groźna, toteż koment...

Arcybiskup i kobiety

Miało być o czymś pozytywnym, tzn. o proekologicznych pomysłach Lewicy… ale o tym chyba będzie jutro, bo dziś zająć się wypada tematem znacznie bardziej ponurym, a jednocześnie rozwścieczającym. Oto niejaki Jędraszewski Marek, z totalnie niejasnych przyczyn (do dziś nie mogę pojąć, dlaczego akurat jego papież Franciszek mianował na to stanowisko) metropolita krakowski, przed kilkoma dniami zwolnił z pracy trzy kobiety zatrudnione w biurze prasowym kurii. A na następny dzień kościelna (ale wątpię, by dało się ją nazwać chrześcijańską) owa instytucja krok ten uzasadniła. Otóż, panie wyleciały z pracy, bo są… niezamężne. To jednak nie wszystko. Otóż, jak się okazuje, nasze bohaterki zatrudnione były na umowach śmieciowych, czyli arcybiskup jako zatrudniający (słowo „pracodawca” w odniesieniu do kapitalisty lub przedsiębiorcy jest błędne, co niedawno uzasadniałem) zachowywał się wobec nich jak typowy dla polskiego (i nie tylko!) kapitalizmu pasożyt-wyzyskiwacz, robiący wszystko,...

Trefna pomoc

Zbliżają się wybory do Europarlamentu i polskiego parlamentu, toteż Bezprawie i Niesprawiedliwość – partia, a raczej mafia prawicowa, czyli służąca interesom finansjery oraz wielkiego kapitału – znów chce zmydlić obywatelom oczy, udając ugrupowanie prospołeczne. Temu i tylko temu służy najnowsza „reforma” PiS-u, polegająca na wprowadzeniu emerytury państwowej w wymiarze najniższej emerytury krajowej (nieco ponad 1000 zł brutto) dla matek, które wychowały co najmniej czwórkę dzieci, a w tym celu albo całkiem zrezygnowały z pracy zarobkowej, albo pracowały zbyt krótko, by uskładać potrzebny kapitał na emeryturę. Pozornie jest to rozwiązanie niegłupie. Nie oszukujmy się, trud kobiety wychowującej dzieci (lub dziecko) zasługuje na uznanie, a rodzicielstwo – na pomoc ze strony państwa. Warto też w końcu zauważyć, że gospodarstwo domowej jest właśnie GOSPODARSTWEM. Państwo powinno również wspierać (tak, w tym celu potrzebne jest obłożenie najbogatszych obywateli wyższymi podatkami, bo...

Ułatwić życie sadystom

Nowy rok się nam zaczął i od razu mamy złe wiadomości. Skrajnie konserwatywna (czyli pod względem intelektualnym tkwiąca w głębokiej i ciemnej jaskini) władza Bezprawia i Niesprawiedliwości chce zafundować części obywateli – a zwłaszcza obywatelek – (k)raju nad Wisłą nowy koszmar. Oto Ministerstwo Rodziny (aczkolwiek w tym kontekście nazwa ta brzmi tyleż szyderczo, co niesmacznie), Pracy i Polityki Społecznej przygotowało projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Z miejsca wzburzył on środowiska feministyczne i grono co światlejszych obywateli; wzburzenie to, jak najbardziej słuszne, można obserwować chociażby na łamach portali społecznościowych, a i niniejsza notka jest jego wyrazem. Proponowane bowiem przez rząd zmiany wyglądają jak wyjęte ze snu psychopaty i sadysty, a już na pewno posłużą właśnie psychopatom i sadystom znęcającym się nad swoimi familiami i zmieniającym życie najbliższych osób w piekło na ziemi. Mianowicie, z definicji przemocy...