Zdrowie i propaganda

W ostatnich dniach media mówią o zbiórce influencera Łatwoganga, któremu udało się dzięki internetowemu streamowi zebrać milionową kwotę na leczenie dzieci chorych na raka. Do akcji przyłączyli się, jak to zwykle w podobnych sytuacjach bywa, ludzie kultury i sztuki, sportu, a także celebryci, nie wspominając o tzw. zwykłych zjadaczach chleba. W każdym razie, inicjatywa owa oddolna zakończyła się wielkim sukcesem.

I bardzo dobrze. Tego typu akcje są naprawdę potrzebne. Super, że ludzie w Polsce potrafią się organizować wokół spraw tak ważnych, jak walka o zdrowie, w tym zdrowie najmłodszych. Godne to podziwu i wielkiego szacunku.

Jak i zawsze, obok w pełni zasłużonych wyrazów uznania pojawiło się wylewanie pomyj na organizatorów akcji. Oczywiście tym nie będziemy się tu zajmowali; szkoda czasu, nerwów i zjedzonego posiłku. Złym ludziom dobro nie pasuje nigdy.

Warto wszakże skupić się na refleksji, która – jak zwykle, kiedy mówi się o szeroko pojętej działalności charytatywnej – pojawiła się i w tym przypadku, zwłaszcza wśród środowisk lewicowych oraz niektórych liberalnych (tych mądrzejszych). Chodzi tu nie o krytykę tej akcji (i wszelkich jej podobnych), bo są to glosy pochwalne, lecz o przypomnienie, że nic nie zastąpi systemu państwowego.

Kwota zebrana dzięki streamowi Łatwoganga rzeczywiście robi wrażenie i jestem przekonany, że zostanie należycie spożytkowana. Niemniej, w porównaniu z dziennymi wydatkami – a także, niestety, deficytem – Narodowego Funduszu Zdrowia jest bardzo niewielka; identycznie zresztą rzecz ma się ze środkami corocznie pozyskiwanymi przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Oczywiście, wspaniale, że pieniądze te są zbierane i faktycznie wydawane na pomaganie ludziom (inaczej, niż to bywa z forsą pozyskiwaną przez pewnego toruńskiego kapitalistę, tego w sutannie). Ale sama działalność charytatywna nie zmieniłaby nic w dziedzinie opieki zdrowotnej w Polsce. Mówiąc krótko, bez państwa datki ze strony już to milionerów, już to zwyczajnych pracowników nie pokryłyby nawet jednej tysięcznej niezbędnych wydatków. Tak się rzeczy mają, że za polityką społeczną, w tym zdrowotną, stać musi państwo i instytucje państwowe, w przypadku (k)raju nad Wisłą – NFZ.

No i właśnie. Jak wiemy, mamy składkowy model finansowania publicznej opieki zdrowotnej. A ten, o czym niejednokrotnie pisałem, jest drogi (zwłaszcza dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą – do czego często zmuszane są przez zatrudniających ich kapitalistycznych wyzyskiwaczy – czy pracujących na śmieciówkach) oraz niewydolny. Pieniędzy w systemie ciągle brakuje już to dlatego, że najbogatsi kapitaliści skutecznie wymigują się od płacenia składek na ubezpieczenie zdrowotne, przerzucając to na pracowników wywalanych na śmieciówki albo zmuszanych do zakładania mikro-firm, już to dlatego, że sporą część wydatków pochłania zła wycena procedur medycznych (upraszczając, płaci się za leczenie, a nie wyleczenie pacjenta), już to często-gęsto absurdalnie wysokie wynagrodzenia lekarzy na kontraktach (przy czym nie uważam, że lekarze powinni zarabiać mało; owszem, niech mają wysokie zarobki, ale chodzi po prostu o to, by uniknąć rażących dysproporcji z innymi pracownikami medycznymi tudzież właśnie obciążenia dla systemu), już to inne przyczyny. No to mamy zadłużone szpitale, poodkładane na nie wiadomo kiedy zabiegi ratujące życie, ciągnące się w nieskończoność kolejki do specjalistów…

I tego żadna działalność charytatywna nie zmieni, ponieważ zmienić nie jest w stanie. Może wspomóc placówki medyczne sprzętem, może przelać środki na określone procedury medyczne lub wsparcie dla określonej grupy pacjentów, i tyle.

Niezbędna jest gruntowna reforma całego systemu, przede wszystkim – jak to proponuje Lewica – zastąpienie modelu składkowego podatkowym (publiczna opieka zdrowotna finansowana byłaby z podatku dochodowego, który płaca także najbogatsi burżuje), wprowadzenie akcyzy zdrowotnej na niektóre produkty czy wykoszenie zbyt wysokich kontraktów.

I tu jest kolejny problem, w postaci kapitalistycznej propagandy szerzonej przez media. Oto, kiedy taka czy inna akcja charytatywna odnosi wielki sukces, przemycana jest myśl, że właśnie o takie działania cały system się opiera (choć, jak wspomniałem, pochodzi z nich jedno mikroskopijny ułamek środków wydawanych w publicznej opiece zdrowotnej), w związku z czym reforma systemowa jest zbędna, a taka, co zmusiłaby burżujstwo do płacenia podatków, byłaby wręcz „szkodliwa”.

Nie dajmy się ogłupić. Pomagajmy, jeśli chcemy i możemy, lecz nie powinniśmy zapominać, że bez sprawnie funkcjonującej państwowej opieki zdrowotnej cały system by się rozwalił. A żeby w Polsce funkcjonowała ona sprawnie, musi zostać zreformowana.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić