Zaharowani medycy

Czy lekarz może być radnym? Ano, może. I tak, pewien radny dzielnicy Ursus (w Warszawie oczywiście) jednocześnie jest zarazem lekarzem Warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR). Jest w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Należał do KO, ale wystąpił z niej; dymisja została przyjęta. A zrobił to, ponieważ rozszedł się wokół niego smrodek.

Otóż, okazało się, że rzeczony lekarz-radny w roku 2025 z działalności medycznej uzyskał dochód w wysokości 1,6 mln zł. Czy to źle, nie rozstrzygam; osobiście uważam, że lekarze powinni sporo zarabiać, zawód ten wiąże się wszak z ratowaniem ludzi oraz wymaga naprawdę znaczących kompetencji, ale ich zarobki nie powinny stać w rażącej dysproporcji z płacami np. pielęgniarek czy ratowników medycznych. To wszelako nie wszystko, bowiem dziennikarze Kanału Zero wykryli, iż nasz dzisiejszy bohater w samym tylko Szpitalu Południowym w ubiegłym roku przepracować miał 3976 godzin, czyli średnio miesięcznie 331 godzin (uwzględniając niedziele i święta), a dziennie – prawie jedenaście. Miał też pracować po trzy doby z rzędu, bez przerwy. Przodownik pracy? No, i tu właśnie robi się ślisko, okazało się bowiem, że facet pojawiał się w kilku miejscach jednocześnie. W czasie, kiedy niby to pracował w szpitalu, pełnił swoje funkcje radnego, czasami także występował w mediach. I stąd właśnie wzięła się afera.

To, jak uczciwie – a raczej nieuczciwie – człowiek ten podchodził do swoich medycznych obowiązków, ocenić powinny odpowiednie organa. Mnie bardziej martwi nieco głębsza warstwa dna tej sprawy.

Otóż, podkreślić trzeba, że tu chodzi o LEKARZA. Z racji wykonywanego zawodu odpowiedzialnego za ratowanie ludzkiego zdrowia i życia. Gdyby facet rzeczywiście harował tyle, ile miał zapisane w grafiku, oznaczałoby to, iż funkcjonował na granicy przepracowania. Robota trzy pełne doby pod rząd rodzi zagrożenie dla życia wykonującej ją osoby (były przypadki zgonów po czymś takim, i to nie w medycynie, lecz pracy biurowej), jak też, w przypadku medyka, jej pacjentów. Przemęczenie osłabia siły fizyczne i koncentrację, toteż lekarz może podać choremu zły lek lub niewłaściwą jego dawkę, popełnić błąd przy zabiegu… Konsekwencje bywają fatalne.

A nie oszukujmy się, w Polsce przedstawiciele zawodów medycznych są przepracowani. Lekarze pełnią dyżury w iluś tam placówkach publicznej opieki zdrowotnej, nadto część z nich dorabia sobie prywatnie; miejsca ich pracy częstokroć znajdują się w znacznej odległości od siebie, a przecież dojazdy takoż pochłaniają czas i siły. Ratownicy medyczni też zasuwają zbyt długo; a jest to naprawdę ciężka i odpowiedzialna praca. Podobnie pielęgniarki czy położne. Nadmiar pracy odbija się negatywnie na zdrowiu i kondycji tych ludzi, jak również na zdrowiu oraz kondycji pacjentów.

Patologia ta (bo z patologią właśnie mamy do czynienia, nie oszukujmy się) rozpleniła się w Polsce za nie-rządów Bezprawia i Niesprawiedliwości. A wynika nie tylko z braku właściwych uregulowań prawnych (skoro na przykład kierowcy tirów mają ściśle regulowany czas pracy – z uwagi oczywiście na bezpieczeństwo ich samych tudzież innych uczestników ruchu drogowego – dlaczego nie miałoby być tak samo z osobami wykonującymi zawody medyczne?), ale też z tego faktu, iż w Polsce takich pracowników jest… za mało. Osoby kończące kierunki medyczne (lekarze, pielęgniarki, itd.) często-gęsto zaraz po szkole czy studiach wyjeżdżają za granicę, na Zachód, gdzie zarabiają znacznie więcej przy mniejszych nakładach pracy. Przez co dramatycznie brakuje lekarzy, zwłaszcza określonych specjalizacji, więc ci, co są, harować muszą na kilku etatach. Pielęgniarkom trzeba sztucznie wydłużać czas pracy, podobnie ratownikom medycznym – także z powodu braków kadrowych.

Sposobem na to są oczywiście wyższe zarobki, które zatrzymałyby medyków w (k)raju nad Wisłą. Aby je zapewnić, trzeba koniecznie zmienić model finansowania publicznego systemu opieki zdrowotnej z obecnego składkowego, który jest bardzo niewydolny i zbyt obciążający dla osób obywatelskich, na znacznie bardziej wydajny i tańszy podatkowy. Proponuje to parlamentarna Lewica, i oby pozostałe ugrupowania nie stanęły okoniem (choć tego właśnie należy się spodziewać).

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Krócej, zdrowiej, wydajniej