Więcej na naukę
Więcej pieniędzy oczywiście. Ale po kolei.
Przedwczoraj w Warszawie odbyły się demonstracje, osoby uczestniczące w których domagały się przeznaczania większych środków na polską naukę. Konkretnie 3 proc. PKB. Czy tyle by wystarczyło, przyznam szczerze, nie wiem; podejrzewam, iż jest to absolutne minimum. Tak czy owak, sektor ten zalicza się do tych, które w (k)raju nad Wisłą są drastycznie niedofinansowane. Na czym cierpią nie tylko zarobki naukowców i pracowników uczelni, ale też przeprowadzane jest mniej badań, niż mogłoby, rozwój technologiczny Polski również postępuje w tempie spowolnionym (a takie na przykład satelity dobitnie świadczą, na co nas stać – tylko więcej pieniędzy potrzeba). Co najwyżej składamy cudze technologie, zamiast kreować własne. A polscy naukowcy robią kariery na zagranicznych uczelniach (drenaż mózgów).
Nie oszukujmy się, sektor naukowy znajdował się i nadal znajduje poza zainteresowaniem solidaruchów, jacy dopchali się do władzy w 1989 roku, oszukawszy społeczeństwo za amerykańskie, watykańskie tudzież mafijne pieniądze. Albo mieli oni (przepraszam, wciąż mają) rozwój nauki i technologii w głębokim poważaniu, albo zamierzali sferę tę upolitycznić i nasycić treściami nacjonalistycznymi oraz klerykalnymi (przykładem walenie środków na religioznawstwo i technologię, nie zaś na dziedziny faktycznie przekładające się na progres gospodarczy państwa); działo się tak chociażby, kiedy za naukę i edukację (???) odpowiadał hitlerowski PiS-owiec o nazwie Czarnek Przemysław.
Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest fakt, że solidaruchy to prawicowcy, toteż wielu z nich (nie wszyscy, bo o takim Jerzym Buzku nie da się tego powiedzieć) nurza się w ciemnocie oraz nie rozumie znaczenia nauki i technologii; znajdują się one (podobnie zresztą jak kultura i sztuka) poza zasięgiem ich pojmowania. A co do nieco bardziej światłych przedstawicieli klerykalnej prawicy postsolidarnościowej… cóż, to nadal polska prawica, zatem przedstawiciele interesów wielkiego kapitału, głównie zagranicznego, któremu sprzedano naszą gospodarkę na początku lat 90. ubiegłego stulecia. A przecież światowym koncernom i korporacjom na rozwoju naukowo-technologicznym skolonizowanych państw peryferyjnych i pół-peryferyjnych – takich właśnie jak Polska – nie zależy, byłoby to bowiem wspieranie konkurencji. Realizując te właśnie kapitalistyczne interesy, solidaruchy przeznaczają na polską naukę najniższe kwoty, jakie tylko mogą, czyli zdecydowanie za małe. Jest to zdecydowanie wbrew naszej racji stanu, ale nie zapominajmy, że prawica nigdy nie działała na rzecz Polski, a wręcz przeciwnie.
No i jasnym jest, że solidaruchy wolą publiczne pieniądze zachachmęcić dla siebie…
Tymczasem większe środki na naukę i technologię są niezbędne, jeśli Polska ma nie być ciemnogrodem i odbiorcą CUDZYCH wyrobów technologicznych. Powiedzmy sobie wprost – przeznaczenie 3 proc. PKB (a najlepiej, jak sądzę, więcej) na naukę przełoży się wielce pozytywnie na rozwój gospodarczy (k)raju nad Wisłą, na powstawanie nowych miejsc pracy, wyższe zarobki, czyli na BOGACENIE SIĘ SPOŁECZEŃSTWA.
No, chyba, że mamy być biedakami modlącymi się do Bozi i żałosne zarobione grosze przeznaczającymi na kler…
Komentarze
Prześlij komentarz