Pasożyt w kosmosie
NASA, po wielu latach przerwy, szykuje się do kolejnych misji na Księżyc. Tym razem nie będą one nosiły kryptonimu Apollo, lecz Artemis (Artemida). Imię niby lotne, ale nie wiadomo, jak to z tymi lotami będzie. A to z kliku powodów.
Pierwszy, testowy i bezzałogowy start, Artemis I, już się odbył, w roku 2022. Zakończył się sukcesem. W najbliższych tygodniach wyruszyć ma w przestrzeń kosmiczną misja Artemis II, tym razem załogowa. Amerykańscy astronauci nie wylądują wprawdzie na Księżycu, lecz znajdą się w przestrzeni wokół niego, na dystansie większym od Ziemi, niż dotychczas człowiek dotarł. Celem jest m.in. sprawdzenie, jak taki lot wpłynie na ich zdrowie. Problem w tym, że rakieta, która ma ich wynieść w kosmos, boryka się z… wyciekami rozlicznych płynów. Cóż, nikt nie powiedział, że amerykańska technologia jest dobra i solidna. Termin startu jest więc na razie nieznany.
W każdym razie, kolejne etapy Artemis obejmują między innymi budowę stacji orbitalnej, oczywiście na orbicie Księżyca. I tu pojawia się jeszcze większy problem niż nieszczelne przewody w rakiecie, które są, jak sądzę, do naprawienia. A jest nim to, że w tej misji, Artemis III, udział ma brać prywatna firma SpaceX. Należąca do Elona Muska, jednego z najbogatszych kapitalistycznych pasożytów na świecie. Tak, tego, co wzbogacił się na niewolniczej pracy robotników w południowoafrykańskich kopalniach diamentów. Tak, tego od Tesli. Tak, tego od X (dawnego Twittera), czyli portalu społecznościowego, jaki pod rządami Muska stał się faszystowskim ściekiem. Tak, tego, co pomógł wygrać wybory Trumpowi, a potem się pokłócili. Tak, tego, co jest zwyczajnym idiotą, robiącym show. Niedawno jeszcze snuł kompletnie oderwane od rzeczywistości wizje o podboju Marsa; teraz, jak widać, przerzucił się na Księżyc.
SpaceX zawarła wielomiliardowy kontrakt z NASA (pokonując inne prywatne firmy, nie wiadomo, czy uczciwie)… i zapewne to był poważny błąd owej agencji. Już teraz bowiem wiadomo, iż przedsiębiorstwo Muska nie ma najmniejszych szans dotrzymać terminów. Artemis III odsuwa się więc w przyszłość… coraz bardziej nieokreśloną. Poza tym, firma owa pod względem technologicznym do zbyt solidnych, delikatnie rzecz ujmując, nie należy. Owszem, pierwsze kroki w stronę eksploracji przestrzeni kosmicznej poczyniła, ale tak naprawdę bazowała na tym, co wygrzebała ze złomowiska NASA, no i korzystała z pomocy owej agencji; prywatny kapitał nie jest w stanie poradzić sobie bez wsparcia instytucji publicznej/państwowej. Nie obyło się też bez poważnych wtop, takich jak awarie czy katastrofy pojazdów.
Zresztą, samochody marki Tesla też znane są z wysokiej awaryjności, niskiej jakości i tego, że lubią rozpaść się zaraz po wyjechaniu z salonu.
No, ale właśnie SpaceX ma uczestniczyć w budowie bazy orbitalnej. Czy cokolwiek z tego wyjdzie? Cóż, możliwe, że nic. Tak naprawdę, fiasko wydaje się bardziej niż prawdopodobne. To znaczy, fiasko misji kosmicznej, gdyż z kapitalistycznego punktu widzenia nic złego się nie stało, a wręcz przeciwnie.
Oto publiczne pieniądze przelewane są do prywatnej kieszeni (czy raczej na prywatne konto). Innymi słowy, Elon ma zysk. A ten jest mu bardzo potrzebny, skoro X (dawny Twitter) już tak dochodowy nie jest, a sprzedaż Tesli znacząco spadła wskutek tymczasowego sojuszu Muska z Trumpem (w ogóle auta elektryczne są coraz mniej popularne). No to trzeba znaleźć nowe źródło finansowania luksusów. Dlaczego nie miałaby nim być NASA i jej programy kosmiczne?
Toteż do fortuny pasożyta dołoży się amerykański podatnik.
Tymczasem Chińczycy przygotowują się na serio do założenia bazy na Księżycu. Budować ją mają roboty.
Komentarze
Prześlij komentarz