Depresja w kapitalizmie
Depresja jest jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych współczesnego świata. W Polsce zmaga się z nią około 1,2 mln osób, a są szacunki mówiące nawet o dwóch milionach. Dysfunkcja ta może skutkować utratą zdolności do normalnego funkcjonowania, nierzadko prowadzi do śmierci. Jej przyczyn jest wiele, do najważniejszych zaliczają się patologie kapitalizmu.
Brak sił na cokolwiek, chociażby na to, żeby zwlec się z łóżka. Nieustający smutek, apatia, anhedonia (niezdolność do odczuwania radości, zadowolenia). Poczucie bezsensu. Postrzeganie wszystkiego w czarnych barwach. Myśli samobójcze. To tylko wybrane objawy depresji, jednej z najpowszechniejszych oraz najgroźniejszych dysfunkcji zdrowia psychicznego, plagi współczesnego świata. Jeżeli symptomy takie utrzymują się przez dwa tygodnie lub dłużej, należy bezwzględnie szukać pomocy medycznej. Bez terapii psychiatrycznej i psychologicznej nie da się bowiem wyjść z depresji. Nie jest ona też chwilowym dołkiem, pogorszeniem nastroju, lecz śmiertelną chorobą, zaliczającą się do najczęstszych przyczyn zgonów w skali świata. W Polsce również zbiera tragiczne żniwo. Narażony na nią jest dosłownie każdy, niezależnie od wieku, płci oraz przynależności klasowej czy statusu materialnego.
Jej przyczyn jest wiele – od genetycznych, poprzez osobiste (nieszczęścia typu rozpad związku, utrata kogoś bliskiego czy jakieś tragiczne przeżycia), po systemowe. Tak, dysfunkcja ta często czerpie ze źródła, jakim jest kapitalizm i jego patologie.
Zacznijmy od tego, że trudno egzystować na kapitalistycznym rynku pracy i nie zetknąć się z bezrobociem. Nie zawsze przecież da się znaleźć pracę od razu po ukończeniu szkoły czy studiów, często wymaga to czasu. W każdej chwili można też stracić zatrudnienie, zwłaszcza, jeśli pracuje się w oparciu o umowę śmieciową, względnie zatrudniający uznał, że pracownik jest zbyt stary na dane stanowisko. Bezrobocie – zwłaszcza długotrwałe – czy wręcz samo jego ryzyko jest czynnikiem niebywale destrukcyjnym dla zdrowia psychicznego. Prowadzi przecież do biedy, utraty środków do życia, co samo w sobie niszczy psychikę – z powodu chociażby chronicznego stresu, lęku, obaw o jutro – i może powodować załamania, a w konsekwencji depresję. Jednostka niemająca pracy, szczególnie przez dłuższy czas, styka się przy tym ze społecznym ostracyzmem jako „nierób”, co negatywnie oddziałuje na stan psychiki, przyczyniając się do spadku poczucia własnej wartości. Samo poszukiwanie zatrudnienia może prowadzić do psychicznego wyczerpania oraz wypalenia, zwłaszcza, kiedy odpowiedzią na dziesiątki lub setki wysyłanych CV jest milczenie, czy też rekrutacja kończy się na odbyciu rozmowy kwalifikacyjnej. Osoby bezrobotne są więc ogromnie narażone na popadnięcie w depresję, głównie te, które padły ofiarami długotrwałego braku zatrudnienia.
Czynnikiem ryzyka często bywa także sama praca, w kapitalizmie nader często sprowadzająca się do eksploatacji wykonującego ją człowieka, jak także konieczność zmuszająca do brania roboty, jaka się trafi, nawet szkodliwej. Jedną z cech charakterystycznych tego systemu społeczno-ekonomicznego jest przymus ekonomiczny, czyli uwarunkowanie, które zmusza człowieka do podjęcia zatrudnienia, nawet pierwszego-lepszego. Jednostka często więc pracuje poniżej swoich realnych kwalifikacji, w zawodzie niezgodnym z pasjami czy uzdolnieniami, co rodzi frustrację, poczucie bezsensu oraz beznadziei i, tak, może skutkować depresją. Podobnie rzecz się ma z niestabilnym, śmieciowym zatrudnieniem, które przekłada się na nadmierny, chroniczny stres wynikający z niepewności bytowej oraz przemęczenie – zwłaszcza w sytuacji, kiedy szef wymaga harowania po kilkanaście godzin na dobę, siedem dni w tygodniu i nie chce słyszeć o czymś takim jak urlop. Na to nakłada się presja wewnętrzna, ukształtowana przez propagandę i wdrożona w umysł już w wieku szkolnym, zmuszająca do maksymalnej produktywności, wydajności oraz nieustannego wysiłku – tzw. kult zapierdolu. Stąd wycieńczenie fizyczne, które negatywnie odbija się na stanie psychiki; osoba przepracowana łatwo nabawia się różnych dysfunkcji, z depresją włącznie. Tym bardziej, że w kapitalizmie harowanie ponad siły nie zawsze przekłada się na godne zarobki. Gospodarka państwa pół-peryferyjnego, jakim jest Polska, opiera się wszak na TANIEJ sile roboczej, co oznacza, że wynagrodzenie, niezależnie od włożonego w pracę wysiłku i poświęconego jej czasu, nader często okazuje się zdecydowanie niższe od oczekiwań, co gorsza zaś, niewystarczające na pokrycie rosnących szybko kosztów utrzymania – szczególnie, jeśli ma się rodzinę. To oczywiście także rodzi stres, lęk i w dłuższej perspektywie może przyczynić się do depresji.
Źródłem tej dysfunkcji bywają niepowodzenia w życiu osobistym… a nie oszukujmy się, część z nich wynika z systemowych patologii. Tak zwany elastyczny czas pracy, powszechny w polskim kapitalizmie, oznacza po prostu, że pracownik praktycznie nie ma wolnych chwil, musi być na każde zawołanie, przebywać stale pod telefonem, nieustająco wyrabiać nadgodziny (dalece nie zawsze płatne). Bardzo łatwo może to doprowadzić do rozpadu związku czy rodziny lub uniemożliwić nawiązanie trwałych relacji. Konsekwencją jest oczywiście samotność, a wraz z nią poczucie bezsensu życia. Stąd już prosta droga do depresji.
Czynnikiem ryzyka jest też typowy dla kapitalizmu konsumpcjonizm. System nie tyle skłania, ile wręcz zmusza do ciągłych zakupów, posiadania, konsumowania. Jeśli czegoś się nie ma, propagandowy przekaz (z reguły podprogowy) sprawia, że człowiek czuje się gorszy, niedowartościowany. A przecież wielu sztucznie wykreowanych, np. przez reklamy, potrzeb nie jest w stanie zaspokoić z powodu zbyt niskich zarobków. W dłuższej perspektywie wywołana tym frustracja także przełożyć się może na depresję. Stąd częste samobójstwa w okresie bożonarodzeniowym, kiedy królują reklamy ukazujące uśmiechniętą rodzinkę zajętą rozpakowywaniem nabytych prezentów… na które nie wszyscy mogą sobie pozwolić.
Aby zrealizować narzucone dążenia i zbudować wymagany przez system stan posiadania, trzeba nieraz zaciągnąć kredyt lub pożyczkę – reklamy niby-korzystnych ofert są powszechne. W niektórych sytuacjach innego wyjścia nie ma, zwłaszcza, kiedy chce się mieć dach nad głową. Zadłużając się, łatwo jest popaść w kłopoty finansowe, konsekwencje których są destrukcyjne dla zdrowia psychicznego. Depresja nimi wywołana z łatwością poskutkować może nawet samobójstwem.
Nie należy zapominać, że Polska jest państwem, gdzie polityka społeczna pozostaje nader ograniczona, a to z uwagi na neoliberalną/neokonserwatywną doktrynę gospodarczą, uskutecznianą od przełomu lat 80. i 90. XX wieku. Osoba w trudnej sytuacji bytowej dalece nie zawsze uzyskuje więc od państwa czy samorządu niezbędną pomoc. Aktywizacja zawodowa w Urzędach Pracy to fikcja, zasiłki są skąpe i trudno dostępne, nieliczne świadczenia socjalne typu 800 Plus z reguły nie wystarczają na pokrycie podstawowych potrzeb. Samo staranie się o wsparcie jest uciążliwe, upokarzające oraz frustrujące. W istocie mamy państwo, które za biedę karze, zamiast pomagać z niej wyjść. Co oczywiście sprawia, że przybywa czynników ryzyka zachorowania na depresję.
Podsumowując, kapitalizm, zwłaszcza w neoliberalnym/neokonserwatywnym wydaniu, jakie mamy w Polsce, w połączeniu z nieskuteczną, mizerną polityką społeczną, bardzo często przyczynia się do nabawiania się tej dysfunkcji zdrowia psychicznego. Jest to system dosłownie zabójczy. Gdyby nie on, przypadków depresji i spowodowanych nią zgonów zapewne byłoby znacznie mniej.
Komentarze
Prześlij komentarz