Dowody na nieistnienie

Jeszcze niedawno byłem wierzącym katolikiem, i to nawet pomimo faktu, że Kościół katolicki coraz mniej mi się podobał, aż dokonałem apostazji (z czego się bardzo cieszę, i co serdecznie polecam). W każdym razie, nie kwestionowałem istnienia Boga, sądziłem też, że czuwa nade mną.

Dziś jednak wiem, że on nie istnieje, jest tylko mitem, wymysłem, stworzonym przez ludzi w różnych celach. A oto kilka wybranych dowodów.

Pierwszym jest, rzecz jasna, kapitalizm (podobnie jak wcześniejsze systemy społeczno-ekonomiczne, oparte na prywatnej własności środków produkcji). Bóg, gdyby istniał, z pewnością nie pozwoliłby na powstanie tak skrajnie niesprawiedliwego systemu, w którym garstka posiadaczy (mniej niż 1 proc. ludzkości!!!) bogaci się na pracy całych rzesz, pracowników nie stać na utrzymanie, wielu ludzi umiera z głodu, a planeta jest rabunkowo eksploatowana i niszczona. Systemu, który niszczy zdrowie oraz jakże często odbiera życie. Systemu wypranego ze wszystkiego, co dobre.

Nieistnienia Boga dowodzą również nazizm, faszyzm tudzież inne dyktatury, prześladowania polityczne, łamanie praw człowieka, terroryzm (w tym państwowy) i tym podobne patologie. To kolejne tragedie, do których by nie doszło, gdyby Wszechmocny istniał i czuwał nad tym światem.

Oczywiście kolejnym dowodem na jego nieistnienie są wszystkie wojny, jakie dotknęły oraz dotykają ludzkość, ludobójstwa (w tym Holocaust czy obecna rzeź w Strefie Gazy), czystki etniczne, pogromy i wszelkie inne masowe zbrodnie. Tę na granicy polsko-białoruskiej wliczając. To zło jest chyba najbardziej przekonującym dowodem na to, że Boga nie ma. Wydaje się bowiem niemożliwe, że gdyby był, mógłby pozwolić na to, aby ludzie się masowo mordowali, niekiedy wręcz na skalę przemysłową, jak to się działo w nazistowskich obozach zagłady, albo dzieje się teraz w okupowanej Palestynie. Nie pozwoliłby na to, że zabijani są nie tylko żołnierze na wojnach, ale bezbronni cywile, w tym kobiety i dzieci, i to w sposób wyjątkowo sadystyczny.

To zaś prowadzi nas do kolejnego dowodu, którym jest istnienie zbrodniarzy, sam fakt, że przyszli na świat. Chodzi tu zarówno o polityków-ludobójców, takich jak Hitler, Mussolini, Franco, Netanjahu, Trump, Balcerowicz (polityk i ekonomista w jednym, jakkolwiek marny) czy wielu innych, wykonujących ich rozkazy zwyroli w mundurach (żołnierze, policjanci, gestapowcy, ICE, SS, polska Straż Graniczna ze wschodniej rubieży, itd.), ale też o gwałcicieli (tych w sutannach wliczając), bandytów, złodziei (z administracji mieszkaniowej na przykład), morderców, prokuratorów… Słowem, każdego, kto czyni zło, czy to w wymiarze masowym, czy jednostkowym. Gdyby Bóg istniał, albo nie dopuściłby do narodzenia takich potworów, albo sprawiłby, że nie byliby oni potworami, czyli nie pozwoliłby im kogokolwiek skrzywdzić.

Do tego dochodzą wszelkie nieszczęścia, jakie spadają na człowieka: choroby – w tym śmiertelne, takie jak rak lub depresja – wypadki, katastrofy naturalne, utrata bliskich i inne. Nazywamy je czynnikami losowymi, pechem, tragediami… Z reguły dotykają one przypadkowych, zupełnie niewinnych osób, niezależnie od wieku, płci, narodowości tudzież jakichkolwiek innych czynników. Nie mają żadnej funkcji, poza niszczeniem zdrowia, pozbawianiem szczęścia, a nieraz także odbieraniem życia. Jeśliby Bóg istniał, nie dopuściłby, aby takie nader negatywne sytuacje w ogóle zachodziły. Co mu zawiniło dziecko, które urodziło się z wadą letalną i kona w straszliwych boleściach? Albo człowiek, który stracił dorobek życia, bo tornado zmiotło jego farmę ze wszystkimi zabudowaniami?

Krótko mówiąc, dowody na nieistnienie Boga sprowadzić można do tego, że na świecie jest bezmiar szeroko pojętego zła. Tak, wiem, nie ja pierwszy doszedłem do tego wniosku. I z pewnością nie ostatni.

Oczywiście osoby wierzące – mowa o ludziach faktycznie głęboko wierzących, uduchowionych i analizujących swoją wiarę, nie o fanatykach tudzież pustych dewotach – starają się uzasadnić istnienie zła bożą wolą, tym, że testuje on ludzkość, a w życiu wiecznym wynagrodzi wszelkie cierpienia, itd. Mają ku temu prawo, a tego typu rozważania – te pogłębione intelektualnie – bywają nader interesujące; przykładowo, wysłuchałem kiedyś tego, jak ocenić zbrodnie nazistowskie w Auschwitz-Birkenau na postawie Księgi Hioba, w której Bóg i szatan zsyłają na tytułowego bohatera masę tragedii.

Nie zmienia to faktu, że dla mnie zło jest dowodem na to, że Boga nie ma. W tym i zło, którego sam doświadczyłem, od administracji mieszkaniowej chociażby.

Zresztą, patrząc na to, co dzieje się w Strefie Gazy, Libanie, Syrii, Iranie, Ukrainie, Etiopii i wielu innych miejscach świata, gdzie ludzie giną masowo, wiedząc o głodzie, kapitalizmie tudzież wyzysku, obserwując poczynania zwyrodniałych dyktatorów czy zbrodniczych ekonomistów, bluźnierstwem byłoby posądzanie Boga o istnienie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić