Przejęcie

Ojoj, oj! No to się porobiło! Netflix przejmuje Warner Bros., czyli globalny, acz oczywiście z USA rodem, koncern medialno-kulturowy, w skład którego wchodzą liczne wytwórnie filmowe, kanały telewizyjne z HBO na czele tudzież platformy streamingowe. Mówiąc krótko, powstanie iście gigantyczny ogólnoświatowy konglomerat medialny.

Liczni komentatorzy grzmią, że będzie to oznaczało „dyktaturę Netflixa”… a nie wszyscy lubią tę platformę, bowiem produkowane na jej użytek filmy i seriale często zawierają treści postępowe, lewicowe i demokratyczne. Sam Netflix w mailach wysyłanych do swych użytkowników zapowiada, że na ten moment nie zmieni się nic, on i studia Warnera działały będą jak dotychczas, niezależnie od siebie, tyle, że stanowiły będą jedną grupę kapitałową.

Zauważyć trzeba, iż takie przejęcia w kapitalizmie nie stanowią niczego dziwnego; są zupełnie naturalną cechą owego systemu i występują na różnych rynkach, nie tylko medialnym, rozrywkowym czy kulturowym. Świetnie widać to chociażby w motoryzacji; bardzo jaskrawym przykładem jest superkoncern Stellantis, zrzeszający takie koncerny, jak: Fiat, Chrysler, PSA (Peugeot, Citroen, Opel) i jeszcze powiązany z chińskim Leapmotor. Podobnie funkcjonują południowokoreańskie czebole, czyli rodzinne konglomeraty biznesowe, do których należą różne spółki działające na rynku motoryzacyjnym, elektronicznym, budowlanym, finansowym, przemysłu ciężkiego, itd., pod wspólnym nadzorem, najczęściej powiązane wzajemnym posiadaniem akcji i kontrolowane przez założycielską rodzinę/klan; najsłynniejsze przykłady to Samsung, LG czy Hyundai. Z kolei Amazon to już nie tylko magazyny i logistyka, ale też chociażby produkcja filmowa. Do Disneya należą takie wytwórnie filmowe jak 20th Century Fox, Lucasfilm czy komiksowe wydawnictwo Marvel (którego główny konkurent, DC, powiązany jest kapitałowo z Warner Bros.). I tak dalej…

Dlaczego tak się dzieje, skąd się biorą takie kapitalistyczne giganty? Ano, z tej prostej przyczyny, że dobrze jest być wielkim. Małe jest piękne, ale na rynku przegrywa konkurencję. Ogromne konglomeraty biznesowe radzą sobie po prostu znacznie lepiej niż małe czy średnie przedsiębiorstwa, łatwiej jest im radzić sobie z konkurencją, nadto, prowadząc działalność na danym rynku, mogą zaoszczędzić, chociażby dzieląc technologie. Zachodzi też minimalizacja ryzyka finansowego. Innymi słowy, taki rozrost sprzyja kapitalistom w zbijaniu niezmierzonych fortun. Mają przy tym więcej środków na inwestycje.

Istnienie gigantów kapitałowych wynika również z samej logiki systemu kapitalistycznego. Otóż, jak wiemy, bazuje on między innymi na konkurencji. A konkuruje się z kimś po to, żeby go pokonać. Co w realiach kapitalizmu oznacza albo doprowadzenie do bankructwa i usunięcie z rynku, albo wchłonięcie i przyłączenie do własnego koncernu. Ostatecznym bowiem celem jest powstanie monopolu na danym rynku bądź rynkach. Lub przynajmniej oligopolu; na razie właśnie on istnieje, aczkolwiek wchodzący w jego skład gracze przejmują jedni drugich, budując pozycje monopolistyczne.

Czasami takie fuzje są dobre dla poszczególnych marek. Przykładowo, gdyby Hyundai nie przejął Kii, ta koreańska firma, produkująca bestsellerowe samochody, nie przetrwałaby kryzysu tamtejszego gospodarki. Wykupienie rumuńskiej Dacii przez Renault pozwoliło jej rozwinąć skrzydła i sprzedawać swoje samochody nawet na tych rynkach, gdzie w ogóle nie było to planowane.

Czasami jednak bywa odwrotnie. Przejęcie Lucasfilmu przez Disneya poskutkowało spadkiem jakości produkcji tego pierwszego, ze Star Wars na czele.

Jak będzie z Netflixem i Warner Bros., zobaczymy. W każdym razie, ich fuzja to naturalna konsekwencja istnienia globalnego kapitalizmu. Nie zależy więc narzekać na te konkretne koncerny, lecz na system jako taki.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie