Rasizm trojański
Wielkimi krokami zbliża się premiera filmu Odyseja w reżyserii Christophera Nolana. Czyli oczywiście ekranizacji (którejś z rzędu) eposu Homera (tak przy okazji, Iliada jest lepsza z literackiego punktu widzenia). Z tej okazji niektóre wydawnictwa wypuszczają na rynek wznowienia tego dzieła. To dobrze, ale temat notki będzie, niestety, bardziej ponury.
Oto, kiedy jeszcze film był w fazie produkcji, zaczęły się ataki na niego, które im bliżej premiery, tym bardziej się nasilają. Idzie o to, że w roli Heleny Trojańskiej obsadzona została czarnoskóra aktorka Lupita Nyong'o.
Gdy ogłoszono tę decyzję obsadową, rozpętała się burza. Bo jakże to – Greczynkę (a raczej Achajkę; w czasach wojen trojańskich, bo było więcej niż jedna, Greków-Hellenów w klasycznym tego słowa znaczeniu jeszcze nie było, cywilizacja minojska miała charakter przed-helleński) miałaby zagrać kobieta o czarnej skórze?!!! Przecież powinna to być bladolica blondynka!
Oczywiście wiele z tych ataków dokonywanych jest pod hasłem „obrony prawdy historycznej”. I tu już mamy pokaźną wtopę, Helena Trojańska bowiem to postać fikcyjna, mityczna. W filmie więc jej skóra mogłaby być równie dobrze zielona czy fioletowa, tylko wyobraźnia Nolana mogłaby to określić. Jeszcze mógłbym zrozumieć te zarzuty, gdyby chodziło o kogoś, kto żył naprawdę i, z racji przynależności etnicznej czy miejsca zamieszkania, faktycznie miał skórę określonego koloru; obsadzenie ciemnoskórej aktorki w roli Anny Boleyn rzeczywiście budzić mogło pewne wątpliwości, acz i tu bardziej liczyła się poetyka niż wierność faktom.
No właśnie, film jest dziełem artystycznym, ważne jest więc coś więcej niż tylko to, co widać (będzie) na ekranie. Ponadto, nie oszukujmy się – istotniejsze od koloru skóry osoby aktorskiej są umiejętności, talent.
Za atakami na Lupitę Nyong'o kryje się więc nie żadna wierność faktom, lecz zwyczajny rasizm. Gdyby było inaczej, te same osoby, które nie trawią tej decyzji obsadowej, domagałyby się, żeby w Odysei nie pokazywać bogów i bogiń, syren, cyklopów, potworów morskich ani innych podobnych postaci; wszak wiadomo, że w rzeczywistości nigdy one nie istniały, toteż pozostają krańcowo niezgodne z faktami historycznymi.
Odstawiając na bok obrzydliwy, rasistowski aspekt sprawy, zauważyć trzeba, że cała ta afera jest po prostu śmieszna, zwłaszcza na tle dotychczasowych dokonań Hollywood (i kinematografii w ogóle). Wszak filmy dotyczące tematyki historycznej, religijnej czy mitologicznej z realiami najczęściej w ogóle nie mają wiele wspólnego, bądź zgoła nic. Jeśli akcja dzieje się w starożytności, to obsadzani w nich amerykańscy czy europejscy aktorzy z reguły w ogóle nie przypominają antycznych Żydów (Abraham, Mojżesz czy Jezus – o ile istnieli – najprawdopodobniej mieli nader ciemną karnację, ponieważ całe życie spędzili na pustyni; z pewnością nie byli białoskórymi Aryjczykami, jacy najczęściej odgrywają ich role, zwłaszcza tego ostatniego), Greków (Achilles, gdyby istniał, raczej nie wyglądałby jak Brad Pitt, mimo iż ten grał tę postać świetnie) czy Rzymian. To samo jest ze średniowiecznymi Wikingami (NIE NOSILI rogatych hełmów, to wymysł Wagnera!) czy Słowianami (chyba tylko Wiking Roberta Eggersa, jakkolwiek oczywiście opowiada fikcyjną historię, usiłuje trzymać się pod względem wizualnym realiów wczesnego średniowiecza, aż do wyglądu paska jednego z bohaterów). Podobnie jest ze Szkotami w Braveheart Mela Gibsona; prawdziwy William Wallace nie malował sobie twarzy na niebiesko i, podobnie jak wszyscy jego rodacy, na przełomie XIII i XIV wieku nie nosił kiltu. Na rzymskich arenach też nie mordowano masowo gladiatorów – inaczej było z przestępcami, np. chrześcijanami, których tam publicznie krzyżowano – jak to pokazał Ridley Scott. W polskim kinie takoż mamy podobne nieścisłości. Przykładowo, w Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmana husarz Skrzetuski posługuje się szablą, podczas gdy powinien koncerzem (co Sienkiewicz w swojej powieści trafnie opisał). Husarze, skoro już przy nich jesteśmy, w naszych filmach standardowo wyposażeni są w skrzydła, a tymczasem nie wiadomo, czy taki element ich zbrój w ogóle był stosowany; pewien obraz z epoki ukazujący bitwę pod Kircholmem jasno pokazuje, że nie. I tak dalej.
Ale czy to ważne? Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie, jaki kolor skóry ma aktorka grająca Helenę Trojańską. Byle tylko Odyseja okazała się dobrym filmem, który dostarczy mi rozrywki oraz tematów do refleksji. Tak, jak to było z Braveheart, Gladiatorem i innymi tego typu produkcjami.
Komentarze
Prześlij komentarz