Ikony blaski i cienie
Kilka dni temu w wieku lat dziewięćdziesięciu jeden zmarła Brigitte Bardot, aktorka, modelka i piosenkarka. Jedna z ikon francuskiego kina – i nie tylko, bowiem odkąd w 1973 roku zakończyła karierę artystyczną, poświęciła się aktywizmowi prozwierzęcemu. A na forach w internecie po jej zgonie działalność pani Bardot wywołała spory. Nic w tym dziwnego.
Z jednej bowiem strony nie da się zaprzeczyć, że jako aktywistka robiła dla zwierząt naprawdę wiele. Nagłaśniała takie tematy, jak: polowania dla rozrywki (moim zdaniem, powinny zostać zakazane), handel futrami (na szczęście, świat powoli od tego odchodzi), eksperymenty laboratoryjne (leki czy kosmetyki znacznie lepiej jest testować na skrajnych prawicowcach… ale to Brigitte by się nie spodobało, o czym za chwilę), ubój rytualny (występuje m.in. w judaizmie i islamie), wykorzystywanie zwierząt w cyrkach (również coraz rzadsze, na szczęście) i wiele innych. Prowadziła własną fundację oraz schronisko, wspierała różne akcje na rzecz istot żywych. To niewątpliwe zasługi, które pani Bardot nie powinny zostać zapomniane.
Z drugiej wszelako strony jej światopogląd daleki był od kryształowej czystości. Aktorka pozostawała bowiem nieodrodną córką francuskiej burżuazji i jak większość burżujów, jej poglądy bliskie były skrajnej prawicy, a pod koniec życia całkiem faszystowskie; te prozwierzęce stanowiły wyjątek od tej reguły.
Milczała oto, kiedy Algieria walczyła o niepodległość, a Francuzi popełniali tam straszne zbrodnie. Nie przejmowała się walką o wolność innych skolonizowanych przez Europę nacji. Nie sprzeciwiała się izraelskim zbrodniczym czynom w okupowanej Palestynie i na Bliskim Wschodzie. I tak dalej. A z wiekiem robiło się tylko gorzej. W późniejszych latach życia zaczęła pani Bardot popierać skrajnie prawicowych polityków z partii Le Penów, często też wygłaszała hasła rasistowskie oraz homofobiczne. Innymi słowy, zbliżyła się do faszyzmu. Sprzeciwiła się ruchowi Me Too, walczącemu przeciwko molestowaniu seksualnemu i gwałtom w przemyśle filmowym tudzież ogólnie kulturze i sztuce, co oznacza poparcie dla męskiego szowinizmu oraz dla uprzedmiotowienia kobiet.
Szczególnie wrogo traktowała islam oraz jego wyznawców. Chodziło nie tylko o ubój rytualny, który faktycznie może się nie podobać, lecz o czystą, faszystowską ksenofobię, wrogość wobec konkretnych ludzi za to, jaką religię wyznają i skąd pochodzą. Nazywała oto pani Bardot muzułmanów „najeźdźcami”, sprzeciwiała się ich migracji do Francji, twierdząc, że przyniesie ona straszliwe konsekwencje. Była też jawną rasistką; za podżeganie do nienawiści na tle rasowym karały ją grzywną francuskie sądy.
Czego to wszystko dowodzi? Ano tego, że jedna i ta sama osoba może robić rzeczy zarówno bardzo dobre, jak też bardzo złe.
Działania na rzecz zwierząt zasługują na uznanie, ale faszyzmu, rasizmu, nietolerancji nie usprawiedliwia nic.
No cóż, nie ma ludzi kryształowych. Warto o tym pamiętać, współtworząc, mniej lub bardziej świadomie, czyjąś legendę. Każda osoba, zwłaszcza sławna, ma swoje dobre i złe strony, blaski i cienie. Brigitte Bardot po prostu potwierdza tę regułę.
Komentarze
Prześlij komentarz