Oswajanie śmierci

Obchodzimy dziś Dziady (jesienne, bo są, a raczej były też wiosenne) i/lub Halloween. Te pierwsze to oczywiście słowiańskie święto zmarłych, podczas którego oddaje się cześć bliskim, którzy odeszli. Nasi przodkowie urządzali dla nich uczty, wpuszczali duchy, w które wierzyli, do domów i palili ognie, aby wskazać im drogę do Nawii oraz dostarczyć ciepła; ten ostatni zwyczaj przekształcił się w świecenie zniczy. Z kolei Halloween wywodzi się z tradycji celtyckiej. To również dzień oddawania czci zmarłym i duchom. Z Irlandii (gdzie święto to przefiltrowane zostało przez katolicyzm) oraz Anglii (gdzie po katolicyzmie nastąpił protestantyzm) przedostało się do brytyjskich kolonii. W USA z biegiem czasu uległo komercjalizacji i przyjęło bardziej rozrywkową formę, jaką znamy dziś, i która wraz z amerykańską popkulturą rozprzestrzeniła się po całym świecie zachodnim. W ramach obchodów Halloween dzieci, młodzież, a czasem też dorośli przebierają się za postaci typu czarownice, wampiry i inne straszydła, jedzą cukierki i urządzają różne zabawy; jest to też fajny dzień (i noc) na czytanie i/lub oglądanie horrorów.

Oczywiście Kościół katolicki, zwłaszcza w Polsce, pomstuje – nie tyle przeciwko Dziadom, które dopiero w ostatnich latach zyskują na popularności, wraz z rozwojem mody na słowiańskość (o tym pozytywnym zjawisku pisałem w oddzielnej notce), ile przeciw Halloween. Księża do spółki z prawicowcami szerzą różne brednie: że jest to wymysł szatański i okultystyczny (ani z jednym, ani z drugim nie ma święto owo nic wspólnego), że wystawia dzieci na kontakt ze złem (a pedofil w sutannie to niby dobry jest?!!!), czy że budzi przerażenie (w istocie przerażający jest wizerunek zamęczonego człowieka, przybitego do narzędzia okrutnej i upokarzającej kaźni).

Co do mnie, oczywiście nie mam nic przeciwko ani Dziadom, ani Halloween, zwłaszcza, że to drugie traktowane jest w Polsce jako zabawa. Pewnie, że wolę odwoływanie się do tradycji słowiańskich, jakkolwiek mieszkam w południowej Polsce, na których to terenach żyli kiedyś Celtowie, więc Halloween też uznaję. Komercjalizacja, jak zawsze, trochę mnie drażni… ale i tak przesłania ją nad Wisłą znacznie bardziej pozytywna warstwa rozrywkowa.

Warto jednak popatrzeć zarówno na Dziady, Halloween oraz katolickie Zaduszki (bo to właśnie jest kościelne święto zmarłych, ustanowione w X wieku, nie Wszystkich Świętych!) trochę poważniej. Mianowicie, pełnią one bardzo ważna funkcję.

Otóż, każdy z nas kiedyś umrze, śmierć bowiem jest naturalną częścią życia (poza sytuacjami, kiedy zadana zostaje przez inne człowieka czy zwierzę, ewentualnie dochodzi do niej w wyniku wypadku). Jako, że oznacza ona koniec egzystencji, od chwili narodzenia się ludzkiej świadomości, napawała ona lękiem, niepokojem, często zgrozą, zwłaszcza, jeśli miałaby być bolesna. Dlatego ludzie chyba jeszcze od epoki jaskiniowej usiłowali sobie z nią radzić, jakoś ją psychologicznie oswoić, zaakceptować – przynajmniej spróbować – fakt własnej śmiertelności. Temu właśnie służyły (i nadal służą) już to religie, już to rozliczne systemy filozoficzne, które powstawały przez wieki i ciągle mają się dobrze.

Tę samą funkcję pełnią też w każdej kulturze dni w roku, kiedy oddawana jest cześć zmarłym. Czyli właśnie takie święta jak Dziady, Halloween czy Zaduszki (tak swoją drogą, żadne z nich nie umywa się pod względem rozmachu i bogactwa do meksykańskich obchodów ku czci przodków). Rozrywkowość Halloween, jak choćby różne zabawy, przebieranie się za niby-groźne postacie, „cukierek albo psikus”, oglądanie horrorów, itd., pomaga człowiekowi przyjąć prosty fakt, iż śmierć jest jedynym życiowym (jakkolwiek paradoksalnie by to brzmiało) pewnikiem, toteż nie trzeba jej się bać, już choćby dlatego, że niesie ulgę od męki egzystencji w kapitalizmie.

Wszelkie formy obchodów Dziadów, Halloween czy Zaduszek służą temu, abyśmy na perspektywę zgonu popatrzyli z pewną rezerwą, wręcz trochę się z niej pośmiali. Nie ma w tym absolutnie nic złego. Przeciwnie, to bardzo zdrowe, ponieważ zmniejsza stres wywołany tym, co nieuniknione, i sprzyja zaakceptowaniu swojego losu.

Dlatego cieszmy się dziś i bawmy tak, jak lubimy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie