Słowiańskie odrodzenie

Wczoraj była Noc Kupały, czyli prasłowiańskie święto początku lata. Nasi przodkowie w najkrótszą noc w roku palili ognie i składali bóstwom ofiary, puszczali wianki na wodzie (a raczej puszczały, gdyż robiły to dziewczęta) gwoli wróżb odnośnie związku, szukali kwiatu paproci… Po przyjęciu chrześcijaństwa Kościół katolicki wprowadził w to miejsce Noc Świętojańską; nie zdołał wykorzenić dawnych zwyczajów, toteż je zawłaszczył i przerobił. Teraz jednak Noc Kupały wraca w oryginalnej dacie, z oryginalnym przesłaniem, podobnie jak Dziady oraz inne słowiańskie święta czy tradycje.

Powrót ów ma swój oddźwięk także w polskim kapitalizmie – vide przeceny z okazji Nocy Kupały w ofercie licznych księgarni tudzież wydawnictw. Moda na słowiańskość ma wszak swój element komercyjny. Ale oprócz tego były różne imprezy i wydarzenia kulturalne, mniej lub bardziej nawiązujące do religii przodków. Swoje obrzędy oprawili też rodzimowiercy, których w Polsce jest coraz więcej, zrzeszeni są w różnych związkach wyznaniowych i na serio czczą słowiański panteon (w czym nie ma nic złego, zwłaszcza, że w odróżnieniu od Kościoła katolickiego, nikogo na siłę w wieku niemowlęcym nie włączają w swoje grono, ani nie domagają się przywilejów od państwa).

Jak już kilka razy pisałem, moda na słowiańskość rozwija się w Polsce (i nie tylko!) od lat, co oprócz stricte komercyjnego, ma też ten pozytywny aspekt, iż pomaga w szerzeniu wiedzy o historii, religii oraz kulturze naszych przodków. I bardzo dobrze. Daje się to z łatwością spostrzec; jak wspomniałem, są liczne przeceny z okazji Nocy Kupały, ale jakoś nie spotkałem się z przecenami z okazji Nocy Świętojańskiej.

A teraz tak. Jednym z zadań opozycji anty-PRL-owskiej zgromadzonej wokół „Solidarnością”, a także wywodzącej się z niej klerykalnej prawicy (dzisiejszych KO i PiS-u), było nie tylko wprowadzenie nieludzkiego systemu kapitalistycznego i doprowadzenie do skolonizowania Polski przez międzynarodowy kapitał, polskiego natomiast robotnika uczynienie tanią siłą roboczą, wyzutą z praw, lecz także przekazanie (k)raju nad Wisłą Kościołowi katolickiemu (rzecz jasna, za bezcen) i doprowadzenie do klerykalizacji wszystkiego, co się dało. Co udało się po 1989 roku; Kościół uzyskał wszak gigantyczne przywileje, przejął wielki majątek, w tym liczne nieruchomości, wdarł się z buciorami w większość sfer życia społecznego, w tym w kulturę. Wszystko miało być katolickie, księża znaleźli się na pierwszym miejscu. Wiele lat upłynąć musiało, nim reakcja antyklerykalna nabrała mocy i wyrwała się poza nieliczną grupkę lewicowych mediów.

No, ale triumf Kościoła i klerykalnej prawicy nie okazał się zupełny. Trwa wszak laicyzacja, to przyspieszając, to spowalniając; w znacznej mierze spowodowana jest ona kościelnymi patologiami. I, jako się rzekło, od paru ładnych lat zachodzi odrodzenie słowiańskości. Wykracza ono poza typową modę, która oczywiście fajnie się rozwija; mamy wszak do czynienia z rosnącą popularnością odnowionej religii słowiańskiej (poszczególne związki wyznaniowe, z tego, co się orientuję, promują różne jej warianty, i dobrze – bogactwo w wielości), wiadomości z dziedziny mitologii słowiańskiej popularyzowane są w książkach, artykułach czy dostępnych w internecie filmach, w kulturze i na rynku słowiańskie terminy wypierają katolickie (jak wspomniana Noc Kupały). Mało tego, osoby szerzące wiedzę o Prasłowianach nie ukrywają, iż chrystianizacja Słowian, Polski również, wcale nie była pokojowym, bezbolesnym procesem, lecz łączyła się z niszczeniem kultury i tradycji, przemocą, rozlewem krwi, a nawet wojnami (np. reakcja pogańska w XI-wiecznej Polsce, krwawo stłumiona przez księcia Kazimierza Odnowiciela, z bratnią pomocą niemiecką i ruską).

Mówiąc krótko, nie tyle może katolicyzm – wciąż przecież w (k)raju nad Wisłą silny – ile tępy klerykalizm ustępuje pod naporem odrodzonej słowiańskości.

To taki swoisty paradoks, który mnie osobiście napawa radością, mimo iż sam jestem niewierzący. Nie chodzi tylko o to, że na rodzimowierstwo spoglądam przychylnym okiem – odgrywa ono znaczącą rolę edukacyjną – ale też z tej przyczyny, iż widać jak na dłoni klęskę klerykalnej prawicy postsolidarnościowej i Kościoła katolickiego. Wedle zamysłu „Solidarności” i jej watykańskich mocodawców (amerykańscy mieli inne zamiary, związane głównie z restauracją kapitalizmu i kolonizacją polskiej gospodarki), (k)raj nad Wisłą miał być dominium Stolicy Apostolskiej, gdzie władze świeckie podlegałby kościelnym, a cała kultura byłaby sklerykalizowana. Tymczasem przypominamy sobie o religii i kulturze naszych przodków, przez co Polska staje się na powrót słowiańska. Jest to w znacznej mierze reakcja na to, iż po upadku Żelaznej Kurtyny zalani zostaliśmy kulturą zachodnią, w tym skomercjalizowanymi historiami i zwyczajami rodem z mitologii celtyckiej (Halloween) czy nordyckiej. No to ktoś przypomniał sobie, że przecież jako Słowianie mamy własne mity, żyjące w kulturze ludowej czy literaturze romantycznej, po czym zaczął je promować. Badacze na serio wzięli się za analizy, zaś kapitaliści wyczuli koniunkturę, no i poszło.

Tak oto przypominamy sobie, skąd się wywodzimy, i że katolicyzm jest jest nasz, lecz został nam brutalnie narzucony.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Moda na Palestynę