Bioroboty – ciąg dalszy

Wczoraj pisałem o tym, że kapitalizm, jako system totalitarny, tak manipuluje ludźmi (a konkretnie proletariatem), by społeczeństwo przekształciło się w zbiorowisko, wrogo wobec siebie nastawionych, biorobotów, czyli organizmów z umysłami zaprogramowanymi w kierunku harowania na bogactwo kapitalistów i kwestionowania własnej wolności.

Jednakowoż biorobot ma za zadanie nie tylko zasuwać i poświęcać całe swoje życie na rzecz kapitalistycznego wyzyskiwacza. Systemowe programowanie zapisało mu w umyśle jeszcze jedną funkcję: konsumowanie, najlepiej bezwolne i bezmyślne.

Otóż, jeżeli biorobot cokolwiek zarobi (ma wszak pracować za możliwie najniższe pieniądze, a nawet za darmo, choćby na bezpłatnym stażu), i jeśli jakiekolwiek kwoty zostaną mu po uiszczeniu poszczególnych opłat tudzież rachunków, musi kupować, kupować i jeszcze raz kupować. Nie tylko artykuły niezbędne do życia: żywność, napoje, odzież, leki (w razie choroby), itd. Zaspokajać winien nade wszystko potrzeby sztucznie wykreowane przez system.

Czyli, dla przykładu, co chwilę nabywać nowy sprzęt elektroniczny, mimo iż stary jeszcze działa. Zmieniać samochód co rok czy dwa, pomimo że nie ma takiej konieczności. Nieustannie kupować nowe meble. Praktycznie codziennie wydawać pieniądze na odzież czy obuwie, nie bacząc, że szafy przepełnione, a dotychczasowe egzemplarze włożone czy wzute raz lub dwa, o ile w ogóle. Krótko mówiąc, ilekroć jakakolwiek nowość ukaże się na rynku (czyli codziennie), biorobot pędzić ma do sklepu lub składać zamówienie przez internet. Po to, rzecz jasna, aby kapitaliści wzbogacili się na sprzedaży swoich produktów. W systemie tym, przypomnijmy, spora część potrzeb wykreowana jest sztucznie, aby spieniężyć towar, który w przeciwnym wypadku nie znalazłby nabywców.

Ma się rozumieć, biorobot nie wie, że MUSI kupować, lecz myśli, iż CHCE to robić; został tak zaprogramowany, by sama czynność sprawiała mu przyjemność, nawet, jeśli pozorną. Wszelako różne techniki propagandowe w taki sposób zakodowały jego umysł, że jeśli nie posiada jakiejś nowości, czuje się gorszy, mniej wartościowy (jest to naprawdę bolesne zwłaszcza dla dzieci i młodzieży, stąd między innymi tyle problemów z ich kondycją psychiczną) – i to właśnie poczucie rodzi przymus nabywania. Potęgowany przez wszechobecną pokusę; oferty dóbr i usług atakują nas zewsząd, nie da się przeoczyć reklam, choćby człowiek chciał. Do tego wszelkie towary zaprezentowane są w nader atrakcyjnej formie, natomiast techniki sprzedaży mocno oddziałują na psychikę.

A co, jeśli biorobot nie ma pieniędzy na zakupy? Oczywiście, jak to już napomknąłem we wczorajszej notce, winę zwalać musi na siebie, nie na system. Zarazem zaś pozwolić (jeszcze bardziej) wzbogacić się finansjerze, czyli brać kredyty tudzież pożyczki. I nie chodzi tutaj o sytuacje, kiedy konieczność zmusza człowieka do ich zaciągania, lecz o branie ich na zaspokojenie sztucznie wykreowanych przez kapitalizm potrzeb. Jest to, rzecz jasna, wpychanie biorobota w pułapkę finansową, która jeszcze spotęguje przymus ekonomiczny, tym mocniej podporządkowując go kapitalistom i zmuszając do tym ciężej harówy na ich fortuny.

Konkludując, ma być biorobot nie tylko bezmyślnym, zniewolonym pracownikiem, ale też bezmyślnym, zniewolonym konsumentem. Tak działa kapitalistyczne programowanie umysłów.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Jak zagłodzić bezdomnego