Bat niestabilności
Niestabilne zatrudnienie jest plagą polskiego (i, jak sądzę, nie tylko) rynku pracy oraz jedną z licznych patologii nieludzkiego systemu kapitalistycznego. Tak, chodzi o umowy śmieciowe czy wypychanie pracowników na fikcyjne samozatrudnienie, ale też o zawierania umów o pracę na czas określony i nieprzedłużanie ich po jego upływie, lecz zawieranie kolejnej takiej umowy i jeszcze następnej…
Wszystkie te patologie są rzecz jasna niekorzystne dla pracowników, szczególnie młodych. Ludzie pracują i żyją w ciągłym stresie, nie znając dnia ani godziny, kiedy ni z tego, ni z owego stracą zatrudnienie, a wraz z nim środki utrzymania. A znaleźć nowe wcale nie jest tak łatwo.
Co złe dla proletariatu, jest oczywiście korzystne dla kapitalisty. Ułatwia bowiem wyzyskiwanie pracownika.
Ten, pod groźbą nagłej utraty pracy, zgodzi się zasuwać na gorszych warunkach: za niższe pieniądze, bez prawa do urlopu, w nieregulowanych godzinach (i z bezpłatnymi nadgodzinami, ma się rozumieć), będzie na każde zawołanie szefa, zaciśnie zęby i jakoś spróbuje przetrzymać złe relacje w firmie (przemoc i mobbing wliczając) – byle tylko nie wylecieć. Co i tak nastąpi, jeśli wyzyskiwacz tak postanowi.
Zgrozę budzi, że niektóre te patologie stosowane są nie tylko przez kapitał prywatny, lecz także w instytucjach publicznych; tam najczęściej występują umowy krótkoterminowe.
Naturalnie, w kapitalizmie pracownik ma być pod butem wyzyskiwacza. A ciągła niestabilność zatrudnienia, pociągająca za sobą brak stabilności bytowej, jest znakomita po temu metodą. Kapitalista myśli, że zatrudniona osoba, która wie o tym, iż można ją w każdej chwili ot, tak sobie zwolnić, pracowała będzie wydajniej. Na krótką metę może to i tak działa, w dłuższej wszelako perspektywie patologia ta rodzi ciągły stres, przemęczenie, wyczerpanie, wypalenie… Ludzie pracują więc coraz gorzej, trafiają na zwolnienia lekarskie z powodu załamań czy depresji, nie wspominając o chorobach fizycznych wynikających z przepracowania. Kiedy jednak pracownik jest zbyt wyczerpany i schorowany, by pracować, wyrzuca się go na bruk. I zatrudnia następnego, czekającego w kolejce, oczywiście na równie złych, niestabilnych warunkach.
Rotacja w firmach jest więc duża, a ci, co jakoś trzymają się na miejscach pracy, okupują to swoim zdrowiem, życiem rodzinnym, itd. Takie śmieciowe zatrudnienie sprawia przecież, że wykonywanie obowiązków zawodowych mocno koliduje z zegarem biologicznym człowieka, zaburzając dobowy rytm aktywności i snu, co jest zabójcze dla organizmu oraz psychiki, to zaś, iż trzeba być na każde zawołanie wyzyskiwacza, sprawia, że nie ma czasu wolnego, przez co rozsypują się relacje międzyludzkie, rodzinne wliczając, bądź nie ma możliwości ich zawiązania. A potem wielkie zdziwko, że demografia przeżywa kryzys…
Niestabilne zatrudnienie na umowach śmieciowych pełni więc dokładnie tę samą rolę, jaką w czasach pańszczyzny pełnił bat. Służy represjonowaniu osoby zatrudnionej, zmuszaniu jej do wysiłku ponad siły i pracy na złych warunkach, bo taka właśnie generuje kapitaliście wyższe zyski. To po prostu narzędzie pełnego podporządkowania proletariatu klasom pasożytniczo-wyzyskującym. Kapitalizm jest wszak systemem opartym na zniewoleniu oraz eksploatacji; rynek pracy to de facto targ niewolników, a liczne firmy funkcjonują na zasadzie obozów koncentracyjnych.
A że niestabilność bytowa przekłada się na zubożenie społeczeństwa, depresje i inne dysfunkcje zdrowia psychicznego, liczne choroby fizyczne, samobójstwa…? A kogóż to obchodzi!
Komentarze
Prześlij komentarz