Ci, co rozbudzili nienawiść
Paskudna sytuacja z Bielska-Białej (stanowiąca, przypominam, element większej, nader ponurej całości), o której pisałem wczoraj, spowodowała, że w przestrzeni publicznej rozgorzała dyskusja na temat nienawiści, skierowanej głównie przeciwko cudzoziemcom, zwłaszcza Ukraińcom. I bardzo dobrze, że podnoszą się głosy oburzenia na ten temat, bardzo też dobrze, że wskazuje się winnych: hitlerowską Konfederację Korony Polskiej (partia Brauna, wprost realizująca wytyczne z Kremla), nazistowską Konfederację czy klerofaszystów PiS-owskich, zwłaszcza Czarnka. Cieszy także, iż pojawiają się postulaty delegalizacji Barunowej sekty (aczkolwiek wątpię, by zostały zrealizowane).
Pamiętajmy jednak, że skrajna prawica nie szerzyłaby nienawiści – wobec Ukraińców i innych obcokrajowców, uchodźców, Żydów, muzułmanów, osób LGBT+, kobiet czy kogokolwiek innego – gdyby nie miała na to przyzwolenia. A nie dostała go wczoraj.
Budzenie brunatnych demonów zaczęło się w 1989 roku, kiedy to do władzy doszła klerykalna prawica solidarnościowa, z jakiej wyewoluowały dzisiejsze Koalicja Obywatelska oraz Bezprawie i Niesprawiedliwość (post-solidarność, solidaruchy). Ona to bardzo szybko rozbudziła bestie nacjonalizmu, neofaszyzmu tudzież neonazizmu, nie wspominając o rasizmie i ksenofobii. Innymi słowy, umiarkowana (lub raczej takową odgrywająca) prawica powołała do życia prawicę jawnie skrajną, pozwalając jej w pełni legalnie zaistnieć w przestrzeni publicznej.
Solidaruchy nic przecież nie robili z hitlerowcem o nazwie Roman Giertych, który odnowił skrajnie nacjonalistyczną Młodzież Wszechpolską i wylansował wielu liderów dzisiejszej Konfederacji. Był on wszak koalicjantem PiS-u, a dziś jest politykiem KO. Nikomu nie przeszkadza to, iż jest on ojcem polskiej politycznej homofobii (prześladowania osób LGBT+ i pozbawianie ich praw to jego wątpliwa „zasługa”), ani że głosił skrajnie antyunijne brednie, które obecnie powtarzają konfiarze i brauniści.
Nie postawili też solidaruchy tamy innym partiom czy organizacjom skrajnie prawicowym; kiedy jawni naziści ich atakowali, niektórzy postsolidarnościowi ministrowie, tacy jak Bartłomiej Sienkiewicz, powarkiwali z cicha, ale na tym się kończyło. Powód był prosty – brunatna fala skierowana była przeciwko lewicy (szeroko pojętej), którą solidaruchy od zawsze zwalczają i tylko Donald Tusk musiał z bólem przyjąć lewicowego koalicjanta (jedynie zresztą dlatego jego obecny rząd różni się czymkolwiek od PiS-owskich).
Post-solidarność przyzwoliła też, i nadal przyzwala, na nienawiść rzeką łajna lejącą się z kościelnych ambon. Żadne wywodzące się z niej ugrupowanie nie rozbiło nic przeciwko Rydzykowi, szerzącemu nacjonalistyczne i faszystowskie treści; ostatnio znów przypomniał o sobie na Jasnej (a w zasadzie Brunatnej, bo tak powinna się nazywać, jako że stała się centralnym punktem nadwiślańskiego faszyzmu) Górze. Wielu postsolidarnościowych politykierów, zwłaszcza PiS-owców, tuliło się do arcybiskupa Jędraszewskiego i jemu podobnych hitlerowców w purpurze.
Prawica postsolidarnościowa przyzwalała (KO i jej poprzedniczki) lub otwarcie głosiła (Bezprawie i Niesprawiedliwość) homofobię, islamofobię, rasizm, szowinizm tudzież inne formy nienawiści i nietolerancji. Wbrew pozorom, nawet Rafał Trzaskowski nie stawał im na drodze.
W znaczniej mierze wszystko to wynika z tego, że „Solidarność” jako ruch polityczno-społeczny jeszcze u progu swego istnienia mocno skręciła ku skrajnej prawicy. Krótko po podpisaniu Porozumień Sierpniowych w 1980 roku, w jej ideologii elementy propracownicze i socjalne wyparte zostały przez treści nacjonalistyczne oraz przez katolicki fundamentalizm – zgodnie oczywiście z wolą i poleceniami mocodawców z Waszyngtonu oraz Watykanu. Nic więc dziwnego, że po 1989 roku drogą tą wstrętną podążali i ciągle podążają wywodzący się z niej politycy. Poza tym, wielu z nich, Donalda Tuska wliczając, to zwyczajni rasiści i ksenofobowie; widać to chociażby po masowej zbrodni popełnianej na granicy polsko-białoruskiej czy coraz bardziej wykluczającej polityce wobec migrantów, zwłaszcza ukraińskich (są najliczniejsi, toteż najmocniej obrywają). Nie ma zatem zaskoczenia, że pozornie umiarkowani solidaruchy (nie wspominając o skrajnych, czyli PiS-owcach) przyzwalają na szerzenie się skrajnie prawicowej nienawiści, na postępującą faszyzację Polski.
Tak więc, to rzekomo demokratyczna post-solidarność obudziła brunatne demony, które obecnie harcują, a ich ofiarami padają osoby zupełnie niewinne, w tym dzieci.
Komentarze
Prześlij komentarz