Wdeptani w ziemię
Działacze licznych organizacji społecznych są – jak najbardziej słusznie – oburzeni i zaniepokojeni tym, że ustawowo obcięto pomoc dla uchodźców wojennych z Ukrainy (ich przynajmniej do Polski wpuszczono, ponieważ osoby z Bliskiego Wschodu oraz Afryki są wyrzucane do Białorusi, bite, torturowane, gwałcone, zamykane w obozach koncentracyjnych; wiele z nich umiera w Puszczy Białowieskiej). Ludzie ci, często schorowani, wiekowi, z niepełnosprawnościami, nie mogą się już leczyć czy uzyskiwać innych świadczeń publicznych, jakie im jeszcze do niedawna przysługiwały. Sytuacja tychże osób jest często tragiczna; w internecie bez trudu znaleźć można, przykładowo, informację o blisko stuletniej seniorce, która otrzymała gigantyczną fakturę za świadczenia medyczne. Aktywiści w rodzaju siostry Chmielewskiej usiłują zbierać pieniądze, lecz to kropla w morzu potrzeb…
I o ile można uznać, że świadczeń pomocowych dla uchodźców państwo polskie nie mogło utrzymywać bez końca, o tyle nie da się nie zauważyć, iż odebrano je tym ludziom, którzy najbardziej ich potrzebują. Analitycy zwracają uwagę na wadliwość (pociągającą za sobą tragedie) tejże ustawy, która sprawia, że osoby z ciężkimi chorobami czy poważną niepełnosprawnością z dnia na dzień znalazły się na lodzie.
Pojawiły się liczne komentarze, że Polska porzuciła najsłabszych. To prawda. Ale też nic nowego od lat 1989-90 roku, kiedy to solidarnościowa targowica, dorwawszy się do władzy, restaurowała nieludzki system kapitalistyczny w barbarzyńskim neoliberalnym/neokonserwatywnym wydaniu, a w następnych latach stopniowo likwidowała politykę społeczną, aż do jej szczątkowej postaci, jaką mamy dzisiaj.
(K)raj nad Wisłą jest państwem, które nie tylko porzuca ludzi w najtrudniejszej sytuacji, lecz jeszcze wdeptuje w ich w ziemię. Wynika to z zastosowania w praktyce panującej, skrajnie prawicowej ideologii neoliberalizmu/neokonserwatyzmu (czyli zwyczajnego faszyzm, tyle że ukrytego za niby-demokratycznym woalem), twierdzącej, że człowiek mający problemy bytowe jest sam sobie winien, a państwo w żadnym razie nie powinno mu pomagać, ewentualnie w stopniu minimalnym. Skrajnie niehumanitarna owa reguła dotyczy nie tylko uchodźców wojennych, lecz także obywateli polskich.
Zaś w trudnej czy wręcz tragicznej sytuacji znaleźć się jest bardzo łatwo. Rynek pracy jest niestabilny, wskutek plagi umów śmieciowych chociażby, toteż stracić zatrudnienie, a wraz z nim środki utrzymania, jest nader nietrudno. Wystarczy choroba czy nawet zły humor szefa. Zresztą, pracując, także popaść można w ubóstwo czy wręcz nędzę; zarobki często są niskie, podczas gdy koszta utrzymania horrendalne. Kiedy zaś warunki bytowe ulegną pogorszeniu, okazuje się, że pomoc państwa jest mizerna; zasiłki są szczątkowe i dostać je niełatwo (z uwagi na absurdalne, totalnie oderwane od realiów progi dochodowe), łatwo za to mogą zostać odebrane. Aktywizacja zawodowa to fikcja, Urzędy Pracy istnieją po to jedynie, by ciągnąć publiczne pieniądze. Czynsze za mieszkania są diablo wysokie, i trzeba zauważyć, że administracje mieszkaniowe sztucznie zawyżają opłaty, czyli kradną po prostu. Kiedy zaś człowiek zostanie przez taką administrację okradziony, nie może liczyć na pomoc policji, prokuratury (gestapo) czy sądownictwa; prędzej sam zostanie ukarany pod chorymi zarzutami.
Kiedy człowiek znajdzie się w ubóstwie, państwo tylko go za to pognębi, zamiast mu pomóc. Polska po 1989 roku, z winy solidaruchów, stała się organizmem politycznym, który wyniszcza ludzi w złej sytuacji bytowej, ze szczególnym uwzględnieniem tych najsłabszych. Zamiast wyciągać ich z niej, np. poprzez umarzanie niemożliwych do spłaty długów czy podatków, jeszcze nakłada na nich dodatkowe koszta, pogarszając warunki ich bytu. W instytucjach rzekomo pomocowych wszyscy patrzą na człowieka potrzebującego jak na wyłudzacza.
A ludzie w szczególnie złej sytuacji, tacy właśnie jak uchodźcy, są z dnia na dzień pozbawiani pomocy, czyli obkładani niemożliwymi do uiszczenia kosztami. Częstokroć oznacza to skazanie ich na śmierć, zwłaszcza, kiedy nie mają się za co leczyć. Dotyczy to, jak wspomniałem wyżej, tych uchodźców, których do Polski wpuszczono, bo będący w jeszcze gorszym położeniu ludzie z Bliskiego Wschodu czy Afryki padają ofiarami masowej zbrodni na granicy polsko-białoruskiej. Ona też jest wynikiem skrajnie niehumanitarnego, neoliberalnego/neokonserwatywnego podejścia do osób potrzebujących pomocy, a także oczywiście rasizmu i ksenofobii kolejnych polskich rządów.
Ogółem, kapitalistyczna Polska jest państwem, które nie pomaga najsłabszym. Gorzej, ono wdeptuje ich w ziemię. Odbiera im te resztki, które jeszcze mają, pozbawia wszelkiej pomocy, odziera ich z godności, nakłada na nich koszta oraz w różny sposób represjonuje. Jeśli jest się w trudnej sytuacji bytowej, w (k)raju nad Wisłą lepiej jest umrzeć, niż żyć.
To obrzydliwe państwo przeznaczone wyłącznie dla kapitalistycznych pasożytów, kleru katolickiego i skorumpowanych urzędasów, o leniwych politykierach nie wspominając. Wszyscy inni są przez nie niszczeni, zwłaszcza ci, których nieludzki system kapitalistyczny złamał i podeptał.
Komentarze
Prześlij komentarz