Reakcja na burmistrza

Burmistrza nie żadnego polskiego miasta, lecz Nowego Jorku. Albowiem tamtejsze wybory wygrał kandydat Partii Demokratycznej, Zohran Mamdani. Muzułmanin i lewicowiec, przynajmniej wedle amerykańskich standardów. Sam siebie określa mianem socjalisty, co w praktyce oznacza, że w Europie uznany zostałby za typowego socjaldemokratę, kogoś takiego jak polityk naszego Razem. I właśnie na tym pan Mamdani wygrał, podczas kampanii skupił się bowiem na kwestiach socjalno-ekonomicznych, w tym: usprawnieniu funkcjonowania komunikacji miejskiej, rozwoju sklepów z tanią odzieżą czy redukcji nazbyt wysokich czynszów. Dla nowojorczyków takie właśnie sprawy okazały się istotne, toteż większość spośród tamtejszych osób wyborczych oddała swe głosy na Mamdaniego.

Z czysto polskiego punktu widzenia jakiegoś wielkiego znaczenia to nie ma, przynajmniej na tym etapie. Warto jednak sprawie się przyjrzeć, z uwagi na reakcję naszego komentariatu, tego prawicowego konkretnie.

Poważni analitycy zastanawiają się, czy sukces tego kandydata nie jest symptomem wyjścia Partii Demokratycznej z marazmu, w jakim od dawna ona tkwi, a sam Mamdani nie zostanie w przyszłości prezydentem USA (wówczas jego wybór miałby znaczenie i dla nas, jako że Stany są supermocarstwem imperialistycznym, roszczącym sobie prawo do kontroli nad całym światem). Cóż, pożyjemy, zobaczymy; trudno wszakże zaprzeczyć, że nowojorczycy wybrali mądrze. Inni komentatorzy zwracają uwagę, że zwycięstwo swe zawdzięcza Mamdani skupieniu się na sprawach socjalnych, bliskich większości społeczeństwa, a nie tylko garstce burżuazji i kapitalistów.

Większość wszelako naszych prawicowych tuzów medialnych zareagowała na wynik nowojorskich wyborów dosłownie histerycznie. Przykładem jest Tomasz Lis, znany skądinąd, który pisze w swoich postach coś o „islamokomunizmie” (czy jakoś tak) i straszy rychłym upadkiem demokracji, do którego Mamdani ma jakoby doprowadzić (niby dlaczego?). „Komunizm” zarzuca mu zresztą większość prawicowych publicystów – w ślad zresztą za nikim innym, a Donaldem Trumpem – i to nie tylko tych skrajnych, bliskich Rydzykowi czy Wildsteinowi, lecz także umiarkowanych, czy raczej chcących za takowych uchodzić. Lis przecież bardzo długo uważany był, a w zasadzie nadal jest, za „liberała”, medialną gwiazdę demokratycznej (???) Polski. Tymczasem właśnie on nie potrafi zaakceptować wyniku demokratycznych wyborów, i to daleko od Polski, podobnie zresztą, jak jemu podobni.

Ich furię budzi nie tylko to, że kandydat Demokratów wygrał, posługując się hasłami socjalnymi – co dla polskiej prawicy medialnej, politycznej i każdej innej jest wszak herezją, zamachem na przenajświętszy „wolny rynek”, czyli oczywiście dziki kapitalizm ze swoimi nieludzkimi regułami – ale, może nawet przede wszystkim, jego wyznanie. Fakt, że Mamdani jest muzułmaninem, jak łatwo się domyślić, skłonił prawą stronę nadwiślańskiego komentariatu do powtarzania bajęd o rzekomej „islamizacji Zachodu” czy straszenia migrantami, którzy jako pozbawiać mają Zachód jego tożsamości. Rzecz jasna, straszliwa to ciemnota, nienawiść i nietolerancja, rasizm tudzież ksenofobia. Tymczasem, co oczywiste, Mamdani nie wywoła żadnej świętej wojny (mylnie nazywanej dżihadem), ani nie zmusi nowojorskich kobiet do noszenia hidżabów czy burek. Spodziewać się należy, że pełniąc swój urząd, skupi się on na tym, o czym mówił w kampanii wyborczej, czyli na rozwiązywaniu problemów społecznych, których w Nowym Jorku (podobnie jak w całych USA i niemal wszystkich państwach kapitalistycznych) jest co niemiara.

Swoje dorzucają też polscy prawicowi sympatycy izraelskich faszystów. Otóż, Mamdani wielokrotnie krytykował syjonizm i jego zbrodnie, na czele z trwającym ludobójstwem w Gazie. Jak łatwo się domyślić, wystarczyło to, żeby przedstawić go jako „zwolennika islamskich terrorystów”, bo tak właśnie prawicowi kłamcy nazywają Palestyńczyków walczących nie tylko o wolność, ale też o biologiczne przetrwanie, zagrożone przez okupanta.

To całe ubolewanie byłoby nie tyle może śmieszne, ile żałosne, gdyby ie fakt, iż jest ono bardzo niebezpieczne. Zatruwa bowiem polskie umysły islamofobią, ksenofobią, rasizmem, a także wszelką antylewicowością. Służy szerzeniu postaw antyspołecznych i wpajaniu bezmyślnego uwielbienia dla nieludzkiego kapitalistycznego totalitaryzmu, który wedle prawicowej propagandy żadnych korekt niby to nie wymaga, wszelkie zaś postulaty reform to „zbrodniczy komunizm”. Innymi słowy, polski prawicowy komentariat, jadąc po Mamdanim, dąży do utrwalenia zniewolenia społeczeństwa, i to nie nowojorskiego czy ogólnie amerykańskiego, lecz polskiego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie