Twarde opinie nudnego papieża
Kiedy Robert Francis Prevost wybrany został na papieża i przybrał imię Leon XIV, padło wiele opinii, że będzie to pontyfikat raczej biorący na wstrzymanie, zdecydowanie nie tak wyróżniający się światopoglądowo, jak ten papieża Franciszka, który miał nader wyraziste poglądy w kwestiach społecznych, ekonomicznych czy ekologicznych (nie zmienia to faktu, że w ostatnich latach urzędowania pogubił się i nieco za mocno stanął po stronie Rosji jako agresora).
I tak się stało. Pontyfikat Leona XIV jest pozbawiony większych ozdobników, papież zdecydowanie nie jest medialną gwiazdą (może to i dobrze), nie pozuje ani na jakiegoś radykalnego konserwatystę, ani na postępowca. Całość jest tak wyważona, że aż nudna i bezbarwna. Wręcz trudno zauważyć, że na czele państwa Watykan i Kościoła katolickiego w ogóle ktoś stoi.
Od reguły tej jest wszelako pewien znaczący wyjątek, za który muszę Leona XIV pochwalić. Mianowicie, zajmuje on twarde antywojenne stanowisko, negatywnie odnosi się do trwających w różnych miejscach świata konfliktów.
Dla przykładu, ostro skrytykował agresywną politykę Donalda Trumpa. Potępił jego wojnę z Iranem (przegraną przez USA, swoją drogą, choć do tragedii w zbombardowanych miastach oczywiście doprowadziła), wezwał do jej zakończenia. Lokator Białego Domu, jak łatwo się domyślić, strasznie wkurzył się na papieża, zarzucił mu generowanie zagrożenia i tym podobne bzdury. Stosunki amerykańsko-watykańskie się pogorszyły.
Od dłuższego już czasu nasila się izraelski terror na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu; jest to druga, po ludobójstwie w Gazie, tragedia Palestyny. Faszystowscy kolonizatorzy, czyli pseudo-żydowscy osadnicy, przy współpracy z izraelską policją oraz wojskiem, atakują Palestyńczyków, biją ich, ranią, a nawet mordują, wyrzucają ich z domu, niszczą ich dobytek, profanują miejsca kultu i dopuszczają się wielu innych odrażających, często zbrodniczych czynów. Ciepią ludzie niezależnie od płci i wieku. Pieczę nad tą zbrodnią objął, ma się rozumieć, skrajnie prawicowy rząd Izraela, znaczna natomiast część światowej opinii publicznej albo ją ignoruje, albo wręcz pochwala.
Papież Leon XIV potępił te działania, i to dość twardo. Zaapelował o pokój między Izraelczykami a Palestyńczykami. Miał oczywiście rację. Co więcej, wezwał wspólnotę międzynarodową do poparcia rozwiązania opierającego się na formule dwóch oddzielnych państw. Innymi słowy, opowiedział się wprost za niepodległością Palestyny. Jego zdaniem, ma to być sposób na zapewnienie pokoju na Bliskim Wschodzie (aby tak się stało, należałoby całkowicie uwolnić spod okupacji wszystkie terytoria palestyńskie, zajęte przez faszystów syjonistycznych po 1948 roku).
Jasne, apele papieża nie zostaną wysłuchane przez polityków, zwłaszcza zbrodniczych. Ani Trump, ani Netanjahu z jego krwawa chewrą się do nich nie zastosują. Innymi słowy, na wypowiedziach się skończy.
Niemniej, to dobrze, że Leon XIV zajmuje zdecydowane stanowisko w najważniejszych z punktu widzenia światowego bezpieczeństwa sprawach. To dobrze, że potępia zbrodnie. To dobrze, że wzywa do pokoju. To bardzo dobrze, że opowiada się za niepodległą Palestyną. Staje po właściwej stronie.
A to w przypadku wysokich przedstawicieli Kościoła katolickiego i Watykanu normy nie stanowiło i nie stanowi.
Komentarze
Prześlij komentarz