Nowi panowie

Liczenie głosów wciąż trwa, ale już wiadomo, że po wyborach uzupełniających Demokraci zyskali przewagę w amerykańskim Kongresie: zarówno w Senacie, jak też w Izbie Reprezentantów. Kontrolę nad parlamentem stracą więc Republikanie, a wraz z nimi Trump i jego ruch Make America Great Again (MAGA). Oznacza to, że polityka USA, w tym zwłaszcza zagraniczna, ma szansę stać się nieco bardziej stabilna. Ma szansę, co nie oznacza, iż taką się stanie.

No i nie oszukujmy się – główne kierunki imperializmu amerykańskiego pozostaną niezmienne. USA, mimo szybko słabnącej gospodarki, nadal dążyły będą do podporządkowania sobie (tzn. konkretnie swojemu kapitałowi) całego świata w wymiarze politycznym, militarnym, a nade wszystko ekonomicznym. Wciąż zmierzały będą do zniszczenia i skolonizowania Kuby, do odzyskania pełnej kontroli nad Ameryką Łacińską z pomocą lokalnych faszystowskich dyktatorów (Brazylijczycy znów powiedzieli temu: NIE!), do sprowadzenia Europy do roli Wasala; pozostaną na kursie kolizyjnym z Chinami i Rosją (politycznie, bo amerykańscy kapitaliści nader chętnie robią interesy z tamtejszymi oligarchami), wspierały za to będą, także finansowo, Izrael i popełniane przez niego zbrodnie, z ludobójstwem w Strefie Gazy na czele. Choć w tym ostatnim przypadku na przeszkodzie stanąć może – i oby stanęło! – pro-palestyńskie skrzydło Partii Demokratycznej (jest takie).

Mówiąc krótko, imperium zła dalej będzie imperium zła. Przewaga Demokratów w Kongresie tego nie zmieni, ponieważ i oni myślą w kategoriach imperialistycznych oraz powiązani są z amerykańskim wielkim kapitałem; powiązania takie wynikają z tamtejszego systemu wyborczego – kapitaliści sponsorują kandydatów, toteż ci, jeśli uzyskają mandat, muszą się im wysługiwać. Jeżeli kandydat Demokratów wygra nadchodzące wybory prezydenckie, imperializm amerykański zrobi się mniej szalony niż pod wpływem Trumpa, ale imperializmem pozostanie.

Czy Partii Demokratycznej uda się choćby częściowo wyprowadzić USA z postępującego kryzysu gospodarczego i zlikwidować narastającą w gigantycznym tempie nędzę? Wątpliwe. Nie wiadomo nawet, czy podejmą taką próbę. Skoro wysługują się kapitalistom, najprawdopodobniej tego nie zrobią; no, może wprowadzą kilka prospołecznych korekt, ale sam w sobie patologiczny, dziki amerykański kapitalizm nie przeistoczy się w nic lepszego.

Jeśli chodzi o Polskę, to USA – niezależnie od tego, kto akurat sprawuje tam władzę – uważają ją za swoją nieformalną kolonię. I mają sporo racji, bo przecież od 1989 roku korzystają ze swoich nadwiślańskich marionetek, czyli solidaruchów. Na szczęście, członkostwo w Unii Europejskiej trochę zmniejszyło naszą kolonialną zależność od Stanów Zjednoczonych. Nie podoba się to niektórym „polskim” politykierom, konkretnie PiS-owcom i obu Konfederacjom, czyli skrajnej prawicy. Która bardzo chce, aby Polska wyszła z UE i stała się amerykańsko-rosyjsko-watykańskim kondominium.

Ugrupowania te neonazistowskie ogromnie więc cenią sobie Donalda Trumpa oraz Partię Republikańską, zwłaszcza, odkąd w ostatnich dekadach skręciła ona ostro w prawo pod względem ideologicznym. Tymczasem wygląda na to, że teraz Kaczyńskie, Ziobry (ciekawe, swoją drogą, czy da dyla z USA, gdzie ukrywa się przez naszym wymiarem sprawiedliwości?), Czarnki, Bosaki, Brauny i reszta tych politycznych potworów będą musiały kłaniać się i całować rękę nowym panom, Demokratom. Chyba nie będzie to dla nich zbyt komfortowe.

Z drugiej strony, KO z PSL-em i pozostałościami po partyjce pana Hołowni zapewne z radością oddadzą hołd nowym dominantom w Kongresie. A jeśli jeszcze demokrata zostanie po Trumpie prezydentem USA, tym chętniej utrzymają kolonialne stosunku z USA.

Bo nie oszukujmy się, jedynie Lewica z Włodzimierzem Czarzastym na czele oraz ewentualnie Razem (które jednak, jak się zdaje, mocno się ostatnio pogubiło) bronią polskiej suwerenności i potrafią postawić na bardziej partnerskie, a nie bazujące na podległości relacje z zaoceanicznym imperium.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Smutna rocznica motoryzacyjna

Przejęcie

Na długi weekend