Deb Haaland

Pozostaniemy jeszcze dziś w USA, albowiem warto poruszyć pewną sprawę.

Otóż, wiele osób wyrażających radość z wyniku ostatnich tamtejszych wyborów, bardzo cieszy się z tego, że urząd gubernatorki Nowego Meksyku obejmie pani Deb Haaland, która miażdżąco pokonała kandydata republikańskiego, Gregga Hulla. Rzeczywiście jest to dobra wiadomość, i to z kilku powodów.

Otóż, pani Haaland jest doświadczoną polityczką, członkinią Izby Reprezentantów, obecnie (jeszcze wszak nie objęła nowego urzędu) także sekretarzem zasobów wewnętrznych (w 2021 roku na stanowisko to mianował ją prezydent Joe Biden). Funkcję gubernatorki Nowego Meksyku powinna więc pełnić całkiem nieźle.

Dalej, ma całkiem postępowe – jak na warunki amerykańskie, oczywiście – poglądy. Skupia się na ochronie środowiska i klimatu (w tym na zabezpieczeniu terenów plemiennych przed zniszczeniem przez wielki kapitał). Proponuje udzielanie pomocy socjalnej rodzinom pracującym (w USA, podobnie jak w większości państw kapitalistycznych, wykonywanie pracy zawodowej nie oznacza uzyskiwania środków na utrzymanie), wprowadzenie ulg podatkowych na dzieci i zakazu sztucznego podbijania cen czynszu przez algorytmy. Propaguje rozwój edukacji i pomaganie dzieciom z problemami. Dąży do rozwiązania problemów amerykańskiej służby zdrowia. Chce walki z przestępczością zorganizowaną. Co bardzo ważne, działa również na rzecz praw rdzennej ludności.

I tu dochodzimy do clou sprawy. Otóż Deb Haaland będzie pierwszą w historii rdzenną Amerykanką piastującą gubernatorskie stanowisko. Po matce przynależy bowiem do plemienia Laguna Pueblo; ojciec był Norwegiem z pochodzenia. Często podkreśla swoją etniczną tożsamość, na przykład występuje w stroju plemiennym (wizerunek taki po wyborach zyskał ogromną popularność również poza USA; zdjęcia można bez trudu znaleźć w mediach społecznościowych). Przekłada się to oczywiście na poparcie ze strony społeczności rdzennych Amerykanów, zwłaszcza, że Haaland wiele dobrego dla nich robi, np. wspomniana ochrona ich ziem.

Rzecz jasna, fakt, iż rdzenna Amerykanka wygrała wybory na gubernatorkę, jest bardzo pozytywny. Druga wszak strona medalu sprowadza się do tego, iż stało się to po raz pierwszy w historii USA. Świadczy to o tym, jak bardzo rdzenni mieszkańcy tamtych ziem są, czy może raczej przez setki lat byli dyskryminowani przez białych kolonizatorów.

Zresztą, nie tylko o dyskryminacji mowa. Przecież rdzenni Amerykanie – jeszcze do niedawna zwani mylnie Indianami – byli masowo mordowani w procesie kolonizacji. Nie tylko w wojnach czy potyczkach; już po uzyskaniu przez USA niepodległości przesiedlano ich z rezerwatu do rezerwatu, w miarę, jak biali zajmowali kolejne tereny, aż w końcu zabijano. Często sam proces przesiedlenia – wędrówki na gigantycznych dystansach, przewóz w bydlęcych wagonach – był zabójczy. Tak, fundamentem Stanów Zjednoczonych Ameryki jest krew milionów ludzi. Ludobójstwo to do dziś jest przemilczane. I stanowi powód, dla którego rdzennych Amerykanów pozostało stosunkowo niewielu.

Na szczęście, zwycięstwo Deb Haaland być może jest sygnałem, że ich polityczne znaczenie wzrasta, i że odzyskują oni należne im prawa. Oby był to początek dobrej drogi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Smutna rocznica motoryzacyjna

Przejęcie

Na długi weekend