Wolna Wigilia
W tym roku po raz pierwszy Wigilia świąt mylnie zwanych Bożym Narodzeniem (w ich trakcie obchodzi się wszak przyjście na świt Jezusa Chrystusa, który był człowiekiem, no i raczej nie urodził się w grudniu, sama zaś data świąt zaczerpnięta została z rzymskich obchodów przesilenia zimowego i zwycięstwa Słońca) będzie dniem ustawowo wolnym od pracy.
Jest to zasługa parlamentarnej Lewicy, która rozwiązanie takie wywalczyła, mimo sprzeciwu najbardziej pro-kapitalistycznie (czytaj: pro-niewolniczo) nastawionych prawicowych polityków, takich jak Ryszard Petru. Wrogom praw pracowniczych, jak łatwo się pomylić, niepracujący 24 grudnia do gustu nie przypadał. Biorąc pod uwagę ogólną niechęć, panującą w polskim parlamencie, do dni wolnych od pracy i praw pracowniczych jako takich, aż dziw, że reforma ta przeszła. No, ale jest, i już pojutrze będziemy się nią cieszyli.
Czy to dobre rozwiązanie? Cóż, jak sprawdzi się w praktyce, dopiero oczywiście zobaczymy, niemniej wydaje się jak najbardziej słuszne. I przed jego wprowadzeniem Wigilia była dniem znacznie luźniejszym w wielu branżach. Część instytucji działała krócej, w niektórych firmach także skracano godziny pracy, ludzie brali urlopy… Poza tym, nie oszukujmy się. Polacy zaliczają się do najbardziej przepracowanych społeczeństw na świecie, toteż jeden dodatkowy dzień wolny zdecydowanie nie zaszkodzi. Zwłaszcza, że wiele osób ulega przedświątecznemu szałowi już to zakupów, już to porządków, co oczywiście potęguje zmęczenie. W takim układzie wolna Wigilia jest w pełni uzasadniona. Czy i jak ją wykorzystamy, to już nasza decyzja, na którą ustawodawca nie ma wpływu (i mieć nie powinien, podobnie zresztą jak związki wyznaniowe).
Przeciwnicy tejże reformy, tacy jak wspomniany Ryszard Petru, twierdzili, że odbije się ona negatywnie na wielu branżach, zwłaszcza na handlu. Z jednej bowiem strony klientom zabraknie czasu na zrobienie zakupów, z drugiej zaś sklepy stracą nie wiadomo ile i będą musiały nawet redukować zatrudnienie.
Oba te argumenty są chybione. Czasu na zrobienie zakupów przedświątecznych jest dosyć, zwłaszcza, że poszczególne sklepy, od małych po wielkopowierzchniowe, czynne są naprawdę długo, a niektóre sieciówki przed świętami wydłużają godziny otwarcia. Nie wydaje się też, by na wolnej Wigilii miały jakoś ponadprzeciętnie stracić; klienci kupią, co mają kupić, dzień czy dwa wcześniej i obroty sumarycznie będą te same. Zwłaszcza, że przy obecnych cenach tak czy owak wiele osób ogranicza skalę zakupów.
Jeszcze mniej prawdopodobne wydaje się, że wolna Wigilia źle się przełoży na zatrudnienie w handlu. W branży tej rąk do pracy już teraz brakuje; nic w sumie dziwnego, skoro praca to ciężka, a płace do najwyższych nie należą. Stąd coraz powszechniejsze w dyskontach, super- i hipermarketach kasy samoobsługowe; mają one niejako zastąpić ludzi, którzy zatrudnienia poszukali gdzie indziej. Podobnego zresztą argumentu używano, kiedy wprowadzano niedziele niehandlowe (inna sprawa, że wówczas nie chodziło o prawa pracownicze, lecz o ściągnięcie ludzi na niedzielne msze, co się nie udało) – też miały poskutkować wzrostem bezrobocia i falą bankructw sklepów, ale nic takiego nie nastąpiło, a do rozwiązania owego obywatele się przyzwyczaili i dziś nawet większość pracowników handlu nie chciałaby przywrócenia niedziel w pełni handlowych. Z wolną Wigilią też tak będzie.
Domniemywać należy, że ten dzień, który wydłuży świąteczny wypoczynek, będzie miał pozytywne skutki, zwłaszcza dla zdrowia. Zawsze to dodatkowe godziny odpoczynku i mniej stresu (o ile, rzecz jasna, nie napędzimy go sobie sami). To z kolei oznacza, że po świętach pracowali będziemy lepiej i wydajniej, na czym skorzysta cała gospodarka.
Wszystko to sprawia, iż wolna Wigilia zapowiada się na naprawdę pozytywne rozwiązanie, które jako społeczeństwo szybko docenimy.
PS. Jutrzejszej notki prawdopodobnie nie będzie z powodu ważnego wyjazdu. Serdecznie z góry przepraszam.
Komentarze
Prześlij komentarz