Szał zakupów
Wielkimi krokami zbliżają się święta mylnie zwane Bożym Narodzeniem (tak naprawdę są to Solstycja lub słowiańskie Szczodre Gody). Już za tydzień pierwsza w historii – dzięki Lewicy, dodajmy – ustawowo wolna od pracy Wigilia.
A tymczasem od dłuższego już czasu trwa (przynajmniej tak nam wmawiają kapitalistyczni propagandyści) świąteczny szał zakupów, o którym wspomniano nawet… w prognozie pogody w jednej z największych polskich stacji telewizyjnych. Bo wiadomo, skoro święta (każde), to trzeba kupować, kupować, kupować… Już to prezenty, już to żywność, której człowiek nie jest w stanie przejeść, już to nowe sprzęty AGD, już to elektronikę, a i nowy samochód by nie zaszkodził. Nieważne, czy sami wykazujemy zakupową chęć, czy też nie, reklamy bombardują nas na każdym kroku, wręcz wmuszając różne towary, sprzedawane po jakoby promocyjnych cenach. Natarczywi robią się też telemarketerzy.
Cóż, nic dziwnego, skoro Boże Narodzenie (no dobra, zostańmy już przy tej nazwie) to chyba najbardziej skomercjalizowane święto we wszystkich bodaj państwach kapitalistycznych, gdzie jest obchodzone, zwłaszcza oczywiście tych z globalnej Północy. W Polsce, co widzimy corocznie, też tak się rzeczy mają. Religijna symbolika związana z narodzeniem Jezusa Chrystusa (który był, rzecz jasna, człowiekiem, na świat zaś przyszedł najpewniej wiosną 6 lub 7 roku p.n.e.) zanikła niemal całkowicie i spotkać można ją obecnie głównie w kościołach różnych odłamów chrześcijaństwa, na festiwalach kolęd czy w filmie Kevin sam w domu (serio, jest on przesiąknięty symbolami chrześcijańskimi). Wszędzie poza tym króluje jedna wielka komercja, która zawłaszczyła takie symbole, jak choinka czy święty Mikołaj – dawny, bo obecnie to Gwiazdor reklamujący napój produkowany przez firmę aktywnie współpracującą z faszystowskim Izraelem.
Ów szturm komercji zaczyna się na długi przed Bożym Narodzeniem, z roku na rok, dodajmy, coraz wcześniej; pierwsze świąteczne, a raczej pseudo-świąteczne wystroje w dużych sklepach tudzież centrach handlowych pojawiać się zaczęły już w październiku, adekwatne natomiast reklamy dołączyły do nich bardzo szybko. Rzecz jasna celem wmówienia ludziom, że mają kupować, ile wlezie.
W kapitalizmie jest to proces najzupełniej naturalny, stuprocentowo zgodny z logiką paskudnego owego systemu. Komercjalizowane – oczywiście w imię fortun klas pasożytniczo-wyzyskujących – jest przecież wszystko, zwyczaje i tradycje związane z różnymi świętami czy obrzędami jak najbardziej również.
A Wigilię i Boże Narodzenie nader łatwo jest skomercjalizować. Święta to przecież radosne, spędzane najczęściej w rodzinnym gronie (co reklamy usilnie podkreślają), związane ze spożywaniem tradycyjnych potraw oraz wręczaniem sobie podarunków. W takich okolicznościach łatwo jest ludziom wmówić, że powinni robić gigantyczne wręcz zakupy. Nie mają na nie środków? „Pomocną” dłoń wyciąga już bank lub firma pożyczkowa… Przecież sam zwyczaj dawania prezentów to idealna pożywka dla kapitalistycznej komercji, czyli zmuszania ludzi do wydawania pieniędzy na bogactwo kapitalistów.
I wielu konsumentów temu wmówionemu przez ośrodki propagandy szałowi zakupów faktycznie ulega. Skutkiem są nie tylko spustoszone portfele tudzież konta bankowe, ale też śmietniki pełne już to niezjedzonej, zmarnowanej żywności, już to nietrafionych prezentów (nie wszyscy usiłują je odsprzedać), już to tego, co się bez pomyślunku nabyło, a potem uznało za zbędne.
A to niejedyna ciemna strona owej świątecznej komercji i szału zakupów. Drugą, jeszcze poważniejszą, jest świąteczna depresja. Ciągłe eksponowanie na zakupowe bodźce, czyli głównie reklamy, może nader negatywnie oddziaływać na stan zdrowia psychicznego osób w trudnej sytuacji materialnej… a takich przecież przybywa. Jeśli kogoś nie stać na zakup podstawowych dóbr czy usług, ciągle zaś widzi reklamy namawiające do popadnięcia w szał przedświątecznych zakupów, faktycznie może się załamać i popaść w tak poważną dysfunkcję, jaką jest depresja, zwłaszcza, jeśli już wcześniej się z nią zmagał (co często bywa nieuświadomione). Równie tragicznie rzecz się ma z ludźmi samotnymi. Jeżeli bezustannie oglądają reklamy czy inne materiały, w których rodziny na święta spotykają się w licznym gronie, oni zaś nie mają do kogo ust otworzyć, nader łatwo jest o załamanie. Nic dziwnego, że w okresie bożonarodzeniowym przybywa samobójstw, a przynajmniej prób samobójczych. To wina głównie komercji i szału zakupów.
Kapitalizm zabija…
Tymczasem święta – wszelkie – służą temu, żeby sobie po prostu odpocząć.
Komentarze
Prześlij komentarz