Zaatakowany się broni
To zupełnie normalne, a wręcz konieczne, że odpowiedzią na atak jest obrona. Zarówno w przypadku jednostkowym, czyli człowieka, jak i zbiorowym – od grupy ludzi po całe państwo. Forma tejże obrony powinna oczywiście być dostosowana do formy ataku. To znaczy, że przed atakiem słownym należy bronić się w taki sam sposób, a nie wyciągać pistolet i strzelać do atakującego. Z kolei, jeśli ktoś grozi nam bronią, nie głaszcze go po głowie.
Jako się rzekło, obrona jest naturalna i u pojedynczych ludzi, i u całych zbiorowości, państwa wliczając. Jest więc oczywiste, że kraj, który padł ofiarą zbrojnej agresji, zaczyna się bronić (samodzielnie lub z pomocą sojuszników). Odpiera (a przynajmniej próbuje) wrogą armię wkraczającą na jego terytorium, zestrzeliwuje pociski i samoloty nieprzyjaciela, zatapia jego okręty (jeśli działania wojenne toczą się na morzu, oceanie czy innym akwenie), prowadzi działalność wywiadowczą i kontrwywiadowczą, obala wrogą propagandę, itd. A jeżeli ma możliwość, odpowiada atakiem na atak, ostrzeliwując nieprzyjacielskie terytorium.
Dokładnie tak zachowała się Ukraina po agresji rosyjskiej sprzed czterech lat. Jakoś nikogo nie zdziwiło, że ukraińscy żołnierze stanęli do walki, ukraińskie bomby spadły na terytorium Rosji (choć rosyjskie bombardowania Ukrainy miały znacznie większą, czyli tragiczniejszą skalę), a prezydent Zełenski zaczął aktywnie działać na arenie międzynarodowej na rzecz pozyskania pomocy. Tę zresztą Ukraina otrzymała, zwłaszcza sprzętową.
Tymczasem po ataku Izraela i USA na Iran świat zachodni wielce się zdziwił, iż perskie państwo zaczęło się bronić. Zdziwienie owo widać chociażby w polskich mediach. Oto stało się coś niebywałego: Iran zaczął zestrzeliwać wrogie rakiety, a nawet sam zbombardował już to bazy amerykańskie na Bliskim Wschodzie (a tak przy okazji zapytam: po co one są tam potrzebne?), już to ostrzelał amerykański okręt, już to wystrzelił pociski w kierunku Izraela, a władze zapowiadają dalsze działania obronne, zwłaszcza, że agresorzy nie chcą ustąpić.
Ano właśnie, agresorzy… Cokolwiek sądzić o ustroju panującym w Iranie, o tamtejszym łączeniu religii (konkretnie – islamu szyickiego) z polityką tudzież systemem prawnym, nie da się zaprzeczyć, że to on padł ofiarą zbrojnej agresji. Perskie państwo nie miało zamiaru nikogo atakować; od czasu tzw. rewolucji islamskiej z 1979 roku nie wykonało ono ani jednego militarnego kroku przeciwko innemu krajowi, poza odparciem ataku ze strony Iraku Saddama Husejna czy teraz Izraela i USA. Irańska armia działa w oparciu o doktrynę defensywną, co w ostatnich dniach wyraźnie widać, a nie ofensywną. Tamtejszy program jądrowy, pozostający pod kontrolą międzynarodową, wbrew izraelskiej czy amerykańskiej propagandzie, nie miał raczej na celu zbudowania arsenału nuklearnego, na który zresztą Iranu nie stać (jego gospodarka, wskutek amerykańskich sankcji i katastrofy klimatycznej, jest w marnym stanie).
Zaatakowany Iran ma, jak każde inne państwo, pełne prawo się bronić. A nawet obowiązek. To, że irańskie rakiety spadają na amerykańskie bazy czy na Tel Awiw, nie jest atakiem, lecz odpowiedzią na niego. To próba zmuszenia wrogów do zakończenia wojny; a trzeba pamiętać, że taki na przykład Izrael bombarduje w Iranie obiekty cywilne, w tym szkoły i osiedla mieszkalne, rafinerie ropy naftowej, jak również zakłady zajmujące się odsalaniem wody morskiej; to ostatnie ma na celu odcięcie Irańczyków od wody pitnej. Irańskie władze i armia muszą przed czymś takim bronić ludność lokalną.
Działaniom, jakie Iran podejmuje przeciwko Izraelowi oraz USA nie ma się więc co dziwić. Tym bardziej nie należy ich potępiać, bo to byłoby tak, jak gdyby potępiać Polaków walczących podczas II wojny światowej przeciwko III Rzeszy.
Jeśli Iran nie będzie bronił się przez Izraelem i USA, może zostać wymazany z mapy, a jego ludność poddana eksterminacji. Koniecznie trzeba temu zapobiec.
Komentarze
Prześlij komentarz