Propaganda bredni

Niejaki Nawrocki Karol, czyli Alfons, zwany też Batyrem, lokator Pałacu Prezydenckiego, pochwalił (co w żadnym razie nie dziwi) izraelsko-amerykańską agresję na Iran. I stwierdził, że w państwie tym „chrześcijanie są prześladowani”.

I to rozminął się z prawdą. Bo w Iranie chrześcijaństwo ma wprawdzie mniej nieco praw niż islam szyicki, ale prześladowane ani trochę nie jest. Wyznawcy poszczególnych odłamów tej religii swobodnie ją praktykują w kościołach, które stoją i przez nikogo nie są atakowane (aczkolwiek nie zdziwiłbym się, gdyby spaść na nie mieli izraelskie tudzież amerykańskie bomby). Działa też nuncjusz, czyli ambasador Watykanu, z którym Iran utrzymuje normalne stosunki dyplomatyczne.

Wszystkiego tego łatwo można się dowiedzieć… Nie sądzę jednak, żeby Alfons z premedytacją skłamał. Podejrzewam, że on faktycznie sądzi, iż chrześcijanie są w Iranie prześladowani. Dlaczego? Ano z tej przyczyny, że takie wieści powszechne są na szeroko pojętym Zachodzie, Polskę wliczając. Perskie państwo od 1979 roku, kiedy to doszło tam do tzw. rewolucji islamskiej, przedstawiane jest jako okrutna dyktatura fanatyków religijnych, gdzie wszystko, co nie jest islamem szyickim, jest brutalnie niszczone i represjonowane (uwaga – taka dyktatura na Bliskim Wschodzie faktycznie istnieje; jest nią Arabia Saudyjska, gdzie rządzą wahhabici, czyli religijni fanatycy sunniccy, tyle że są oni od II wojny światowej sojusznikami USA, więc nie mówi się o nich źle, choć są prawdziwymi zbrodniarzami). Z taką właśnie tyranią kojarzy się Iran, no i ze zbrodniami ajatollahów, którzy o niczym innym jakoby nie marzą, jak tylko o zniszczeniu Zachodu, zwłaszcza USA i Izraela. Ludzie w naszej części świata mają takie skojarzenia, ponieważ wpaja je dominująca propaganda, mająca swe źródło oczywiście w Waszyngtonie i biorąca się z tego, że po 1979 roku Iran przestał udostępniać amerykańskim koncernom swoje złoża ropy naftowej. I podjął próbę stworzenia innego ładu politycznego, gospodarczego oraz społecznego niż zachodni.

Nie jest on jedynym państwem, o którym krąży taka negatywna propaganda, niewiele mająca wspólnego z faktami. Innym przykładem jest Korea Północna (mylnie nazywana komunistyczną, choć komunizm jest tam zakazany), którą też przedstawia się na Zachodzie jako nieopisaną tyranię, gdzie przeciwnicy polityczni Kim Dzong Una (a wcześniej Kim Dzong Ila i Kim Il Sunga zwanego mylnie Kim Ir Senem) mają być z automatu likwidowani. Fałsz tych twierdzeń wyszedł podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu w Korei Południowej, na których pojawiła się reprezentacja północnokoreańska na czele z kobietą, która kilka lat wcześniej miała zostać rozstrzelana; tymczasem żyła i miała się dobrze. Oczywiście przyczyną negatywnej propagandy jest dżucze, czyli oparty na samowystarczalności ład gospodarczy Korei Północnej, niepoddający się kontroli światowych koncernów i korporacji.

Trudno nie wspomnieć o Rosji, gdzie wprawdzie po rozpadzie ZSRR zapanował kapitalizm, i to bardzo dziki, ale ani tamtejsi oligarchowie, ani reprezentujący ich interesy car Putin nie chcą podporządkować się ani zachodniemu kapitałowi, ani Waszyngtonowi.

Rzecz jasna, propagandowe brednie szerzone na Zachodzie dotykają Chin. Czyli państwa, które udowodniło, że socjalizm jest lepszy niż kapitalizm. Nie tylko bowiem ogromnie podniósł poziom życia ponad miliarda ludzi, wyrywając ich z nędzy grożącej śmiercią głodową i zapewniając poziom egzystencji często wyższy niż w wielu krajach zachodnich, ale też doprowadził do przedsiębiorstw pokonujących w rynkowej konkurencji te amerykańskie, europejskie, japońskie czy południowokoreańskie. Chińczycy szturmem zdobywają poszczególne rynki, praktycznie we wszystkich branżach, a w niektórych (elektronika, motoryzacja – ze szczególnym uwzględnieniem samochodów elektrycznych) to oni wytyczać zaczęli trendy. A władze w Pekinie nie podporządkowują się dyktatowi Waszyngtonu. Toteż wciska się nam kit o ich rzekomym okrucieństwie i agresywnej polityce (w istocie jest ona bardzo pokojowa).

Generalnie, zachodnia propaganda oczernia wszystko, co nie wpisuje się we wzorce amerykańskie czy europejskie (niedawno o tym pisałem). Szerzy straszliwe bzdury na temat każdego, kto próbuje stworzyć alternatywne rozwiązania wobec dzikiego kapitalizmu lub przynajmniej nie jest marionetką USA. Ma na celu, rzecz jasna, obrzydzić nam Iran, Chiny, Koreę Północną czy Rosję, no i sprawić, że nie będziemy chcieli dowiadywać się prawdy o tych krajach.

I nie chodzi o to, aby je szczególnie uwielbiać i patrzeć na nie bezkrytycznie. Nie, w każdym z nich jest wiele złego. Czy jednak są gorsze niż nasza część świata, gdzie ludzie są jedynie trybikami w kapitalistycznej machinie, a USA i Izrael stanowią największe zagrożenie dla całej planety…? Mamy sądzić, że tak, aby nie zauważać własnego zniewolenia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić