Czynniki zniechęcenia

Jeden z najwybitniejszych żyjących polskich pisarzy – o ile nie najwybitniejszy – czyli Andrzej Sapkowski, zdiagnozował problem niskiego czytelnictwa w (k)raju nad Wisłą. Bo rzeczywiście, ponad połowa mieszkańców Polski w ciągu roku nie czyta ani jednej książki, co w niewielkim jeno stopniu nadrabiają ci, którzy czytają bardzo dużo (sporo z nich to ludzie młodzi, bywa, że określani cokolwiek pogardliwym mianem nerdów). Nic więc dziwnego, że funkcjonalny analfabetyzm się szerzy – pod tym zresztą względem nie jesteśmy tacy znowu wyjątkowi wśród państw kapitalistycznych, co jest oczywiście na rękę zarówno wyzyskiwaczom, jak i politycznej prawicy – jakość polszczyzny w mowie i piśmie marnieje, a durnie rządzą krajem.

Wracając do Andrzeja Sapkowskiego, jego zdaniem winę za ponury ów stan rzeczy ponoszą ceny książek. Wybity autor twierdzi, iż nie powinny one być wyższe niż cena butelki wódki, bowiem „jest to kwestia wyboru” (taką zresztą opinię wygłasza nie tylko w wywiadach, ale też zamieszcza w swojej twórczości literackiej). Cóż, trudno się z nim nie zgodzić, ponieważ książki są w Polsce – podobnie zresztą jak wszystko inne – zdecydowanie zbyt drogie. Ceny nazbyt często przekraczają 50 zł, i to znacznie przekraczają, a to naprawdę dużo forsy. Bywa, że przebijają stówkę. Jakość wydań tylko częściowo takie ceny usprawiedliwia, i jedynie w przypadku niektórych wydawnictw. W zasadzie chyba tylko lektury szkolne wycenione są jako tako korzystnie. Tak czy owak, żeby kupić sobie książkę, trzeba mieć trochę zaoszczędzone, a że sytuacja finansowa milionów osób w Polsce do łatwych się nie zalicza, to nic dziwnego, że z tego akurat zakupu ludzie rezygnują.

Ktoś powie, że książek kupować nie trzeba, są bowiem biblioteki, z których korzystać można całkiem za darmo. To prawda. Do biblioteki warto się zapisać, karta biblioteczna w portfelu dobrą jest rzeczą. Nie tylko ze względu na generowane przez fakt jej posiadania oszczędności; w dobrych bibliotekach znaleźć można wiele naprawdę fajnych pozycji, które od dawna nie są wznawiane (nowości też oczywiście są).

Mowa jednak o DOBRYCH bibliotekach, czyli takich, które są:

1) solidnie – w miarę możliwości prowadzącej je jednostki samorządu terytorialnego – finansowane;

2) zatrudniają kompetentną kadrę, podejmującą działania kulturalno-oświatowe.

Mieszkam w małej miejscowości, ale mam to szczęście, że funkcjonuje tu taka właśnie biblioteka (zresztą cały ośrodek kultury, pod który ona podlega, prezentuje nader wysoki poziom). Nie wszyscy jednak są aż takimi farciarzami, nie wszędzie biblioteki są dobrze zaopatrzone. No i nie oszukujmy się – nawet, jeśli funkcjonują one najlepiej pod słońcem, to i tak wiele osób je omija. Dlaczego?

Ano, ceny książek stanowią ważny czynnik zniechęcający do czytania – tu Andrzej Sapkowski ma całkowitą rację. Ale niejedyny, i chyba nie najistotniejszy.

Za tenże uznałbym (o czym niejednokrotnie pisałem) polską szkołę. A konkretnie programy nauczania języka polskiego. Jeszcze konkretniej, dobór lektur i sposób ich omawiania.

Na rynku mnóstwo jest interesujących pozycji dla dzieci i młodzieży, zarówno klasyki, jak i literatury współczesnej. Jednakże na lekcjach polskiego omawiane są tytuły dla współczesnych osób uczniowskich częstokroć zbyt nudne, a często-gęsto za trudne, ze względu chociażby na archaiczny język. Ich lista bywa też układana wedle kryteriów ideologicznych; przykładowo, pod PiS-owskim nie-rządem na siłę wciskano na nią dzieła Karola Wojtyły/Jana Pawła II (tymczasem – piszę to zupełnie na poważnie, bez najmniejszej kpiny – w arcydziełach wspomnianego wyżej Andrzeja Sapkowskiego jest o wiele więcej mądrych, pożytecznych treści). Czytanie lektur staje się więc przykrym obowiązkiem, wręcz katorgą, zwłaszcza w sytuacji, kiedy osoba nauczycielska nie potrafi lub (jak sądzę, częściej) nie chce omówić ich w ciekawy sposób. Co zresztą często uniemożliwia program nauczania; wspominałem o tym w niedawnej notce o naszym eposie narodowym.

Efekt jest taki, że wiele młodych osób wychodzi ze szkoły z przekonaniem, że książka to koszmar, jaki omijać należy szerokim łukiem. Że czytanie to nie przyjemność i rozrywka korzystanie oddziałująca na umysł tudzież psychikę, lecz koszmarna strata czasu. Taka osoba nie tylko nie wyda na książkę pieniędzy, ale nawet jej nie wypożyczy. Brak zaś czytanie odciśnie się negatywnie na jej rozwoju intelektualnym.

Podsumowując – tak, książki zdecydowanie powinny być tańsze, podobnie jak wszystko inne w tym kapitalistycznym piekle. Ale żeby podnieść poziom czytelnictwa, należy czytanie skutecznie promować, czym zajmować się powinny nie tylko dobrze działające biblioteki bądź organizacje społeczne, lecz przede wszystkim szkoła publiczna, i to od najmłodszych lat podstawówki.

Inaczej utoniemy w ciemnocie, a prawica przerobi Polskę na obóz koncentracyjny generujący zyski kapitalistom…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić