Uciekli burżuje do Dubaju
Uciekli polscy burżuje do Dubaju. Przede wszystkim różnego rodzaju influencerzy i inne gwiazdy nie wiadomo czego. Uciekli oczywiście przed podatkami – w Zjednoczonych Emiratach Arabskich mogą sobie tworzyć swoje treści internetowe i zarabiać na nich, nie uiszczając ani grosza u polskiego fiskusa, mimo iż treści owe przeznaczone są dla polskich odbiorców. To oczywiście okradanie NAS WSZYSTKICH. Czyli dokładnie to samo, co robią kapitaliści wyprowadzający ogromne pieniądze na konta w rajach podatkowych; Dubaj takim rajem jest.
Wypięli się zatem burżuje na Polskę i Polaków. Twierdzili, że państwo im niepotrzebne.
Ale co się stało? Ano, Izrael wespół z USA zaatakowały Iran. A ten odpowiedział, między innymi ostrzeliwując amerykańskie bazy w regionie, w tym i te, co znajdują się relatywnie blisko Dubaju. Bliski Wschód zawrzał… i to mocno, bowiem nie ustają wszak izraelskie rzezie w okupowanej Palestynie, a także otwarta wojna izraelsko-libańska. Ludzie w tamtym regionie, nawet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, które formalnie w żadnym konflikcie nie uczestniczą, mają więc pełne prawo czuć się zagrożeni.
Skoro nagle okazało się, że polscy burżuje w Dubaju wcale tak dobrze nie mają, bo może im na łeb spaść zabłąkana rakieta, no to trzeba ich ewakuować. Polski rząd zorganizował więc akcję ewakuacyjną.
W sumie, robi to, co powinien. Było nie było, chodzi o obywateli polskich, którym bezpieczeństwo zapewnić należy. Rzecz tyczy się wszelako czego innego, a mianowicie kosztów owej ewakuacji. Poniesiemy je my, z naszych pieniędzy, całość sfinansuje bowiem budżet państwa.
Nie byłoby w tym nic złego ani niewłaściwego, gdyby ewakuowano na przykład turystów czy inne osoby, które przebywają w Dubaju, ale spełniają wszystkie obowiązki obywateli polskich, z płaceniem podatków w Polsce na czele. Ale burżuje, którzy nawiali tam przed daninami publicznymi…?
Nie, zdecydowanie nie chciałbym, żeby ich tam zostawiono (jeśli oczywiście faktycznie grozi im niebezpieczeństwo). Skoro jednak najpierw wypięli się na Polskę, a teraz oczekują od niej pomocy, to niechaj za ową pomoc zapłacą z własnych kieszeni. Lub poproszą o jej sfinansowanie władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tak byłoby sprawiedliwie, czyż nie?
Bo podkreślam, że tu nie chodzi o ludzi, którzy przypadkowo znaleźli się w złym miejscu w złym czasie. Burżuje chcieli pokazać, że bez Polski sobie poradzą. Co im, jak widać, nie wyszło.
Przy okazji pięknie wali się neoliberalna/neokonserwatywna teoria o kowalu własnego losu, czyli jednostce, która świetnie radzi sobie sama, a państwowe działania, zwłaszcza konieczność uiszczania opłat u fiskusa, tylko ją ograniczają. Brednie takie najchętniej głoszą właśnie przedstawiciele burżuazji, żyjący na czyjś koszt (z reguły pracowników swoich firm, ewentualnie podatników); samo sformułowanie „kowal własnego losu” wymyślił pewien amerykański właściciel niewolników. Nagle wszak okazuje się, że w kryzysowych sytuacjach typu zagrożenie wojną bez państwa i jego wsparcia nijak nie idzie sobie poradzić, a los za czorta nie chce pozwolić się wykuwać.
Nie wydaje mi się jednakowoż, że cała ta historia polskich burżujów czegokolwiek nauczy…
Komentarze
Prześlij komentarz