Bitwa o Tadzia

A dziś będzie o książkach, konkretnie o jednej.

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Bardzo lubię klasykę literatury polskiej; i nie tylko, ale rodzima najmocniej do mnie trafia. Twórczość Adama Mickiewicza również zaliczam do swoich ulubionych, acz zdecydowanie nie zamierza włączać się w bój, kto był większym poetą: Mickiewicz czy Słowacki; obaj byli wielcy. Za najwybitniejszy utwór owego wieszcza uważam część trzecią Dziadów, niemniej Pana Tadeusza też uwielbiam. Nie bez kozery jest to nasz narodowy epos, zalicza się do najważniejszych utworów w historii literatury polskiej, a przy tym naprawdę fajnie się go czyta… pod warunkiem, że robi się to dla własnej przyjemności, nie zaś dlatego, że szkoła kazała. No i właśnie, szkoła.

W ostatnich tygodniach polskim społeczeństwem – zwłaszcza, jak przypuszczam, tą jego częścią, która do książek niespecjalnie lubi zaglądać – wstrząsnęła wieść, że Pan Tadeusz ze szkół znika, iż dłużej lekturą już nie będzie. Wywołało to falę oburzenia i protestów, jak łatwo się domyślić, nieuzasadnionych.

Jakie bowiem są fakty? Ano takie, że arcydzieło Adama Mickiewicza było lekturą obowiązkową w szkołach średnich, omawianą w całości, wg podstawy programowej z 2012 roku. I prawdopodobnie nadal będzie; piszę: „prawdopodobnie”, ponieważ nowa podstawa programowa dla tego akurat etapu (wątpliwej) edukacji nie jest jeszcze znana. W gimnazjach omawiano jego fragmenty, natomiast po likwidacji tych szkół przez PiS, w 2017 roku Tadzio stał się lekturą w szkole podstawowej, do omówienia w klasach siódmej-ósmej, znów w całości. Sytuację zmieniła nieco podstawa programowa z 2024 r., wedle której obowiązkową lekturą w podstawówce zostały jeno księgi: I, II, IV, X, XI i XII. A najnowsza podstawa programowa stanowi, iż uczniowie podstawówek OBOWIĄZKOWO znać będą musieli tylko Inwokację.

OBOWIĄZKOWO, co nie znaczy, że inne fragmenty Pana Tadeusza bądź nawet całość eposu nie będą w szkole podstawowej mogły być omawiane. Zapewne zresztą na lekcjach polskiego się pojawią, z tej choćby przyczyny, że nauczyciele mają ich z dawna przygotowane scenariusze, których się trzymają i ma mają potrzeby ich zmieniać. Dalej, nowa podstawa programowa przewiduje, że w w klasach siódmej i ósmej podstawówki osoby uczniowskie czytały będą co roku co najmniej cztery utwory, wliczając „teksty epickie reprezentujące różne sposoby prowadzenia narracji”. Jednym z nich będzie mógł być Pan Tadeusz, nic nie stoi temu na przeszkodzie; nauczyciele zyskają po prostu pewną swobodę w wyborze lektur, co jest, moim zdaniem, rzeczą dobrą, aczkolwiek jeszcze lepszą byłoby, gdyby takową swobodę zyskały osoby uczniowskie.

A teraz najważniejsze. Otóż, nowej podstawie programowej przyświeca założenie, aby ograniczyć kucie na pamięć i skupić się na uczeniu dzieci rozumienia sensów, w tym przypadku utworu literackiego. I jest to jak najbardziej słuszne. Osoby uczniowskie są od dawna zdecydowanie zbyt przeciążone programami nauczania z poszczególnych przedmiotów, toteż z konieczności „uczą się” (cudzysłów oczywiście celowy i uzasadniony) na zasadzie: zakuj, zdaj, zapomnij. Skutkiem czego wychodzą ze szkół z pustymi głowami. Odciążanie podstaw programowych jest więc rozwiązaniem nader sensownym, zwłaszcza, jeśli chce się nauczyć dzieciaki czytania ze zrozumieniem (co jest bezwzględnie konieczne wobec fali analfabetyzmu funkcjonalnego).

No i nie oszukujmy się – Pan Tadeusz utworem jest przepięknym, ale żeby przeczytać go w całości, trzeba mieć trochę cierpliwości, wiedzy i innych kompetencji. Mówiąc wprost, dla młodszych roczników osób uczniowskich może być nieco zbyt trudny. Toteż zdecydowanie lepiej jest omawiać go w całości w szkole średniej, a w podstawówce we fragmentach.

Równie ważna jest też jakość tegoż omawiania. A Pan Tadeusz zaliczał się do najgorzej omawianych lektur szkolnych, co tylko zniechęcało i do tego utworu, i do czytania w ogóle (grzech śmiertelny polskiej szkoły, swoją drogą). Programy nauczania skupiały się na wątku Jacka Soplicy, patriotyzmie i innych pierdołach, zamiast na humorze, ironii czy lekkości Tadzia.

Bitwa o ten utwór na liście lektur wydaje się zatem nieuzasadniona. Zmiana szykowana przez MEN zapowiada się na dobrą. Jak będzie, pokaże oczywiście czas.

A tak w ogóle, należałoby wreszcie zacząć omawiać w szkołach Baśń o trzech braciach i królewnie Aleksandra Fredry. To dopiero klasyk i arcydzieło ze wszech miar szacowne.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić