Rozbita Manifa

Wczoraj był 8 marca, czyli Międzynarodowy Dzień Kobiet. Z tej okazji pro-kobiece organizacje społeczne w największych polskich miastach organizowały Manify – demonstracje, podczas których ocenia się stan praw kobiet w Polsce i domaga pozytywnych zmian na tym polu; albowiem zmienić trzeba dużo.

Manifa odbyła się wczoraj również we Wrocławiu. Atmosfera była gorąca (czemu oczywiście trudno się dziwić). Wygłoszono konkretne przemówienia na temat sytuacji płci żeńskiej w (k)raju nad Wisłą, wzniesiono hasła takie jak: TO NIE JEST KRAJ DO RODZENIA DZIECI! (no bo rzeczywiście nie jest); KIEDY PAŃSTWO NAS NIE CHRONI, SWOJEJ SIOSTRY BĘDĘ BRONIĆ!; KAŻDA WŁADZA KOBIETY ZDRADZA!; PIS, PO, DLA KOBIET JEDNO ZŁO!; i im podobne. Innymi słowy, osoby uczestniczące, czyli panie i ich sojusznicy, wyrażały niezadowolenie ze stanu praw kobiet w Polsce i tego, jak obecny rząd wywiązał się z obietnic w tym zakresie – to znaczy, prawie się NIE wywiązał.

Bo też i do zadowolenia nie ma powodów. W sumie chyba jedyną zmianą na lepsze jest wprowadzenie nowej definicji gwałtu, jako KAŻDEGO stosunku seksualnego, na który wprost nie wyrażono zgody. Nie udałoby się to, gdyby nie Lewica w kolacji rządowej. Ale już prawa reprodukcyjne prezentują się tak samo marnie, co pod nie-rządem Bezprawia i Niesprawiedliwości. Mamy jedno z najbardziej restrykcyjnych ustawodawstw (zalegalizowane bezprawie – tak trzeba je nazywać) antyaborcyjnych na świecie, a we wschodnich województwach zabiegu przerwania ciąży praktycznie nie da się wykonać nawet w sytuacjach przewidzianych w przepisach. Dostęp do antykoncepcji pozostaje nader mocno utrudniony. Rzetelna edukacja seksualna kuleje na obie nogi. I tak dalej… Do tego dochodzi dyskryminacja ze względu na płeć, wciąż obecna w wielu sektorach.

Nic dziwnego, skoro na prawach kobiet zależy tylko najsłabszemu liczebnie elementowi koalicji rządowej, czyli Lewicy oraz znajdującej się w opozycji (i też nielicznej) partii Razem; pozostałe ugrupowania w Sejmie i Senacie albo są wobec przedstawicielek płci żeńskiej tudzież ich praw jawnie wrogie, albo prawa owe wraz z koniecznością pełnej ich implementacji ignorują. Panie mają więc powód, by czuć się zawiedzione. I pełne prawo, aby zawód ów manifestować.

No właśnie, chyba jednak niepełne. Wrocławską Manifę zaatakowali bowiem bandyci w granatowych szmatach (mundurach), czyli mendy (nie mylić z uczciwymi funkcjonariuszami policji, bo zdarzają się i tacy). Interwencja była brutalna, uczestniczki Manify – często przypadkowo wyrwane z tłumu osoby – wleczono do radiowozów tudzież suk.

Powód? Zapalono race, w astronomicznej liczbie wynoszącej całe trzy. Kiedy uczestnicy neonazistowskich przemarszów palą setki, o ile nie tysiące rac, strzelają z petard i zanieczyszczają wszystko wokół siebie (również substancjami stanowiącymi finalny efekt procesu trawiennego), mendom zdaje się to nie przeszkadzać; interweniują, kiedy już naprawdę inaczej się nie da. Ale gdy panie wzmacniają swój SŁUSZNY przekaz ideologiczny, odpalając TRZY race… no, to jest powód do ataku bandziorów w granatowych szmatach, albowiem panie zagrażają porządkowi publicznemu tudzież ustrojowi państwa. Terrorystki!

Wrocławskie mendy dokonały, ni mniej, ni więcej, zamachu na konstytucyjną wolność zgromadzeń, również konstytucyjną wolność słowa oraz ustrój demokratyczny (czy na pewno, to już inna sprawa). Przy pełnej, obawiam się, akceptacji pana Marcina Kierwińskiego, ministra spraw wewnętrznych i administracji, który iście PiS-owską, esesmańską brutalność granatowych bandziorów zdaje się stuprocentowo aprobować.

Pacyfikacja wrocławskiej Manify przez mendy pokazuje kilka rzeczy. Po pierwsze, dopóki większości rządowej nie będą miały lewicowe formacje (Lewica z Razem), nie ma najmniejszych szans na pełne urzeczywistnienie praw kobiet, ze szczególnym uwzględnieniem tych reprodukcyjnych. Nie dopuści do tego nawet rzekomo liberalna Koalicja Obywatelska, gdyż i ona działa ze smyczy Kościoła katolickiego, toteż – podobnie jak cała reszta polskiej prawicy – dąży do zredukowania kobiet do roli żywych inkubatorów, żywych odkurzaczy, żywych robotów kuchennych tudzież żywych gumowych lal. Po drugie, poszczególne ugrupowania prawicowe nie różnią się pomiędzy sobą w zakresie zupełnego braku tolerancji na jakąkolwiek krytykę ich polityki, zwłaszcza postępową i prospołeczną. Przypominanie o elementarnych prawach człowieka i demokracji to dla nich zbrodnia niesłychana, którą trzeba brutalnie ukarać. Stąd po trzecie: nie ma w (k)raju nad Wisłą prawicy demokratycznej. Po czwarte: prawica utrzymuje bandycki aparat represji i nadzoru. Po piąte: nie-rządy Bezprawia i Niesprawiedliwości przekształciły policję w zbiorowisko granatowych mend, a Koalicja Obywatelska je utrzymuje i w żaden sposób nie zamierza tej służby reformować, mimo iż reforma – w tym oczyszczenie policji z bandziorów w granatowych szmatach, na które co najwyżej napluć warto (o ile śliny nie szkoda) – jest bezwzględnie konieczna.

Dlatego liczyć się należy z faktem, że kolejne Manify również będą rozbijane, a kobiety w Polsce jeszcze długo nie uzyskają pełni praw, w szczególności do dbania o własne organizmy. Wszystkie zaś osoby obywatelskie, zwłaszcza te uznawane przez władzę za słabsze, terroryzowane będą przy użyciu mend.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić