Niewolnictwo nad Wisłą
Rasistowska prawica, zarówno rządowa, jak też opozycyjna, straszy nas migrantami. Ci wszelako w Polsce są i pracują. To nie tylko Ukraińcy i osoby pochodzące z innych krajów z byłego ZSRR, Turcy, Indusi czy Wietnamczycy, nie tylko ludzie z Bliskiego Wschodu i Afryki, ale też pracownicy z Ameryki Południowej. W ostatnich dniach głośno zrobiło się o Kolumbijczykach.
Otóż, okazało się, iż pracownicy z Kolumbii – zatrudnieni oczywiście na śmieciówkach, w których zawarto zaiste fatalne postanowienia – byli niemiłosiernie wyzyskiwani, oszukiwani oraz eksploatowani przez agencje zatrudnienia, zwłaszcza jedną, nader paskudną, z Białegostoku. Być może dochodziło nawet do handlu ludźmi, ale tego jeszcze nie wiadomo, badania trwają. Nie tylko zarabiali oni marne pieniądze – o ile w ogóle im je wypłacano, gdyż normy zdecydowanie to nie stanowiło – ale też mieszkali w fatalnych warunkach, za które musieli słono płacić, nakładano na nich „kary” finansowe za nieporządek w pokoju czy tym podobne bzdury, jak również za choroby, przerwanie kontraktu, itd., potrącano pieniądze za rzekomo załatwianie formalności. Często po trzech miesiącach, kiedy legalny pobyt tych ludzi w Polsce dobiegał końca, wyrzucano ich na bruk, oczywiście bez wypłaty wynagrodzenia. Kopii umów częstokroć w ogóle im nie pokazywano. Dochodziło do zamykania pracowników w mieszkaniach na klucz, do gróźb pobicia, nawet straszenia śmiercią.
Krótko mówiąc, paskudna sprawa, zahaczająca o niewolnictwo, nawet, jeśli proceder ów formalnoprawnej definicji tegoż (jeszcze) nie spełnia. Rzecz miała – ma – miejsce nie tylko w dużych miastach, lecz także miejscowościach, gdzie jest jeden dominujący kapitalista, powiązany z oszukańczymi agencjami zatrudnienia, a jego pracownicy nie mają jak ani komu się poskarżyć na fatalne warunki. Warto w tym miejscu zauważyć, iż Polacy padali i nadal padają ofiarami podobnych praktyk na Zachodzie.
Jeżeli organa państwa polskiego Kolumbijczykami owymi w ogóle się zainteresowały, to z reguły kończyło się to odesłaniem ich do domu… gdzie wracali z długami. Sprawa zresztą nie wyszłaby na jaw, gdyby nie jedna z organizacji broniących praw człowieka.
Oszustami i wyzyskiwaczami nie zawsze są bezpośrednio kapitaliści – właściciele konkretnych zakładów (np. produkujących mięso, bo w takich właśnie pracuje dużo Kolumbijczyków czy innych osób z Ameryki Łacińskiej), ale właśnie agencje zatrudnienia. Niektóre z nich prowadzą Polacy, inne Ukraińcy, coraz częściej Kolumbijczycy wyzyskujący swoich rodaków.
Migranci – nie tylko z Kolumbii – są w szczególnie kiepskiej sytuacji, albowiem nie są obywatelami polskimi, przybyli nad Wisłę często bez środków do życia, nieraz zadłużeni, toteż łatwo ich zastraszyć, oszukać i wyzyskać, a czasem zabić. Ale bądźmy szczerzy, Polaków też to dotyka. Polski rynek pracy łamaniem praw pracowniczych stoi od samych początków transformacji ustrojowej, czyli budowy nieludzkiego systemu kapitalistycznego.
Agencje zatrudnienia masowo oszukują również polskich pracowników. Wiele jest sytuacji, kiedy proletariusze nie dostali pieniędzy za pracę… ale nie wiadomo, u kogo mieli się o nie upomnieć: czy w zakładzie, gdzie pracowali, czy w agencji, jaka formalnie ich zatrudniała, jedno ani drugie płacić nie chce i zrzucają na siebie winę (przypadek taki kilkanaście lat temu zdarzył się w znanej i bardzo dużej sieci hotelowej).
Oczywiście i bez agencji zatrudnienia wyzysk zachodzi. Mowa chociażby o śmieciówkach czy wymuszonym samozatrudnieniu – służą one wszak temu, aby pracownikowi mniej płacić oraz przerzucać na niego koszta związane chociażby z ubezpieczeniem społecznym, jak również pozbawić go licznych praw, np. do regulowanego czasu pracy czy urlopu.
Już jawnym, mimo iż niewolnictwem są bezpłatne staże, o czym wielokrotnie pisałem.
Zresztą, czyż kapitalizm jako taki nie bazuje na wyzysku, jakże często skrajnym? A od niego do niewolnictwa, chociażby nieformalnego, tylko jeden krok, i to krótki…
Komentarze
Prześlij komentarz