Dzieci cyfrowego świata
Na antenie jednej z rozgłośni radiowych podano dziś, że pokolenie Z niezbyt dobrze radzi sobie z pisaniem odręcznym. O ile z klawiatury fizycznej bądź dotykowej osoby przedstawicielskie tej generacji korzystają świetnie, o tyle około 40 proc. z nich niewyraźnie pisze przy pomocy długopisu, pióra i im podobnych przyborów. Mało tego, ludzie ci mają problem z przelewaniem myśli na papier; wielu spośród nich trudno jest sklecić sensowne zdanie, zwłaszcza wielokrotnie złożone – w sytuacji, gdy piszą odręcznie.
Czy to prawda, nie wiem; powtarzam li tylko informacje zasłyszane w radio. W każdym razie, konkluzja jest taka, że nieradzenie sobie z pisaniem ręcznym negatywnie przekłada się na rozwój intelektualny. „Zetki” mają więc głupieć.
Przypomnijmy, że chodzi o pokolenie urodzone w latach mniej więc 1995-2012, czyli o pierwszą generację wychowaną we w pełni scyfryzowanym świecie. Świat online jest dla tych ludzi całkowicie naturalnym środowiskiem, na równi ze światem realnym, obsługa nowych narzędzi przychodzi im z wielką łatwością. Są po prostu oswojeni z technologią.
Ale to nie wszystko, bo „zetki” cechuje wysoka świadomość społeczna. Spory odsetek tego pokolenia to osoby tolerancyjne, ceniące różnorodność i ekologię; innymi słowy, dość postępowe (naturalnie zdarzają się wyjątki, zwłaszcza młodzi ludzi ogłupieni ideologiami skrajnie prawicowymi). Mają tez sprecyzowane oczekiwania wobec pracy, zatrudnienia. Jeśli chodzi o sposób wykonywania obowiązków zawodowych, cenią sobie elastyczność w postaci pracy zdalnej lub hybrydowej, z drugiej wszelako strony stawiają na stabilność zatrudnienia i wysokie zarobki. Jak dla mnie, symptomy głupoty zdecydowanie to NIE SĄ; wręcz przeciwnie, podejście takie świadczy o życiowej mądrości, trzeźwym myśleniu i nieuleganiu kapitalistycznej propagandzie. Jeśli robota ich nie zadowala, „zetki”, zamiast się w niej męczyć, szybko i łatwo ją zmieniają, poszukując zarówno uznania, jak i nowych dróg rozwoju. To też mądre podejście.
Inną cechą tego pokolenia jest multitasking. Ludzie ci potrafią mianowicie wykonywać kilka czynności jednocześnie, są przy tym nader kreatywni. Tyle, że może to być (nie wiem, tak tylko przypuszczam, idę na czuja) inny rodzaj kreatywności niż ten, który wykształcił się u osób piszących przede wszystkim ręcznie, a klawiaturę traktujących jako co najwyżej alternatywne narzędzie wobec długopisu czy pióra.
Rzecz jasna, poziom inteligencji i rodzaje uzdolnień u poszczególnych osób w każdym pokoleniu są różne. Jednakże byłbym ogromnie ostrożny z wnioskiem, że skoro część, choćby duża, generacji Z ma problem z pisaniem odręcznym, jest ona głupsza niż starsze pokolenia. Podejście tych ludzi do życia zdaje się wskazywać na coś wręcz przeciwnego. Otóż, „zetki” są osobami pragmatycznymi, nastawionym na realizację własnych celów, marzeń i pragnień. Nie dostosowują się więc z automatu do odgórnych oczekiwań, żywionych chociażby przez kapitalistów, lecz pytają, co będą mieli dla siebie. I bardzo dobrze!
Wychowanie w cyfrowym świecie, obycie z technologią od najmłodszych lat to jedno. Nie należy wszakże zapominać o czymś jeszcze. Mianowicie, osoby z pokolenia Z widziały, co działo się i z reguły nadal dzieje z ich rodzicami czy starszym rodzeństwem. Czyli z ludźmi, których okrutny, barbarzyński kapitalizm wciągnął w swoje mordercze tryby, wyeksploatował do cna i wypluł. Z ludźmi, którzy dawali z niebie wszystko, nie oczekując niczego w zamian (bo tak im wmówiono), przeto nic nie dostali, poza zniszczonym zdrowiem oraz życiem. I generacja Z wyciągnęła wnioski.
Jej osoby przedstawicielskie – nawet, jeśli nie wszystkie – nie są zatem tak podatne na kapitalistyczną propagandę, jak to było u pokoleń starszych. Nie wierzą, że wystarczy ciężko harować, by się dorobić, obserwują bowiem, że tym, czego ludzie się dorabiają, znacznie częściej są choroby zawodowe niż pieniądze i godziwy byt. Dlatego też żywią konkretne oczekiwania, w tym płacowe, odnośnie pracy, dlatego gotowe są ją zmieniać w razie oczekiwań tych niespełnienia.
Jak dla mnie, świadczy to o mądrości. Takiej prawdziwej, życiowej.
Jeśli zaś generacja Z faktycznie ma problem z pisaniem odręcznym, może należałoby coś zmienić w systemie edukacji? Na przykład dostosować ją do współczesnych czasów, bo w wielu krajach, Polskę wliczając, wciąż tkwi ona tak gdzieś na przełomie XVIII i XIX wieku (mentalnie przynajmniej).
No i nie zapominajmy, że świat zmienia się nieustannie. Fakt zatem, iż klawiatury wypierają obecnie długopisy, wcale taki dziwny nie jest. Żelazo też kiedyś wyparło brąz, a narzędzia metalowe jeszcze wcześniej wyparły kamienne.
Komentarze
Prześlij komentarz