Pozbawianie zapału

Cechą kapitalizmu, o której rzadko się wspomina, jest to, że ten system w straszliwym stopniu pozbawia zapału do pracy. Nie, nie rozleniwia, nie sprawa, że człowiekowi nie chce się pracować. Po prostu uzmysławia, że wysiłek jest bezsensowny, daremny, próżny, a wypełniając obowiązki zawodowe, dorobić się można głównie chorób fizycznych tudzież psychicznych. Krótko mówiąc, pozbawia motywacji oraz sił.

Rzecz jasna, głównym powodem takiego stanu rzeczy jest wyzysk. W firmach, gdzie jest on relatywnie mało odczuwalny, a przy tym panuje w miarę dobra atmosfera, jeszcze niekoniecznie pozbawia zapału do pracy. Jeśli jednak pracownik haruje, wypruwa sobie żyły, poświęca robocie każdą chwilę życia poza ewentualnie snem czy jedzeniem, nie ma czasu na życie rodzinne ani towarzyskie, w dodatku jest źle traktowany… a mimo to nie stać go ani na opłacenie rachunków, ani na zaspokojenie najbardziej nawet podstawowych potrzeb bytowych, szybko rodzi się słuszne poczucie, że wysiłek włożony w wypełnianie obowiązków zawodowych to jeden wielki bezsens, katorga i ogólna beznadzieja. Rodzi to, jak łatwo się domyślić frustrację, i sprawia, że nie ma się najmniejszej ochoty wykonywać obowiązków. To zupełnie naturalne.

Bo po co pracować, skoro człowiek nie ma uzyskuje w ten sposób niezbędnych do przetrwania środków?

Warto w tym miejscu pamiętać, że wynagrodzenie za pracę to nie tylko niezbywalne prawo człowieka, nie tylko rzecz konieczna do egzystencji, ale też wielce skuteczna motywacja. Pracownik dobrze opłacony pracuje wydajniej i chętniej. W drugą stronę również to działa – zbyt niska płaca odbiera chęć do aktywności zawodowej, w każdym razie na wysokim poziomie.

Nie sam tylko fakt niskich zarobków pozbawia zapału do pracy, ale i ich rozwarstwienie. Jeśli pracownik, mimo iż się zaharowuje, zarabia stosunkowo niewiele, podczas gdy jego szef, co głównie pierdzi w stołek, mieszka w pałacu i wozi się luksusowymi furami, motywacji do (lepszej) pracy bynajmniej to nie sprzyja. Rodzi się bowiem poczucie niesprawiedliwości – kto inny pracuje, a kto inny spija śmietankę; proletariusz czuje, że zasuwa NA KOGOŚ (na kapitalistę, oczywiście), na CZYJEŚ bogactwo. Zachodzi tu proces alienacji pracy – zarówno ona sama, jak i jej efekty, w postaci na przykład odpowiedniego wynagrodzenia, odrywane są od wykonującej ją osoby.

Innym czynnikiem zniechęcającym są zbyt wysokie koszta utrzymania. Horrendalne opłaty (często zawyżone przez złodziejskich właścicieli budynków mieszkalnych bądź administracje mieszkaniowe) i czynsze tudzież zwariowane ceny w sklepach sprawiają, że nawet nominalnie wysokie zarobki nie pozwalają się utrzymać, a jeśli już, to na minimalnym poziomie, ocierającym się o ubóstwo. Na odłożenie oszczędności większość proletariuszy nie ma szans; cudem jest przeżycie od pierwszego do pierwszego bez zaciągania pożyczek. To, rzecz jasna, także zabija motywację, zapał do pracy. Bo sprowadza się do tego, o czym wspominałem wcześniej – człowiek zaharowuje się niemal na śmierć, a mimo to na nic nie może sobie pozwolić, ciągle mu brakuje pieniędzy. Rozwijają się frustracja i poczucie bezsensu, beznadziei.

Do tego dochodzą różne patologie w miejscu pracy, od złej atmosfery po mobbing czy molestowanie seksualne. Po co się poświęcać, skoro jest się traktowanym jak śmieć i niszczonym?

Oczywiście kapitalistyczna i ogólne prawicowa propaganda za czynnik rozleniwiający podaje mityczny socjal. Wszelkie świadczenia społeczne, na czele z zasiłkami, mają sprawiać, że ludziom nie chce się pracować, iż pracę uznają oni za czynność zbędną. To nieprawda, zwłaszcza w takim państwie jak kapitalistyczna Polska, gdzie świadczenia socjalne niby są, ale nieliczne, trudno dostępne i niskie.

W praktyce nic tak nie odbiera zapału do pracy, jak kapitalizm i jego ciemne strony (jasnych zresztą nie ma).

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić