Cobyś nie lubił Ukraińca

Minął nam 11 Listopada, czyli Święto Niepodległości w nietrafionym terminie. Jak zwykle, politycy opowiadali bajki (mizernej, jak łatwo się domyślić, jakości), a ulicami największych miast, ze stolicą na czele, pełźli naziści w swoich Marszach Nienawiści. Tak, 11 Listopada od lat jest silnie przesiąknięty polską odmianą nazizmu, co stanowi profanację dla tego święta. Oczywiście nie zabrakło nazistowskich i rasistowskich symboli, jak również haseł pełnych nienawiści.

Obiektami tejże od dłuższego już czasu padają (nie tylko w Polsce, dodajmy) obcokrajowcy: uchodźcy i migranci. Ostatnio coraz więcej agresywnych, wrogich haseł wymierzanych jest w Ukraińców, głównie dlatego, że właśnie ich jest w Polsce spośród migrantów najwięcej; niektórzy przyjechali do nas w poszukiwaniu pracy czy na studia, inni są uchodźcami wojennymi. Generują sporo PKB, do budżetu państwa odprowadzają duże pieniądze, toteż ich obecność jest jak najbardziej korzystna z finansowego punktu widzenia, wbrew temu, co głosi anty-ukraińska propaganda. Do tego ich kultura ubogaca naszą; ogólnie, migracje służą społecznościom i społeczeństwom, nawet, jeśli ich zalety widać po upływie pewnego czasu.

Niestety, Ukraińcy są coraz agresywniej atakowani. Że niby nie pracują, lecz żyją z socjalu (nieprawda; zresztą socjalu w Polsce prawnie nie ma). Że mają pierwszeństwo u lekarzy (bzdura totalna). Że jeżdżą wypasionymi furami, na które nie wiadomo skąd wzięli pieniądze (no, sąsiedzi, którzy niedawno wprowadzili się do mojego bloku, mają punto w wieku coś około dwudziestu lat, w podstawowej wersji wyposażenia i nie wiem, czy jest sprawne). Wypomina się im Wołyń (faktycznie, Ukraina musi wiele jeszcze zrobić, żeby rozliczyć się z tego ludobójstwa, ale jest to obowiązek władz państwowych, nie zaś zwykłych ludzi, którzy z powodu kiepskiej edukacji często nie mają pojęcia, o co chodzi) i banderyzm (powrót tej ideologii jest wielkim problemem dla Ukrainy jako państwa, m.in. dlatego, że stanowi jedną z przyczyn wojny z Rosją, niemniej zdecydowana większość Ukraińców to żadni banderowcy). I tak dalej.

Za szerzenie takich postaw ludzie świadomi w Polsce obwiniają rosyjską propagandę i działającą na jej rzecz skrajną prawicę, z Konfederacją na czele. Mają dużo racji, w interesie bowiem cara Władimira leży skłócenie Polaków i Ukraińców, czyli szczucie jednych na drugich. Niemniej, takiego na przykład Rafała Trzaskowskiego trudno podejrzewać o bycie rosyjskim agentem, a przecież i on podczas swej mizernej kampanii wyborczej szerzył anty-ukraińskie treści, postulując chociażby odebranie ukraińskim dzieciom 800 Plus. Nie było to jedynie powielanie przekazu skrajnej prawicy celem przejęcia jej elektoratu (co się, rzecz jasna, nie udało, bo nie mogło). Rafał Trzaskowski był zupełnie szczery w tym szczuciu. Inni prawicowi, skrajnie oraz umiarkowanie, politycy też są.

Nastawianie Polaków przeciwko Ukraińcom – a konkretnie polskiego proletariatu przeciwko ukraińskiemu – i odwrotnie leży wszak w interesie nie tylko Rosji, lecz przede wszystkim klas pasożytniczo-wyzyskujących, czyli kapitalistów. Jak wiemy, czerpią oni swe bogactwo z wyzyskiwania pracowników, nikogo zaś nie wyzyskuje się równie skutecznie, co ludzi zastraszonych tudzież skłóconych. Dlatego kapitaliści budują, przy użyciu swoich prawicowych sługusów, niechęć, a w dalszej perspektywie nienawiść Polaków do Ukraińców oraz Ukraińców do Polaków, aby proletariusze z obu nacji żarli się między sobą i obawiali się jedni drugich, gdy tymczasem właściciele koncernów i korporacji zrobią z nimi, co będą chcieli: zatrudnią na śmieciówkach, zmniejszą wynagrodzenie, pozbawią prawa do strajku… Prawicowi politycy tak samo skorzystają, bowiem skłóceni ludzie nie będą zwracali uwagi na ich poczynania. Ot, typowa taktyka „dziel i rządź”… A że część prawicowych politykierów to carscy trolle lub przynajmniej pożyteczni idioci Putina, to i on odnosi korzyść z całego tego szczucia.

Dlatego nie ulegajmy prawicowej anty-ukraińskiej propagandzie. Nie ma bowiem żadnej ukrainizacji Polski, a migranci ze Wschodu (ani żadni inni) nie stanowią dla nas zagrożenia.

I żeby nie było – nie mam najmniejszych wątpliwości, że Polska i Ukraina muszą uporać się z własną tragiczną przeszłością, co oznacza również wzięcie odpowiedzialności przez Kijów za Rzeź Wołyńską i inne zbrodnie banderowskie, tak, jak Niemcy zrobili z nazizmem. Ukraina musi też zrezygnować z banderyzmu jako swej oficjalnej ideologii i całkowicie potępić kult Stepana Bandery oraz jego stronników. Naprawdę, ten kraj ma bohaterów, których może czcić, nie musi, a wręcz nie może honorować zbrodniarzy. Polski zresztą także się to tyczy, bo kult tzw. „żołnierzy wyklętych” napawa mnie identycznym obrzydzeniem jak ukraiński banderyzm.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie