Szkoła i purpuraci

Rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. W szkołach publicznych planowane są ważne zmiany. Nic zatem dziwnego, że uaktywnili się polscy biskupi i kardynałowie.

Oto Konferencja Episkopatu Polski jęczy o dwóch rzekomych problemach, jakie mają ujawnić się po 1 września. Boli ich, że w szkołach PUBLICZNYCH (podkreślenie, jak z pewnością się domyślacie, nieprzypadkowe) będzie „zaledwie” jedna godzina katechezy tygodniowo. Purpuraci chcieliby po staremu – dwie. Apelują zatem, że „młodzi ludzie zasługują na więcej”. Drugim czynnikiem, który wyprowadza ich z równowagi, jest to, że edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa (nareszcie!).

Popatrzymy zatem na owe bóle po kolei.

Jeśli chodzi o zredukowanie liczby godzin szkolnej katechezy do jednej tygodniowo (powinno być zero, ale dziecko Hanny Suchockiej i Jana Pawła II w postaci konkordatu nie pozwala), to hierarchowie bredzą coś o moralności; nauczanie religii katolickiej w szkołach publicznych ma ją jakoby poprawiać, przeto im takich lekcji mniej, tym osoby uczniowskie będą mniej moralne. To oczywiście nieprawda; religia (żadna) na postępowanie zgodne z przyjętymi w danej społeczności normami moralnymi nie wpływa; do tego potrzeba jest raczej empatia. Często osoby bardzo religijne są nader niemoralne, a ci, co żadnej religii nie wyznają, potrafią wyciągnąć do drugiego człowieka pomocną dłoń i nikogo nie krzywdzą.

W praktyce członkowie KEP narzekają, bo będzie mniej pieniędzy; jedna godzina katechezy tygodniowo oznacza wszak niższe wpływy niż za dwie. To jest w ich oczach problemem; gdyby faktycznie zależało im na katechizowaniu dzieci i młodzieży, organizowaliby stosowne lekcje na salkach parafialnych (przy czym niezbędna byłaby społeczna kontrola, tak, aby osoby uczniowskie nie wpadły w pedofilskie łapska). Być może, z czysto religijnego punktu widzenia, przyniosłoby to lepsze skutki niż szkolna katecheza, która jest prostą metodą zniechęcenia młodego pokolenia do katolicyzmu i czynnikiem laicyzacji; biskupi i kardynałowie najwyraźniej wciąż nie rozumieją prostego owego faktu, w przeciwieństwie do co mądrzejszych katechetów, którzy z młodzieżą pracują.

No, ale jako się rzekło, nie o osoby uczniowskie i głoszone treści chodzi, że o forsę, czyli to, co purpuraci kochają najbardziej… i w co wierzą bezgranicznie, głęboko, całym sercem, a także, czego oddają cześć.

Co zaś tyczy się edukacji zdrowotnej, przedmiot ów wywołuje furię zarówno funkcjonariuszy Kościoła katolickiego, jak też prawicy, zwłaszcza skrajnej, odkąd rząd, a konkretnie ministra Barbara Nowacka ogłosiła zamiar jego wprowadzenia.

Jego celem jest przekazywanie podstawowej wiedzy o ludzkim zdrowiu, w tym psychicznym (bardzo ważne, skoro coraz więcej młodych osób ma coraz poważniejsze problemy w tym zakresie) i seksualnym – to wścieka Kościół i prawactwo. Do tego dochodzi chociażby nauczanie o bezpiecznych zachowaniach, również w Sieci, o tym, jak mówić: NIE. I podejrzewam, iż właśnie to jest jednym z czynników, dla których hierarchowie tak bardzo edukacji zdrowotnej się obawiają: utrudni ona pedofilom w sutannach dobieranie się do młodocianych ofiar – te posiądą wiedzę, jak się bronić, na jakie sygnały zwracać uwagę.

Kościół katolicki i skrajna prawica, łącznie z Alfonsem, przeprowadziły nagonkę na edukację zdrowotną, zachęcając, a wręcz przymuszając argumentami pseudo-moralnymi (czyli szantażem po prostu) rodziców do wypisywania z niej dzieci. Doprowadziło to też – nie bez udziału skrajnie klerykalnego PSL-u – do tego, że przedmiot ów początkowo nie był obowiązkowy. Ale nareszcie będzie, tak jak powinien być od samego początku.

Coś mi się wydaje, że tym razem Barbara Nowacka (i mam nadzieję, premier Donald Tusk) nie ugnie się przez purpurowymi żądaniami i zapowiadane zmiany odnośnie katechezy szkolnej oraz edukacji zdrowotnej wejdą od 1 września w życie.

A biskupi i hierarchowie niechże odseparują się od dzieci i młodzieży, a także zrobią coś REALNIE dobrego. Na przykład rzetelnie rozliczą wreszcie zbrodnie pedofilskie kleru i wypłacą odszkodowania ofiarom. Albo, zgodnie z nakazem Jezusa, rozdadzą gigantyczne swe majątki osobom ubogim, potrzebującym pomocy. Szkoła bez nich sobie poradzi. Im zresztą mniej Kościoła w edukacji publicznej, tym lepiej. Również dla niego samego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Udział w ludobójstwie