Mord bezkarny
Damian Soból był pracownikiem organizacji humanitarnej. Pomagał wraz z kolegami głodującym ludziom w Strefie Gazy. Gdzie, razem z sześcioma innymi wolontariuszami, zamordowany został przez izraelskie lotnictwo 1 kwietnia 2024 roku. Zbrodnia ta wstrząsnęła światem, zwłaszcza, że był to mord celowy – konwój, mimo iż (a może właśnie z tego powodu) został odpowiednio oznaczony, ostrzeliwano kilkakrotnie.
Minęło ponad dwa lata. Izraelskie organa zajęły się sprawą i orzekły, że… na dobrą sprawę żadnej sprawy nie ma. Nikt nie poniesie konsekwencji za zamordowanie wolontariuszy, w tym Polaka. Ot, incydent, ot, błąd (ewentualnie). Zdarza się.
W sumie, zaskoczenia tu nie ma. Izrael bardzo chętnie popełnia zbrodnie i nie tylko nie karze, ale wręcz gloryfikuje ich sprawców. Jest to bowiem państwo faszystowskie (acz udające demokratyczne), a nawet nazistowskie, zbrodnicze ze swej natury, nadto wyrastające z krwawego kolonializmu. Cała jego historia to podbój i rozlew krwi arabskiej, oczywiście motywowane religijnie. Zarówno rządzący, jak i aparat represji czy wojsko, a także obywatele (poza prawdziwymi, ortodoksyjnymi Żydami, coraz częściej i coraz brutalniej represjonowanymi za swe przekonania) mają umysły wyprane przesyconą nienawiścią ideologią, nakazującą zabijać wszystkich uznanych za wrogów, czyli Palestyńczyków oraz innych Arabów, jak też każdego, kto niesie im pomoc, na przykład działaczy humanitarnych.
Nie był to jedyny przypadek, kiedy Izrael zamachnął się na polskich obywateli. Znaleźli się wszak oni wśród uczestników Global Sumud Flotilla, jacy zostali bezprawnie aresztowani i uprowadzeni przez syjonistyczny aparat terroru; na szczęście ich uwolniono. Wówczas polski rząd na ów akt paskudny reagował ospale i nazbyt delikatnie. Kiedy zaś zamordowano Damiana Sobola, minister Sikorski nazwał to „incydentem”. Nie doszło do podjęcia żadnych prawnych ani politycznych kroków przeciwko zbrodniczemu państwu.
A teraz, po tym, jak okazało się, że mordercy wolontariuszy nie zostaną ukarani? Cóż, minister Sikorski wezwał ambasadora Izraela i porozmawiał z nim (zaskoczenie, że w ogóle zrobił cokolwiek). A potem mówił o wielkim rozczarowaniu…
Nie należy się spodziewać, że Polska (ani żaden inny kraj, obywateli którego izraelscy terroryści zamordowali 1 kwietnia 2024 roku) obłoży Izrael sankcjami politycznymi czy gospodarczymi. Nie należy się spodziewać zerwania współpracy z izraelskimi firmami, na przykład z sektora zbrojeniowego. Nie należy się spodziewać podjęcia działań na rzecz zapobieżenia podpisaniu przez Unię Europejską umowy stowarzyszeniowej z Izraelem (przeciwko czemu, dodajmy, protestują liczni obywatele państw członkowskich; w Polsce zbieranie podpisów w tej sprawie prowadziła partia Razem). I tak dalej. Na słowach potępienia tudzież ubolewania, na rozmowie z ambasadorem się skończy. No cóż, ani Donald Tusk, ani Radosław Sikorski nie są Pedrem Sanchezem, jedynym bodaj europejskim politykiem najwyższego szczebla, który potrafi postawić się Izraelowi (i USA Trumpa).
Cóż, państwo, jakie pozwala innemu państwu bezkarnie mordować czy uprowadzać własnych obywateli, jest po prostu słabe. A takie, które utrzymuje normalne stosunki polityczne i gospodarcze ze sprawcą jednej z najgorszych masowych zbrodni w dziejach ludzkości (trwającej od 1948 roku, a od 2023 zintensyfikowanej), jest moralnie oraz etycznie zepsute.
Niestety, poczucie bezkarności Izraela jest zasadne. Społeczność międzynarodowa nie wyciąga od tego faszystowskiego, kolonizacyjnego tworu żadnych konsekwencji jego krwawej polityki. Jak widać, podwójne standardy na tym świecie mają się doskonale.
PS. W poniedziałek notki może nie być, z powodu ważnych spraw, jakie mam do załatwienia.
Komentarze
Prześlij komentarz