Dziaders i prokreacja

Donald Tusk, aktualnie premier Polski, robi wszystko, aby jego formacja, Koalicja Obywatelska, sromotnie przegrała najbliższe wybory. Świadczą o tym jego wypowiedzi, które zniechęcają elektorat, a przynajmniej jego nowoczesną, postępową tudzież humanitarną część.

Niedawno pouczał pan Tusk kobiety, że aborcja nie zalicza się do ich praw (jest, ma się rozumieć, dokładnie na odwrót). Potem udzielił wywiadu jednemu z brytyjskich mediów, twierdząc, że należałoby wypowiedzieć Europejską Konwencję Praw Człowieka, czym wywołał wielkie – i w pełni zrozumiałe – zaniepokojenie u ludzi świadomych. A teraz znów chlapnął brednie w podobnym wywiadzie. I ponownie uderzył w kobiety.

Otóż, zapytany, dlaczego Polki mają mało dzieci, premier stwierdził, że powodem nie jest brak mieszkań (i polityki mieszkaniowej) czy inne kwestie społeczne, ale niechęć polskich kobiet do podejmowania odpowiedzialności. Dodał, że nie lubi „takiego stylu życia”. Oczywiście wywołał tym gniew organizacji pro-kobiecych oraz licznych osób obywatelskich płci obojga. Jego wypowiedź była bowiem głupia i obraźliwa; jako żywo kojarzyła się z „dawaniem w szyję”, o jakim swego czasu na ten sam temat mówił Kaczyński. Donald Tusk, po raz kolejny zresztą, zaprezentował się jako ideologiczna kopia prezesa Bezprawia i Niesprawiedliwości. Udowodnił przy tym, że straszny z niego dziaders.

Prawda wygląda, rzecz jasna, tak, że decyzja o tym, czy mieć dziecko bądź dzieci, należy wyłącznie do kobiety i może być podjęta samodzielnie lub wspólnie z partnerem/partnerką. Nikt nie ma prawa się do tego wtryniać, a politycy, zwłaszcza prawicowi, powinni wystrzegać się ocen w tym zakresie.

Osobiście bardzo wątpię, aby przyczyną niskiej dzietności w Polsce była niechęć Polek do podejmowania odpowiedzialności za wychowywanie potomstwa, czyli rzekome wygodnictwo; jeśli nawet trafiają się takie przypadki, to są bardzo nieliczne. Znacznie częściej niedecydowanie się na dzieci lub tylko na jedno wynika z tego właśnie, co pan Tusk wykluczył. Nasze państwo zakładaniu rodzin, szczególnie licznych, po prostu nie sprzyja, podobnie jak system społeczno-ekonomiczny.

Nie ma, przede wszystkim, dobrej polityki mieszkaniowej; program budowy tanich lokali na wynajem dopiero raczkuje. W związku z tym młodzi ludzie, którzy myśleliby o dzieciach, muszą albo odziedziczyć mieszkanie po rodzicach, albo zaciągnąć na nie kredyt hipoteczny, który spłacany będzie przez lat co najmniej kilkadziesiąt… o ile bank im go przyzna. W takich warunkach trudno decydować się na dziecko. Nie tylko bowiem nie wiadomo, czy będzie ono miało gdzie mieszkać, ale też, czy będzie za co je utrzymać.

Wychowanie młodego człowieka to przecież znaczne koszta, i to przez wiele lat. Żywność, lekarstwa, co chwilę nowa odzież i obuwie (dziecko rośnie, przypominam!), meble i inne wyposażenie… Do tego rozrywka, a z czasem także wydatki związane z edukacją. Naprawdę trzeba mieć na to środki, a jeśli spłaca się kredyt hipoteczny, to pieniędzy od tego nie przybywa. Tymczasem zarobki w Polsce są wciąż w większości przypadków zbyt niskie w stosunku do kosztów utrzymania; ceny, przypomnę, mamy bardzo wysokie. Jasne, jest 800 Plus (nie wiadomo, jak długo jeszcze), jest program Aktywny Rodzic… ale sumarycznie wsparcie jest niewielkie i często okazuje się niewystarczające. Już żłobek czy przedszkole to wydatki, które mogą przekroczyć możliwości wielu rodziców. Nic więc dziwnego, że kobiety wraz z partnerami zastanawiają się dwa razy, nim zdecydują się na choćby jedno dziecko.

Świadomi ludzie doskonale zdają sobie przy tym sprawę, że potomek to nie fanaberia. Myśleć trzeba przede wszystkim o jego/jej przyszłości. A ta nie rysuje się wesoło, nie tylko z powodu marnej polityki społecznej w (k)raju nad Wisłą. Otóż, świat nasz zmierza w złym kierunku. Wojny to jedno, przybierająca na sile katastrofa klimatyczna, wywołana przez kapitalistów, drugie. Sam czytałem wielokrotnie wpisy, autorki których twierdzą, że nie chciałyby, aby ich ewentualne dzieci zmagały się z jej skutkami, przeto wybierają bezdzietność. Kompletnie się temu nie dziwię.

Toteż pan Donald Tusk myli się na całej linii. A raczej nie tyle myli, ile celowo ignoruje poważny problem demograficzny i nie chce zrozumieć jego REALNYCH przyczyn. Bo gdyby je zrozumiał, okazałoby się, że musiałby wziąć się do roboty i wiele, zaiste wiele zmienić w polityce swojego rządu.

Woli więc pokazać się jako dziaders, wróg kobiet i ich praw, w dodatku traktujący je pogardliwie. Zresztą, on gardzi nami wszystkimi, bez względu na płeć. A skoro w tym zakresie nie ma różnic między nim, Kaczyńskim, Mentzenem, Bosakiem czy Braunem, głosować trzeba na Lewicę, ewentualnie Razem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie