Kraj ludzi ubogich

Koniec roku i początek następnego, okres około świąteczny to tradycyjnie już czas wzmożonej aktywności charytatywnej. Zbliża się kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, swoje działania intensyfikuje Caritas, do pomagania (mniej lub bardziej skutecznego) ludziom zabiera się Szlachetna Paczka. I tak dalej.

Krytycy podnoszą – nie bez racji! – że wszystkie takie akcje, owszem, niosą konkretną pomoc, ale tak naprawdę służą kapitalistom oraz reprezentującej ich prawicowej władzy do zdejmowania odpowiedzialności z systemu i niewdrażania reform. Po co, przykładowo, zmienić model finansowania publicznej opieki zdrowotnej, skoro WOŚP corocznie organizuje zbiórki? Po co wprowadzać podatki progresywne, pieniądze z których poszłyby na politykę społeczną, jeśli burżuje od czasu do czasu włożą coś do Szlachetnej Paczki? I tak dalej. I żeby nie było – działalność charytatywna jest dobra i potrzebna, nie jestem jej przeciwnikiem. Samo jednak jej istnienie dowodzi, że system, w którym żyjemy, czyli oczywiście kapitalizm, jest zły, toteż należy od niego odejść.

Ano właśnie, system. Jak co roku, Fundacja „Wiosna”, organizująca Szlachetną Paczkę, publikuje raport o biedzie w Polsce. Dokument ten, zaznaczyć trzeba, jest rzetelnie sporządzony, opiera się na twardych danych. I corocznie budzi grozę.

Z tegorocznego raportu wynika, że blisko dwa miliony osób obywatelskich w Polsce, czyli 5,2 proc. populacji (k)raju nad Wisłą, żyje w skrajnym ubóstwie – ma dochody na tyle niskie, że nie jest w stanie w pełni zaspokoić swoich podstawowych potrzeb biologicznych, powoli więc obumiera. W tej liczbie mieści się aż 364 tysiące dzieci. Z kolei prawie pięć milionów osób (13 proc. populacji) żyje w ubóstwie relatywnym, co oznacza, że ludzi ci najbardziej podstawowe potrzeby wprawdzie zaspokajają, ale i tak są pod kreską, ich poziom życia jest znacznie niższy niż przeciętny w Polsce. To nie wszystko, bo według tegorocznego raportu Szlachetnej Paczki, aż 41,3 proc. (tak, niedaleko do połowy!) gospodarstw domowych w naszym „wspaniałym” państwie żyje poniżej progu minimum socjalnego, a zatem nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, by zaspokoić podstawowe potrzeby bytowe na najbardziej minimalnym poziomie.

A teraz tak. Napisałem, że raporty te są rzetelne. I tego nie cofam. Jednakże bazują na ustawowych progach ubóstwa czy minimum socjalnego… które wcale takie młode nie są i często nijak się mają do obecnych kosztów utrzymania. Innymi słowy, skala szeroko pojętej biedy w Polsce jest znacznie większa, niż pokazują to rządowe badania czy te przeprowadzone przez organizacje społeczne.

Krótko mówiąc, jesteśmy krajem ludzi ubogich.

Aby popaść w ubóstwo, skrajne bądź relatywne, wystarczy być emerytem albo (zwłaszcza) rencistą; deformy systemu emerytalno-rentowego z drugiej połowy lat 90. ubiegłego wieku, przeprowadzone przez AWS-UW, czyli dzisiejszy POPiS, doprowadziły do masowej pauperyzacji. Wystarczy ciężko się rozchorować lub ulec wypadkowi i wylecieć w ten sposób z obiegu zawodowego. Wystarczy pracować na umowie śmieciowej. Wystarczy na jakiś czas stracić pracę. Wystarczy zostać okradzionym przez administrację mieszkaniową. Wystarczy, że szefostwo nie będzie wypłacało wynagrodzenia, a wcale nie są to rzadkie sytuacje. I tak dalej. Nie oszukujmy się, mamy pełno umów śmieciowych i niskie na tle reszty Europy płace, ceny są nader wysokie, podobnie jak wszelkie opłaty, natomiast postępujący kryzys kapitalizmu już nad Wisłę dociera; są wszak firmy wstrzymujące produkcję.

Na pomoc państwa średnio można liczyć. Socjal jest szczątkowy i trudno dostępy. Owszem, są programy typu 800 Plus (uczciwie trzeba zauważyć, że przyczynił się on do lekkiego zmniejszenia poziomu skrajnej nędzy w rodzinach wielodzietnych) czy Aktywny Rodzic (dopłaty do żłobków i przedszkoli), są programy żywieniowe prowadzone przez MOPS-y… ale już zasiłki łatwiej jest uzyskać cwanemu kombinatorowi niż człowiekowi, który nie z własnej winy znalazł się w trudnej sytuacji pieniężnej. Wiele osób potrzebujących jest zbyt „bogatych”, by otrzymać zasiłek, mimo iż nie stać ich na zaspokojenie codziennych potrzeb.

Praca, ze względu na umowy śmieciowe i niskie płace, wcale nie pomaga wyjść z ubóstwa; może w nie jeszcze wpędzić. W Polsce, podobnie jak w wielu innych państwach kapitalistycznych, występuje zjawisko working poor, pracujących ubogich, czyli ludzi, którzy zarabiają zbyt mało, chociaż wypruwają sobie żyły. Rzecz jasna, jest to wina pazernych kapitalistycznych wyzyskiwaczy oraz prawicowych władz, wywodzących się z dawnej „Solidarności”, które z wyzyskiem nie walczą, lecz jeszcze mu sprzyjają. Znam to z własnego doświadczenia; ciężka praca, do której musiałem jeszcze dopłacać, doprowadziła mnie wszak do depresji. A brak wystarczających środków do życia – do próby samobójczej.

Wracając do raportu Szlachetnej Paczki, nie mówi on tylko o liczbach, lecz o autentycznych ludzkich tragediach, wynikających z istnienia nieludzkiego systemu kapitalistycznego oraz rządów prawicy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie