Posty

Niewiarygodny sojusznik

W ostatnich dniach pełno jest opinii, że USA porzuciły Ukrainę. Wynikają one z tego, że administracja Trumpa wstrzymała resztki pomocy dla tego naddnieprzańskiego państwa. Tak naprawdę jednak, pomoc owa zaczęła się zmniejszać jeszcze pod koniec kadencji Joego Bidena, a Europa, Środkowo-Wschodnią oczywiście wliczając, z orbity zainteresowań Stanów, coraz mocniej skupionych na Pacyfiku, wypadać zaczęła jeszcze za Baracka Obamy. Żadnego wszelako zaskoczenia w tym nie ma. USA osiągnęły swój cel, którym było osłabienie polityczne i militarne Rosji, do czego wojna się przyczyniła, i teraz dążą do tego, aby za wschodnią flanką NATO znów zrobiło się spokojnie; jak pisałem wczoraj, Trump z Putinem podzielili też strefy wpływów w Ukrainie. Tyle, że w odróżnieniu od poprzedników, amerykański prezydent nie zachowuje się w sposób dyplomatyczny, lecz usiłuje wpłynąć na Wołodymyra Zełeńskiego drogą wymuszeń, zupełnie jak Adolf Hitler w latach 30. Wcześniej Stany Zjednoczone sukcesywnie porzucały...

Burda wśród imperialistów

Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy, odbył wizytę w Białym Domu. Która rychło przerodziła się w awanturę. Czemu w żadnym razie nie należy się dziwić. Zełenski spotkał się tam z prezydentem USA Donaldem Trumpem i wiceprezydentem J. D. Vencem. Panowie mieli rozmawiać o sytuacji Ukrainy, wciąż pogrążonej w wojnie w Rosją. Merytorycznej dyskusji, o negocjacjach nie wspominając, jednak nie było. Zełenski nazwany został „terrorystą” (wiele można mu zarzucić, ale terroryzmu akurat nie; ukraińskimi terrorystami są środowiska skrajnie prawicowe), zarzucono mu, iż nie chce pokoju, a następnie usiłowano na nim wymusić przekazanie Rosji części ukraińskiego terytorium, USA natomiast – ukraińskich surowców naturalnych. Oczywiście czegoś takiego nie wytrzymał, no i wybuchła awantura, za którą Trump i Vence zostali w wielu miejscach świata, w tym w ich własnym kraju, nader mocno skrytykowani… delikatnie rzecz ujmując. Słusznie, bo ich zachowanie było niedopuszczalne. Nie lubię Wołodymyra Zełensk...

Beton w garniaku

Jak sprawić, by polityk – przykładowo kandydat na prezydenta – nie uchodził za wstecznego i zacofanego, a nawet mocno przechylonego w stronę faszyzmu? To bardzo proste. Trzeba wziąć faceta w wieku, który nie kwalifikuje go do kategorii wapna. Czyli takiego, co jak na polityka jest jeszcze relatywnie młody; powinien wszak przyciągać zwłaszcza młodsze generacje elektoratu. Najlepiej, żeby legitymował się wyższym wykształceniem, dyplomem uznanej uczelni, a jeśli będzie do tego władał kilkoma językami obcymi, to już całkowicie git. Rzecz jasna, niezbyt zaawansowany wiek nie może oznaczać braku doświadczenia. Przeciwnie, kandydat taki powinien siedzieć w polityce, państwowej lub samorządowej, od lat i odnosić sukcesy, na przykład zostając prezydentem metropolii, a w najgorszym przypadku piastować zaszczytne stanowisko w takiej czy innej państwowej instytucji, zajmującej się chociażby szerzeniem załganej propagandy o dziejach Polski. Ważne, aby cieszył się też zaufaniem prominentów, przy...

Na kolanach

Czy wybór Donalda Trupa na prezydenta USA zmienił cokolwiek w polskiej polityce wobec owego imperium? Nie. Nadal jest ona prowadzona na kolanach, a nawet na twarzy; trudno wręcz mówić o polityce, gdyż jest to raczej marionetkowość i służalczość. Jasne, tu czy tam padają głosy rozsądku, że robi się niebezpiecznie i Europa powinna się jednoczyć, niekoniecznie oglądając się na Stany Zjednoczone. Najczęściej i najgłośniej mówi tak Magdalena Biejat, czasami coś na ten temat bąknie Donald Tusk, ale trochę mniej zdecydowanie i mniej szczerze, jak gdyby bał się reakcji zza oceanu. Jednakże dominują hołdy wiernopoddańcze. Już to niejaki Duda Andrzej, już to niejaki Morawiecki Mateusz, już to niejaki Sikorski Radosław na wyścigi pielgrzymują do imperium zła, by spotkać się nawet jeśli nie z samym Trumpem, to przynajmniej z najbardziej zatwardziałymi – czyli profaszystowskimi i skrajnie prokapitalistycznymi – przedstawicielami Partii Republikańskiej i właśnie za ich pośrednictwem oddać cześć...

Obojętność

Przedwczoraj minęły trzy lata od rozpoczęcia obecnej fazy wojny rosyjsko- ukraińskiej, zwanej pełnoskalową. Nie do końca słusznie, gdyż pełnoskalowy konflikt w Ukrainie, konkretnie w Donbasie, trwał od blisko dekady, tyle że miał charakter domowy, a Rosja wspierała w nim jedną ze stron, akurat tę bestialsko wyniszczaną. Trzy lata temu wszelako car Władimir Putin zdecydował się na zaatakowanie całego państwa ukraińskiego. Wszyscy pamiętamy, że polskie społeczeństwo zaczęło wówczas masowo i spontanicznie pomagać wschodnim sąsiadom. Do Ukrainy wysyłaliśmy nader liczne dary, wielu spośród nas przyjmowało uchodźców, którzy tysiącami pojawiali się w Polsce. I bardzo słusznie, gdyż ludziom tym trzeba było pomóc. Trzy lata minęły… a ukraińscy uchodźcy nadal do (k)raju nad Wisłą przybywają, choć znacznie mniej licznie niż na początku obecnej fazy wojny, no i bez medialnego rozgłosu. W polskich miastach pomagają im wolontariusze. Teraz tak – przed trzema laty politycy wszystkich bez mała ...

Prawdziwe zagrożenie

Obecnie największym zagrożeniem dla gatunku ludzkiego, czyli również dla społeczeństwa polskiego, jest postępująca katastrofa klimatyczna, wynikająca oczywiście z winy kapitalistów. Nie da się również wykluczyć, że w ciągu najbliższych lat USA wywołają wojnę atomową. Ale nad nami w Polsce krąży też jeszcze inne niebezpieczeństwo. I nie, nie chodzi o Putina, który dogaduje się z Trumpem, rozgrywając tego głupca jak dziecko, w sprawie Ukrainy. Nawet rosyjski car nie jet na tyle zidiociały, aby militarnie atakować NATO (gra wywiadów toczy się przez cały czas i jest sprawą normalną, podobnie jak i to, że poszczególne państwa coraz częściej korzystają z trolli internetowych). Zagrożenie jest inne, ma charakter wewnętrzny i dotknąć może każdego z nas; tysiące osób JUŻ dotyka. Chodzi o poważną kwestię gospodarczą. Wygląda mianowicie na to, iż kryzys zachodniego kapitalizmu, zataczający oraz szersze kręgi, zaglądać zaczął i do (k)raju nad Wisłą. GUS opublikował dane o tym, że zatrudnienie ...

Zamach na nas wszystkich

Wiele było w Sejmie po 1989 roku paskudnych głosowań, że wymienię choćby to z 16 grudnia 2016 roku, kiedy faszyści odebrali emerytury ludziom broniącym Polski. Jednakże to z minionego piątku, czyli 21 lutego 2025 r., przejdzie do historii jako zapisane wyjątkowo czarnymi zgłoskami. Oto przez Sejm przeszła ustawa pozbawiająca uchodźców prawa do ubiegania się o azyl w Polsce. Przeciwko jej przyjęciu głosowali jedynie posłowie z Lewicy (cały klub – szacunek), Razem (też wszyscy – szacunek), grupka z KO (szacunek) i z… PiS-u (w tym gestapowskie Zero; tu jednak o szacunku trudno mówić, podejrzewa bowiem, iż PiS-owcy ci albo się pomylili, albo machinalnie, bezmyślnie głosowali przeciwko rządowemu projektowi dlatego właśnie, że był rządowy). Pozostali parlamentarzyści KO i PiS-u, a także wszyscy z Polski 2050, PSL-u, nazistowskiej Konfederacji oraz drobnicy ów akt zalegalizowanego bezprawia poparli. Tu przypomnieć trzeba, że prawo do ubiegania się o azyl stanowi jedno z fundamentalny pra...