Posty

Dowcip o kapitalizmie

Jest taki dowcip, który idealnie oddaje, skąd biorą się fortuny kapitalistów, a zarazem opisuje proces wyzysku: Właściciel dużej firmy przyjechał do niej nowiutką, wypasioną furą. Jeden z pracowników, chcąc się mu przypodobać, mówi: - Ależ pan prezes ma fajny wóz! Zadowolony kapitalista odpowiada: - Jeśli ty i twoi koledzy będziecie pracowali dwa razy wydajniej niż obecnie, brali więcej bezpłatnych nadgodzin, nie chorowali, nie brali urlopów, a żadna z pracownic nie zajdzie w ciążę, to za rok kupię sobie jeszcze lepszy. Identycznie, jak ten wyzyskiwacz z dowcipu, zachował się Jeff Bezos, jak najbardziej autentyczny kapitalista, jeden z najbogatszych ludzi na świecie (obecnie, jeśli się nie mylę, na drugiej pozycji, zaraz za Elonem Muskiem), kiedy po swoim locie w kosmos – acz naukowcy nie są zgodni, czy jego rakieta w kształcie penisa faktycznie osiągnęła przestrzeń kosmiczną; jako, żem laik w tej kwestii, trudno mi dywagować – stwierdził, że ufundowali mu go pracownicy Amazona. M...

Kryzys i deweloperzy

Jak myślicie, kto, zdaniem pewnego „wolnego medium” działającego w Polsce (chodzi o stację telewizyjną i oczywiście powiązany z nią portal internetowy, należącą do amerykańskiego koncernu), jest obecnie w najgorszej sytuacji spośród mieszkańców (k)raju nad Wisłą? Osoby w kryzysie bezdomności? Nie. Uchodźcy? Też nie. Ludzie, których z powodu inflacji i wzrostu opłat nie stać na żywność, uiszczenie rachunków, wykup leków? W żadnym razie! Pracownicy tracący zatrudnienie lub padający ofiarami obniżek wynagrodzeń? Skądże! Emeryci mundurowi pozbawieni świadczeń? A gdzie tam! Prześladowane osoby LGBT? Nijak. Okazuje się, że największe zaniepokojenie dziennikarzy owego medium wzbudza los deweloperów (czyli podgrupy kapitalistów; jakżeby inaczej...?). Jest on ponoć straszny, ponieważ rynek mieszkaniowy zaczyna się załamywać. W związku z czym prywatni właściciele firm deweloperskich stanęli przed widmem utraty (a najpewniej jedynie zmniejszenia) gigantycznych zysków, jakie dotąd osiągali. Mn...

Początek Bożego Narodzenia

Przedwczoraj były Dziady/Halloween. Wczoraj – Wszystkich Świętych. Dni te świąteczne już za nami, co oznacza, że rozpoczynają się następne święta – zaczerpnięte z mitraizmu święto zwycięstwa światłości nad ciemnością, które przejęte zostało przez chrześcijaństwo (po tym, jak w IV wieku n. e. Cesarz Konstantyn, niesłusznie Wielkim zwany, połączył obie religie pod nazwą tej drugiej, dołączając do nich kult jedynego boga, w jakiego szczerze wierzył, czyli siebie samego) i przetransformowane w Boże Narodzenie (jakkolwiek 25 grudnia z przyjściem na świat Chrystusa nic wspólnego nie ma; galilejski rewolucjonista narodził się prawdopodobnie wiosną). To zaś kapitalizm skomercjalizował do granic możliwości. Oczywiście, daty Bożego Narodzenia nikt nie przesunął… w każdym razie nie uczyniono tego formalnie, spoglądając bowiem na sferę faktyczną, dostrzec można z łatwością, iż z roku na rok zaczyna się ono coraz wcześniej. Z dzieciństwa, a raczej wczesnej młodości pamiętam, że jego początkiem by...

Pamięci doprowadzonych do śmierci

Dziś święto zmarłych: słowiańskie (Dziady) i celtycko-anglosaskie (Halloween, które jednakże kojarzymy z jego zamerykanizowaną, skomercjalizowaną i rozrywkową formą). Pojutrze zaś będzie katolickie – Zaduszki. Skoro już przy tym jesteśmy, to w Kościele katolickim Wszystkich Świętych jest wspomnieniem ogółu kanonizowanych, to zaś, że tego dnia odwiedzamy groby naszych bliskich zmarłych, zanosząc na nie chryzantemy, stroiki, inne ozdoby i paląc znicze, wywodzi się z religii prasłowiańskiej, NIE JEST zatem zwyczajem chrześcijańskim. Tak czy owak, w tych dniach wspominamy ludzi, którzy od nas odeszli, opuszczając ten łez padół. Im właśnie poświęcona jest niniejsza notka. Konkretnie zaś tym, na których śmierć sprowadziły zbrodnicze rządy prawicy postsolidarnościowej z lat 1989-93, 1997-2001 i od 2005 roku do chwili obecnej. A należy tu mówić o prawdziwych ludobójstwach. Wymienić należy chociażby: 1) Ofiary śmiertelne planu Balcerowicza – ich liczba trudna jest do określenia; wynosi co ...

Przygotowania do wojny?

Na początek – serdecznie przepraszam za brak wczorajszej notki. Niestety, miałem bardzo ważną sprawę do załatwienia, nie wygospodarowałem zatem czasu na jej napisanie. No, ale dziś już jestem, toteż zapraszam do lektury. Jak pisałem w tekście o autocenzurze, gościnny wykład na jednej z polskich uczelni wygłosić miał profesor Grzegorz Kołodko, najwybitniejszy obecnie polski ekonomista. Wydarzenie to zostało wszelako odwołane; władze owego przybytku wystraszyły się tego, że pan profesor rzekomo „chwali Chiny”, konkretnie – ich system społeczno-ekonomiczny, czyli wypracowany nad Jangcy i Huang-he model socjalizmu. W istocie nie chwali, ale bada – rzetelnie, co oznacza, iż dostrzega zarówno jego dobre, jak też złe strony. Niestety fakt, iż wymienia te pierwsze, wystarczył do uznania pana Kołodkę za „nazbyt kontrowersyjnego” naukowca. Głupota i autocenzura uczelnianych władz to sprawa przykra, niemniej stanowiąca jedynie część większego problemu… za którym kryć się może coś znacznie, al...

Praca i depresja

Depresja jest zaiste poważną (ŚMIERTELNĄ!!!), nader paskudną chorobą, która – zwłaszcza przy ciężkim przebiegu – wysysa z człowieka wszystkie siły, zarówno psychiczne, jak też (z czego ktoś, kto na nią nie zapadł, ani nie ma ma wśród bliskich nikogo, kto z depresją się zmaga) fizycznych. Taki chory może zwyczajnie nie dać rady zlec się z łóżka i wykonywać codziennej, domowej aktywności, nie wspominając o – w zależności od wieku – nauce czy pracy. W klasycznych powieściach tudzież filmach grozy ofiara wampira w szybkim tempie słabła i obumierała; dokładnie to dzieje się z człowiekiem cierpiącym na depresję (przy czym schorzenie owo pozostaje znacznie groźniejsze niż fikcyjne monstrum żywiące się ludzką krwią). Zastanawiam się, jak często ów objaw manifestujący się w, nierzadko skrajnym, osłabieniu brany jest przez bliskich/znajomych/nauczycieli/szefów za lenistwo. Nic nie robi, gdyż mu/jej się nie chce – osoby z depresją często słyszą tak o sobie, otrzymując przy okazji porady (czyt.:...

Autocenzura

Odkąd ludzie zaczęli publicznie wyrażać swojego poglądy i przekonania w danej sprawie, znajdowali się tacy, co chcieli wyrażanie owo kontrolować, nie dopuszczając do upubliczniania niewygodnych dla siebie słów. Tak narodziła się cenzura, czyli kontrola publicznego przekazywania informacji i innych treści, ograniczająca (a bywa, że i całkiem znosząca) wolność wyrażania myśli i przekonań. Z reguły czynnikiem ograniczającym były władze państwowe lub religijne (w starożytności i nie tylko były one jednocześnie i takie, i takie). Kościół katolicki miał swoich biskupów-cenzorów, sprawdzających treść wydawanych książek (za posiadanie zakazanych przez hierarchów publikacji można było iść na stos, zwłaszcza, jeśli zgadzało się z zawartymi w nich treściami), istniał też Indeks Ksiąg Zakazanych, do którego trafiła chociażby powieść Hrabia Monte Christo Aleksandra Dumasa (ojca) tudzież dzieła… Adama Mickiewicza. Nie wiem, jak to dokładnie wygląda w przypadku innych Kościołów chrześcijańskich, jud...